Na pytanie „Pulsu Biznesu“ o progozę przyszłorocznego wzrostu odpowiedziało 15 prezesów z różnych branż. Znaleźliśmy optymistów i pesymistów. Wnioski? Jeśli potwierdzi się przeczucie ludzi biznesu, to w 2009 r. wzrost gospodarczy Polski będzie najniższy od 2002 r. Uśredniona prognoza przewiduje, że PKB wzrośnie o 3,25 proc. To i tak więcej, niż przewiduje NBP (2,8 proc.) czy chociażby eksperci JP Morgan (1,5 proc.).
— Ze sporym prawdopodobieństwem można przyjąć, że wartość środkowa ze wszystkich prognoz może być zbliżona do właściwego poziomu PKB w 2009 r. — ocenia Ryszard Hermanowski, dyrektor Raiffeisen Investment Polska.
Spora grupa menedżerów zakłada, że przyszłoroczny wzrost PKB nie przekroczy 3 proc. Są też skrajni pesymiści, którzy nie dają więcej niż
2 proc. Tak słaby wynik może zaszkodzić wielu branżom. Już widać pierwsze problemy.
— Sytuacja staje się kiepska nie tylko w branży budowlanej. Jeśli banki będą nadal odmawiać kredytowania inwestycji, problemy zaczną mieć m.in. drogowcy, firmy budujące infrastrukturę. Dodatkowo recesja na Zachodzie zahamuje rozwój eksportu — ostrzega Józef Wojciechowski, szef rady nadzorczej JW Construction (spółka obniżyła niedawno prognozy finansowe na ten rok).
— Prawdziwy kryzys jeszcze przed nami. Czeka nas fala bankructw — dodaje Robert Moritz, prezes TUP.
Wśród szefów spółek można jeszcze znaleźć optymistów. Prognozują oni wzrost PKB w 2009 r. o około 4 proc. Przypomnijmy, że podobnie przewidują Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Komisja Europejska.
— Nie spodziewam się większego spowolnienia — uważa Michał Skipietrow, prezes Mostostalu Export. Optymistą jest też m.in. Grzegorz Leszczyński, prezes Domu Maklerskiego IDM.
— Spodziewam się tylko lekkiego spowolnienia. W naszej branży może ruszyć się już w I kwartale — zdradza Grzegorz Leszczyński.
Nawet jeśli w 2009 r. sprawdzi się wariant optymistyczny i PKB wzrośnie
o 4 proc., to i tak będzie to dużo słabszy wynik niż w tym roku (około 5,2 proc.). Niektórzy prezesi na wszelki wypadek już tną koszty i inwestycje.
— Spodziewam się spowolnienia. W związku z tym tniemy koszty i prowadzimy tylko te inwestycje, które przekładają się na szybkie pieniądze — mówi nam Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu.
I jak tu nie wierzyć w samospełniające się przepowiednie.
Więcej przeczytasz w środowym wydaniu „Pulsu Biznesu“