Robią hałas wokół Polski

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2009-03-13 00:00

Rostowski i Skrzypek idą łeb

Szef NBP czy minister finansów — komu uda się uwieść zagranicę?

Rostowski i Skrzypek idą łeb

w łeb w wyścigu o miano

największego speca od

wizerunku Polski. Panowie,

działajcie — zagrzewają

do boju eksperci.

Polskiej gospodarce jak nigdy potrzebna jest kampania wizerunkowa. Zagraniczni inwestorzy, od których zależy kurs złotego, indeksy giełdowe i oprocentowanie obligacji, mają ważniejsze zadania niż znajdowanie różnic między Polską a stojącymi nad przepaścią Ukrainą, Węgrami czy Łotwą.

— Ktoś musi im uświadomić, że jesteśmy jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek w Europie i nie wisi nad nami widmo bankructwa, jak w niektórych krajach naszego regionu — mówi Krzysztof Rybiński, były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego (NBP), partner Ernst Young.

Zdecydowanie najwięcej do zrobienia mają dwie osoby — Jacek Rostowski, minister finansów, i Sławomir Skrzypek, prezes NBP. I wygląda na to, że zrozumieli swoje zadanie. Od kilku tygodni starają się wysyłać w świat komunikaty o sile polskiej gospodarki.

Na czołówkach

Kampania promocyjna zaczęła się pod koniec stycznia na Forum Ekonomicznym w Davos. Wtedy jeszcze ani Rostowski, ani Skrzypek nie mówili głośno o różnicach w regionie, ale sama obecność dwóch najważniejszych przedstawicieli polskich finansów mogła pomóc. Prezes NBP był jedynym przedstawicielem banków centralnych w regionie.

— Trudno ocenić skutki wyjazdu, ale powinniśmy być tam, gdzie rozmawia się o ważnych sprawach — mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

Po powrocie minister finansów i prezes NBP zaczęli podkreślać różnice między Polską a większością innych krajów w regionie. Obaj często rozmawiali z prasą, zarówno krajową, jak i zagraniczną. Tu przewagę zdobył Jacek Rostowski, udzielił wywiadów największym tytułom prasowym, m.in. "Washington Post", "Wall Street Journal", "Financial Times" i "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Sławomir Skrzypek natomiast był bardziej obecny w agencjach informacyjnych. Od początku roku jego wypowiedzi cytowane były przez Bloomberga 25 razy, ministra finansów — tylko 11 razy. W serwisie internetowym "Financial Times" prezes NBP znalazł się sześciokrotnie, Jacek Rostowski — pięciokrotnie.

Na wycieczkach

Obaj panowie mają też za sobą po jednej udanej — przynajmniej tak się wydaje — podróży zagranicznej. Sławomir Skrzypek na przełomie lutego i marca objechał Stany Zjednoczone, gdzie spotkał się z szefem Banku Światowego (BŚ), wiceszefem Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz szefami banków, m.in. Merrill Lynch i JP Morgan. Rozmawiał też z przedstawicielami rządu, m.in. Paulem Volckerem, doradcą Baracka Obamy i byłym szefem Fed oraz obecnymi władzami Rezerwy Federalnej i amerykańskiego resortu skarbu. Jak twierdzi prezes NBP, tłumaczył tam, że Polska ma silne fundamenty oraz że powinniśmy wejść do największych gospodarek grupy G-20.

Jacek Rostowski w tym czasie też wysłał w świat mocną wiadomość. Na unijnym szczycie w Brukseli odciął się od propozycji rządu węgierskiego, by Unia przyjęła plan pomocowy dla naszego regionu.

— Są kraje należące do strefy euro w Europie Zachodniej, które są w dużo gorszej kondycji gospodarczej niż niektóre kraje nienależące do Eurolandu z Europy Wschodniej — tłumaczył w Brukseli minister finansów, cytowany przez największe agencje.

