Ropa i gaz będą płynąć z Rosji

Mikołaj Śmiłowski
opublikowano: 2022-02-28 20:00

Sankcje nakładane na Rosję przez państwa NATO nie dotyczą rynku surowców. Ograniczenie jego działalności jest ostatecznością, która wywindowałaby ceny ropy i gazu do niespotykanego poziomu.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jaki wpływ na ceny surowców miały sankcje nałożone na Federacje Rosyjską
  • dlaczego państwa zachodnie nie ograniczają importu ropy i gazu z Rosji
  • kiedy Europa uniezależni się od rosyjskich surowców
  • jaki wpłynie to na ich ceny

Informacja o ataku Rosji na Ukrainę w czwartek 24 lutego miała błyskawiczny wpływ na koszt giełdowych surowców. Kurs kontraktów na ropę zameldował się powyżej 100 USD za baryłkę po raz pierwszy od 2014 r., a cena giełdowego gazu wzrosła o 62 proc. Część tych zwyżek została jednak zredukowana wraz z pierwszymi sankcjami nakładanymi przez państwa zachodnie na Rosję. Nie dotykały one działalności rosyjskiego rynku surowców, wbrew temu, czego spodziewali się inwestorzy.

Ostatnie kroki państw NATO tylko pogłębiają wrażenie, że eksport surowców z Rosji pozostanie nietknięty. Mimo że część moskiewskich banków wkrótce zostanie wyłączona z międzynarodowego systemu SWIFT, to ograniczenia dotyczące przepływu pieniędzy najprawdopodobniej nie będą dotyczyć transakcji na rynku surowców.

Mniejsze zło

Brak jakiegokolwiek działania ograniczającego wpływy Rosji z jej największego bogactwa wynika z obaw o sytuację gospodarczą państw zachodnich. Brak importu ropy i gazu z Rosji drastycznie podniósłby już wysokie ceny tych surowców. Stagflacyjne połączenie rosnącej inflacji ze spowalniającym wzrostem gospodarczym stworzyłoby realne ryzyko recesji. Brak jakiegokolwiek ruchu w kierunku sankcji na eksport surowców wpływa jednak pozytywnie na sytuację Rosji.

- Wpływy z rynku surowców w 2019 r. stanowiły 20 proc. rosyjskiego PKB. Prezydentowi Władimirowi Putinowi z pewnością zależy na utrzymaniu sprzedaży ropy i gazu na obecnym poziomie. Co ciekawe leży to również w interesie państw europejskich, które są wysoce zależne od importu z Rosji - mówi Mark Haefele, szef działu inwestycji w UBS.

Sankcje finansowe bardzo często są formą oficjalnej dezaprobaty działań danego państwa, a nie czymś co miałoby mu rzeczywiście zaszkodzić. Według Johna Gieve’a, byłego bankiera centralnego w Wielkiej Brytanii, takiej sytuacji jesteśmy świadkami obecnie. Ograniczenia dla rynku surowców byłyby równie bolesne dla Rosji jak i państw zachodnich. Około 30 proc. ropy i gazu importowanego do Europy pochodzi z Federacji Rosyjskiej.

- Gdyby dzisiaj zaprzestano importu rosyjskiej ropy, państwom europejskim starczyłoby zapasów na trzy miesiące. Nie można więc nagle odciąć się od tak istotnego źródła. Zachód chce zrobić to z głową, nie może sam postawić się pod ścianą - mówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Ryzyko pozostaje

Mimo że sankcje nie dotknęły rosyjskeigo rynku surowców, pierwsze dni wojny pokazały, iż kursy ropy i gazu na giełdzie nie uchronią się przed negatywnymi skutkami konfliktu. Na rynku fizycznym wielu inwestorów rezygnuje z kupna ropy pochodzącej z rosyjskich statków w obawie o reputację. Na giełdzie kontrakty na Urals, ropę najczęściej eksportowaną przez Rosję, handlowane są z rekordowym dyskontem do międzynarodowych benchmarków.

Wiele banków w Europie i w Chinach zdecydowało o tymczasowym zaprzestaniu finansowania inwestycji dotyczących zakupu rosyjskich surowców. Właściciele statków natomiast często rezygnują z rozładunku w portach Federacji Rosyjskiej. Te niezależne od decyzji państw kroki już teraz mocno wpływają na sytuację na rynku. Ich skutki są jednak nieporównywalne z tymi, które wywołałyby oficjalne sankcje.

Według Bloomberg Economics odcięta od rosyjskiego gazu Europa bardzo szybko wpadłaby w recesję. Kondycja finansowa Stanów Zjednoczonych również uległaby pogorszeniu, co zmusiłoby Rezerwę Federalną do zacieśnienia polityki pieniężnej w czasach spowolnionego wzrostu gospodarczego. Mogłoby mieć to katastrofalny wpływ na sytuację na rynku akcji.

Według Bruce’a Kasmana, ekonomisty JPMorgan Chase zaprzestanie importu ropy z Rosji podbiłoby jej cenę do 150 USD za baryłkę. Obniżyłoby tez globalny wzrost gospodarczy o 3 pkt proc. przy jednoczesnym wzroście inflacji o 4 pkt proc. w skali roku.

Zrobić co konieczne

Utrzymanie handlu na rynku surowców jest w obecnej sytuacji dla Rosji dużą ulgą. Według danych Banku Światowego Federacja Rosyjska na eksport przeznacza 43 proc. wydobywanej ropy. W przypadku braku rynku zbytu musiałaby uporać się z nagłym przyrostem zapasów.

W wyniku masowego skupu ropy, spowodowanego obawami o skutki agresji rosyjskiej na Ukrainę, ceny tego surowca podskoczyły w pewnym momencie do ponad 100 USD za baryłkę. To prawie 40 USD więcej od ceny bazowej przewidywanej przez rosyjskie ministerstwo finansów. Oznacza to, że jeśli koszt baryłki utrzymałby się na tym poziomie do końca roku, budżet Federacji Rosyjskiej zasiliłoby nadprogramowe 74 mld USD.

Jest to sytuacja, na którą państwa Zachodu nie mogą pozwolić, dlatego poszerzenie sankcji o rynek surowców jest bardzo prawdopodobny. Zagadką pozostaje kwestia czasu ich wprowadzenia. Nie będzie on raczej zależny od zdarzeń militarnych, ale od gotowości gospodarek na odcięcie się od głównego źródła ropy i gazu.

- Aby sankcje były naprawdę skuteczne, to muszą objąć surowce energetyczne. Trudno jest jednak Zachodowi zastąpić je w krótkim okresie. Europa potrzebuje czasu na zorganizowanie dodatkowej podaży. Być może prowadzone są rozmowy z nowymi eksporterami. Dotyczą one nie tylko ceny, ale również logistyki – ropy nie da się przewieźć pociągami - dodaje Przemysław Kwiecień.