Sting Polska
Z niejednego pieca jadł chleb, choć zawsze te piece stały w dziale elektronicznym. Teraz myśli o wyprawie w inne rejony.
Choć dopiero co przekroczył trzydziestkę, ma za sobą kilkanaście lat pracy. Pierwsze zdobył na ulicy — zaczepiając prezesa firmy, do której złożył ofertę i nie mógł doczekać się odpowiedzi. Po krótkiej rozmowie z Tomaszem Gutkowskim, szefem Grass Cavagna Group Polska, otrzymał polecenie stawienia się w pracy w najbliższy poniedziałek. Zasilił szeregi działu handlowego, co — dla wciąż jeszcze nastolatka — było ogromnym wyzwaniem. Miał motywację i zapał. Czuł, że dostał szansę, ale gdy po kilku miesiącach poprosił o podwyżkę i spotkał się z odmową, postanowił odejść.
— Wcześniej na targach poznańskich poznałem kilka osób z branży AGD. Dowiedziałem się, że na polski rynek wchodzi Beko, turecki producent sprzętu gospodarstwa domowego. Firma szukała młodych i dynamicznych ludzi, którzy pomogą im rozkręcić biznes w naszym kraju. Zadanie nie było łatwe, bo wtedy w Polsce sprzedaż tureckich produktów kojarzyła się z tanią, złej jakości odzieżą — mówi Adam Guzowski, prezes Sting Polska.
Pomogła telewizja
Po krótkim okresie pracy dla Turków przyszło kolejne wyzwanie. Jako jeden z niewielu znających język angielski, miał pojechać na kilka tygodni do Turcji — tam odwiedzić fabryki Beko, poznać produkty, a po powrocie przeszkolić polski personel firmy.
— Mój angielski był na poziomie szkoły średniej. Dużo rozumiałem, gorzej było z mówieniem. Ale nie mogłem zdezerterować. Przez tydzień nie spałem, tylko w kółko oglądałem CNN i BBC. Poszło mi nieźle, a z Turkami robię interesy do dziś — wspomina.
Jeszcze w szkole trenował skok w dal (odnosił zresztą niemałe sukcesy), więc gdy nadarzyła się okazja, zdecydował się po raz kolejny odbić się od belki. W tym czasie grupa Brandt kupiła firmę Polar (potem sprzedała ją Whirlpoolowi). To było coś. Przez ponad rok odpowiadał za dział produktów do zabudowy w Brandtcie, a kiedy był o krok od awansu, odezwał się jego były szef.
— Miałem 23 lata, gdy prezes Grassa zaproponował mi powrót do firmy. Wróciłem do tych samych ludzi, z którymi pracowałem wcześniej. Teraz jednak zostałem ich szefem, dlatego zadanie było trudniejsze — mówi Adam Guzowski.
Planował, że już zawsze będzie częścią tego zespołu, spełniał się w swojej pracy. Jednak jak na skoczka przystało, ponowił próbę i wziął nowy rozbieg.
— Jestem pragmatykiem i uważam, że to od nas zależy, jak będzie wyglądało jutro. Trzeba dobrze rozdawać karty — tak, by dobry menedżer, który dla nas pracuje, pozostał naszym menedżerem, a nie przekształcił się w naszego konkurenta. W moim przypadku zdarzyło się to drugie. Odszedłem z firmy. Dziś konkurujemy ze sobą, ale w elegancki sposób — mówi prezes Sting Polska.
Mapa zakładów
Miał dość pracowania na czyjeś konto, chciał wreszcie iść na swoje. Z pomysłem stworzenia platformy dystrybucji produktów AGD i RTV zaczął wędrówkę po bankach i funduszach inwestycyjnych. Gdy te zawiodły, postanowił poszukać inwestora prywatnego. Na start potrzebował kilku milionów złotych — dopiero gdy firma okrzepła, pojawiła się szansa na pożyczki i kredyty bankowe.
— Dziś każdy może być importerem — takie możliwości daje internet. Mój pomysł polegał na tym, by sprowadzać produkty unikatowe pod względem jakości czy designu. Potem chciałem stworzyć własną markę. Zacząłem więc szukać fabryk w Chinach i Indiach, w których powstaje sprzęt takich producentów, jak Candy, Gorenje czy Bosch. Ich obecność w tych zakładach dawała gwarancję, że możemy liczyć na dobrą jakość, że ludzie, którzy tam pracują, oswoili się z pracą dla dużych firm — mówi Guzowski.
Dziś Sting sam wybiera modele z oferty chińskich, tureckich oraz europejskich fabryk i zleca ich wykonanie. W Państwie Środka ma też swoje biuro. Zatrudnia 28 osób, w 2007 r. odnotowała 83 mln zł przychodów. Jej szef zrealizował też plan wprowadzenia na rynek własnych marek — z logo Ladycook sprzedaje sprzęt AGD, a z logo Sting (ang. żądło) sprzęt RTV.
Kolejny cel to być może wprowadzenie firmy na giełdę, ale najpierw Adam Guzowski chciałby poznać wartość marki Sting. Nie wiadomo jednak, czy spółkę na parkiet wprowadzi właśnie on. Być może zdecyduje się wykonać kolejną woltę, ale o szczegółach nie chce mówić.
Jak ugryźć Chińczyka
Ma kilka planów do zrealizowania w najbliższych latach. Myśli o inwestycjach w budownictwie i otwarciu salonu z gadżetami tuningowymi dla miłośników drogich aut. Pasjonuje się zegarkami, winem, motocyklami, kuchnią. Z największym przekonaniem mówi o dwóch projektach.
— Chcę wykorzystać moje siedmioletnie doświadczenie we współpracy z Chinami. Zamierzam stworzyć portal, dzięki któremu będę doradzał mniejszym i większym biznesmenom, jak prowadzić biznes z Chińczykami, jak znaleźć tam biuro czy fabrykę. A prywatnie napiszę książkę — chcę ostrzec innych, jakich błędów nie popełniać, goniąc za karierą. Zdążyłem się nauczyć, że moją największą pasją jest rodzina — zapewnia szef Stinga.
Jego dzień pracy trwa 12-14 godzin. Ale podobno w weekendy wycisza dzwonek telefonu.
Dorota Wojnar