Robią biznes o społecznym zabarwieniu

Dorota Wojnar
opublikowano: 2008-12-19 00:00

Na Wyspach Brytyjskich rząd od 10 lat walczy z bezrobociem wespół z prywatnymi firmami. Jest pomysł, by tę ideę zaszczepić i u nas.

Wśród osób wykluczonych z rynku pracy można znaleźć wartościowych pracowników

Na Wyspach Brytyjskich rząd od 10 lat walczy z bezrobociem wespół z prywatnymi firmami. Jest pomysł, by tę ideę zaszczepić i u nas.

Brytyjskie firmy doradcze i rekrutacyjne sięgają po osoby uzależnione od opieki społecznej: długotrwale bezrobotnych, samotnych rodziców, niepełnosprawnych, byłych więźniów czy mieszkańców terenów poprzemysłowych, gdzie bezrobocie jest szczególnie duże. Biorą też pod swoje skrzydła osoby powyżej 50. roku życia. I potrafią na tym zarabiać, bo państwo płaci im za każdego, kogo uda im się wprowadzić na rynek pracy. Już przymierzają się do wejścia do Polski.

Przykładem firmy, która zajmuje się aktywizacją bezrobotnych, jest Reed in Partnership. Powstała w 1998 r., tuż po tym, jak rząd brytyjski ogłosił innowacyjny program walki z długotrwałym bezrobociem, nazwany New Deal.

Rządy ekspertów

— System zakłada między innymi, że jeśli w ciągu 12 miesięcy ktoś nie może znaleźć pracy, to automatycznie trafia pod opiekę prywatnej firmy doradczej — wyjaśnia Alan Cave z Departamentu ds. Pracy i Emerytur w brytyjskim rządzie.

Taki prywatny operator zapewnia bezrobotnemu opiekę osobistego doradcy. Każdy opiekun zajmuje się najwyżej 15 bezrobotnymi.

— Ich rolą jest odkrycie możliwości danej osoby, skierowanie jej na potrzebne szkolenia, znalezienie najbardziej odpowiedniej dla niej pracy i skontaktowanie z pracodawcą — mówi Hilary Clifford, przedstawicielka Reed in Partnership.

Kluczowym określeniem jest "odpowiednie stanowisko" — firma doradcza może bowiem liczyć na zapłatę tylko w przypadku, gdy bezrobotny, któremu znalazła pracę, utrzyma się w niej co najmniej 13 tygodni (Brytyjczycy planują wydłużenie tego okresu do 26 tygodni). Za każdą taką osobę firma dostaje 2-3 tys. funtów. Płaci rząd, który z budżetu państwa przeznacza na ten cel rocznie 1 mld funtów. Dodatkowe 100 mln funtów pochodzi z Europejskiego Funduszu Społecznego. Dzięki tym pieniądzom każdego roku pracę znajduje na Wyspach 250 tys. osób.

— Zmiany, które rozpoczęliśmy w 1997 r., dotyczą rozbudowanej strategii rządowej. Nie było to łatwe, bo jak każdy rząd byliśmy przyzwyczajeni do mówienia wszystkim, co mają robić. Postanowiliśmy jednak myśleć biznesowo: zlecamy zadania ekspertom, którzy wiedzą, jak wykonywać swoją pracę, i płacimy im za sukcesy — opisuje Alan Cave.

Liczy się rezultat

Beneficjentami brytyjskiego rozwiązania są nie tylko bezrobotni i firmy doradcze, ale również pracodawcy.

— To znacznie tańszy sposób poszukiwania kadr, bo nie pobieramy za to opłat. Płaci nam przecież rząd. Poza tym przedsiębiorcy oszczędzają czas, bo nie potrzebują już przeprowadzać rekrutacji — my to robimy za nich. Mają też gwarancję, że zaproponowany przez nas pracownik utrzyma się na stanowisku, a nie zniknie po tygodniu. To też nasze zadanie, bo tylko wtedy dostaniemy pieniądze — zapewnia Hilary Clifford.

Bezrobotni trafiają do przedsiębiorstw różnego kalibru: od jednoosobowych spółek po koncerny, ale głównie do firm handlowych, ochroniarskich, budowlanych i centrów obsługi klienta. Jedną z nich jest Greenwich Leisure, które prowadzi centra rozrywki i sportu w Londynie.

— Zatrudniamy 1,5 tysiąca osób na pełny etat i około 3,7 tysiąca, które pracują nieregularnie, na przykład 16 godzin tygodniowo. Około 50 z nich to pracownicy, którzy trafili do nas dzięki współpracy z Reed in Partnership. Były to głównie osoby długotrwale bezrobotne albo samotnie wychowujące dzieci. Większość pracuje w dziale obsługi klienta, a niektóre jako instruktorzy fitness i ratownicy — mówi Debbie Woodhead z Greenwich Leisure.

Sianie ziarna

W Polsce na razie próżno szukać podobnych rozwiązań. Urzędnicy i pracownicy ośrodków pomocy społecznej sami próbują się uporać z masą bezrobotnych (w 2007 r. na jednego doradcę powiatowego urzędu pracy przypadało ich 2548). Być może wyjściem z sytuacji byłaby właśnie współpraca z prywatnymi firmami doradczymi — na wzór brytyjski. Do tego przygotowuje się m.in. Reed in Partnership, która już zarejestrowała w Polsce swoją spółkę. Na razie chce się dać poznać w naszym kraju. Na Wyspach doradczo-rekrutacyjna grupa Reed, do której należy Reed in Partnership, działa od 50 lat, więc przedsiębiorcy jej ufają.

— W lipcu złożyliśmy wnioski o dofinansowanie czterech projektów z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki o łącznej wartości około 7,5 mln zł. Złożyliśmy też dwie propozycje współpracy z miejskimi ośrodkami opieki społecznej na Dolnym Śląsku i w Krakowie. Chodzi o aktywizację osób samotnie wychowujących dzieci i długotrwale bezrobotnych — opowiada Hilary Clifford.

To długoterminowa inwestycja, bo projekty, o których dofinansowanie ubiega się firma, są non profit. Może warto przeszczepić brytyjskie rozwiązanie na szerszą skalę także w Polsce. Wszak nasi pracodawcy, mimo spowolnienia gospodarczego, wciąż narzekają na trudności ze znalezieniem odpowiednio przygotowanych do pracy fachowców — również na szeregowe stanowiska.

Dorota Wojnar