Ogłosił też, że Polska nie zamierza prosić unijnych władz o złagodzenie wymogów wejścia do strefy euro.

Według części ekspertów, Jacek Rostowski nie wykorzystuje jednak wszystkich swoich — przynajmniej domniemanych — możliwości. Pochodzi z Anglii, ma tamtejsze obywatelstwo. Kiedy obejmował stanowisko, premier Donald Tusk przedstawiał go jako ekonomistę świetnie znanego w Londynie — jednym z centrów światowych finansów. Mimo to w ostatnich miesiącach nie słychać było, aby Jacek Rostowski lobbował w Citi. MF zapewnił nas jednak, że minister po cichu prowadzi nieoficjalne działania.

— Zagraniczne podróże władz finansowych są ważne. Często po wizycie w jakimś kraju rośnie zainteresowanie inwestorów jego aktywami i liczba transakcji rośnie — mówi Krzysztof Rybiński.

Wbijanie do łba

Czy kampanie prowadzone przez Skrzypka i Rostowskiego przynoszą skutek? Resort finansów twierdzi, że tak.

— Jeszcze kilka tygodni temu trudno było przebić się z informacją, że Polska wyróżnia się na tle większości krajów regionu. Teraz różnice dostrzegają praktycznie wszystkie liczące się media oraz agencje ratingowe, a na liczby opisujące stan gospodarek państw naszego regionu zaczęto patrzeć znów analitycznie, zamiast histerycznie — słyszymy w MF.

Jak duży wpływ miały działania polskich władz na publikacje i raporty na świecie — trudno powiedzieć. Bez wątpienia do świadomości wielu finansistów docierają różnice w naszym regionie. Niedawno pisała o tym agencja ratingowa Moody’s oraz "Financial Times". Wcześniej pochlebne opinie o Polsce publicznie głosili m.in. szef banku Goldman Sachs, szef Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju oraz przedstawiciele Banku Światowego (BŚ).

— Polska nie jest w kryzysie. Złoty jest niedowartościowany — mówił agencji Bloomberg Thomas Laursen, szef BŚ na region, tłumacząc, że osłabienie waluty nie bierze się z braku zaufania do Polski, lecz sytuacji u naszych sąsiadów.

Kampanie wizerunkowe Skrzypka i Rostowskiego dobrze oceniają eksperci.

— Oby takich działań było jak najwięcej. Przed nami trudny okres, za kilka miesięcy będziemy musieli pożyczyć na rynkach finansowych ogromne sumy, a konkurencja będzie bardzo duża. Musimy być postrzegani przez świat jak najlepiej. Dlatego liczę, że najbliższe miesiące będą okresem hiperaktywności obu panów, graniczącej wręcz z ADHD — mówi Krzysztof Rybiński.

— Działania wizerunkowe są bardzo potrzebne. Szkoda, że władze podjęły je z kilkutygodniowym opóźnieniem i że nie widać koordynacji kroków podejmowanych przez obie strony ul. Świętokrzyskiej — dodaje Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego.

Szef banku centralnego i minister finansów z zasady mają rozbieżne interesy. Pierwszy ma dbać o stabilność pieniądza, co czasem wiąże się z hamowaniem wzrostu gospodarczego, drugi — odpowiada za państwowe finanse, więc zależy mu na szybkim rozwoju (ma dzięki temu m.in. większe wpływy podatkowe). Żeby się nawzajem nie pozagryzali, warto, by znaleźli wspólny język i koordynowali działania. Ekonomiści nadali temu zjawisku termin policy mix. Niestety, w Polsce wcielanie go w życie jest rzadkością. Obie strony narzekają na brak porozumienia i złą współpracę. Koordynacji nie widać też przy działaniach PR-owskich Sławomira Skrzypka i Jacka Rostowskiego. Być może, gdyby potrafili lepiej ze sobą rozmawiać, przekaz płynący z Warszawy byłby lepiej słyszalny i bardziej przekonujący.