Ruszają pierwsze nabory wniosków, które mają rozruszać rynek. Krajowy przemysł nie skorzysta — uważa Farmtrac




Niewiele ponad jedna czwarta rolników posiadających ponad 15 hektarów planuje w ciągu następnych miesięcy inwestycje w gospodarstwie rolnym — wynika z najnowszego badania Agribus z grudnia 2015 r., przeprowadzonego przez firmę Martin & Jacob badającą rynek rolniczy. Rolnicy i ich dostawcy stoją w blokach startowych kolejny rok w oczekiwaniu na pieniądze z nowej unijnej perspektywy, która rozpoczęła się w 2014 r. W marcu ruszają w końcu nabory w ramach modernizacji rolnictwa i wspierania młodych rolników. W sumie na te dwa działania ma być przeznaczone przez kolejne lata ponad 3,2 mld EUR.
— Nabory ruszają, ale rolnicy mogą dostać pieniądze dopiero w drugiej połowie roku. W zeszłorocznym konkursie w ramach młodego rolnika [o pieniądze pozostałe z poprzedniego budżetu — red.] wiele wniosków zostało odrzuconych i były województwa, gdzie nikt nie otrzymał pieniędzy. Wiąże się to z zaostrzonymi kryteriami naboru — mówi Aneta Uss-Lik, analityk Martin & Jacob.
Jej zdaniem, jeśli rolnicy wybiorą się na zakupy, to raczej maszyn specjalistycznych towarzyszących, jak np. rozsiewacze.
— Pomijając brak pieniędzy, rynek ciągników już się trochę nasycił — dodaje Aneta Uss-Lik. Andrzej Kublik, prezes Farmtrac Tractors Europe, jest przekonany, że do nasycenia jeszcze daleko.
— W ciągu dekady rolnicy kupili ponad 100 tys. nowych ciągników, co oznacza, że po polach jeździ jeszcze około 1,5 mln starych. Popyt jest, ale odłożony w czasie, bo rolnicy czekają na dotacje — twierdzi Andrzej Kublik.
Dla ciągników widzi szanse też w tym, że rolnicy będą kupować maszyny dodatkowe do gospodarstw.
— Muszą też zacząć wymieniać ciągniki, bo 40-letni traktor nie jest w stanie ich obsłużyć — mówi prezes Farmtrac Tractors Europe. Jego zdaniem, krajowi producenci będą jednak mieli problem ze skorzystaniem z unijnych funduszy.
— Niestety, kryteria z nowego PROW promują takie technologie, których polscy producenci jeszcze nie opanowali lub opanowali w małym zakresie, tak więc beneficjentami
PROW będą zachodnie koncerny, a nie przemysł krajowy — uważa Andrzej Kublik, zaznaczając, że jego celem jest odrobienie zeszłorocznych strat w udziałach rynkowych. Sprzedaż traktorów Farmtraca spadła wówczas o prawie 30 proc. Aneta Uss-Lik jest przekonana, że najbliższe miesiące będą jeszcze czasem oczekiwania i stagnacji w rolnictwie.
— Druga ważna kwestia, wprost wpływająca na dochody rolników, a więc ich możliwości zakupowe, to utrzymujące się niskie ceny zbóż w kraju. O tej porze roku następowało odbicie, a przetrzymywane w dołku zboże wychodziło na rynek, zaś za zarobione pieniądze rolnicy zaopatrywali się już w środki ochrony roślin i nawozy, które o tej porze roku są najtańsze. Obecnie nie mogą tego zrobić, bo odbicie cen zbóż nie nastąpiło. Wstrzymują się więc i ze sprzedażą, i z zakupami — twierdzi analityk firmy Martin & Jacob.
Kolejna sprawa to dopłaty do hektara.
— Rolnicy skarżą się, że nie wiadomo, kiedy uzyskają kolejne transze, co dodatkowo sprawia, że nie są w stanie rozplanować sobie wydatków — dodaje Aneta Uss-Lik.
Podkreśla, że te zjawiska dowodzą, że rynek jest bardzo mocno uzależniony od funduszy zewnętrznych i prawdziwą kondycję polskiego rolnictwa będziemy w stanie zbadać dopiero po 2020 r., gdy skończą się ogromne unijne pieniądze. Prawie połowa z 266 rolników, którzy spośród 1019 zapytanych przez firmę Martin & Jacob pozytywnie odpowiedzieli na pytanie o inwestycje w ciągu kolejnych 12 miesięcy, ma zamiar zrealizować je za własne pieniądze. Kilkanaście procent ma zamiar wspomóc się pieniędzmi unijnymi. Najczęściej wskazywana inwestycja to maszyny do produkcji roślinnej, kolejne są remonty lub budowa pomieszczeń gospodarczych.