Mieliśmy wczoraj w USA jedną z tych sesji, których wyniku prawie nic nie zapowiadało. Wydawało się, że niedźwiedzie dostały bardzo mocne karty. Drożała ropa, a po otwarciu sesji w USA okazało się, że jej zapasy spadły. Poza tym złe wrażenie zrobiło znaczne obniżenie ceny w ofercie pierwotnej Google.
Skoro na rynek trafiały takie złe informacje to dlaczego indeksy wzrosły? Można to wytłumaczyć na dwa różne sposoby — stereotypowo, tak jak wszyscy to opisują i realistycznie. Można powiedzieć, że Network Appliance podał dobre prognozy i pociągnął do góry rynek Nasdaq, a spółki sektora paliwowego drożały, bo drożała ropa. Zresztą w drugiej części sesji ropa zaczęła tanieć na skutek realizacji zysków i sygnałów o możliwym porozumienie w Iraku. Nawet jednak, kiedy drożała, rynek pocieszał się tym, że przecież nie ma inflacji, więc wzrost ceny ropy jest niegroźny. A naprawdę „byczy” początek został zrobiony we wtorek, kiedy cena ropy rosła, a indeksy nie spadły. Poza tym wszyscy widzą formację podwójnego dna (zapowiada wzrosty). W tej sytuacji po otwarciu sesji podaż się zawahała. Byki to wykorzystały i pokazały, że nie ma się czego bać. A skoro w tak złym otoczeniu indeksy nie chcą spadać to muszą wzrosnąć. W tej sytuacji już na początku sesji było prawie pewne, że przyniesie ona zwyżkę. Wzrost był solidny i formacja podwójnego dna stała się faktem. Możliwy jest teraz ruch powrotny, ale nastroje rynku zmieniły się na „bycze”.
Dziś rynki będą reagowały przede wszystkim na amerykańskie dane makro. Pierwszy raport nieznacznie wpłynie na ruchy indeksów. Ostatnio tygodniowe dane z rynku pracy są tak mało zmienne, że nie wywołują reakcji. Teoretycznie indeks wskaźników wyprzedzających koniunkturę gospodarczą (LEI) powinien na rynek podziałać, bo mówi się, że pokazuje, jaka będzie koniunktura w gospodarce w okresie 3 do 6 miesięcy, ale ten indeks budowany jest w oparciu o już znane dane i nie powinien być niespodzianką. Jakaś reakcja może jednak nastąpić. Najbardziej istotne dzisiaj dane to indeks Fed z Filadelfii. Rynek zlekceważył bardzo zły odczyt podobnego indeksu z Nowego Jorku, ale indeks z Filadelfii jest zdecydowanie mocniej obserwowany i uważany za prawdziwy wskaźnik rozwoju gospodarki — nie tylko na poziomie regionalnym. Gdyby potwierdził znacznym spadkiem to, co sygnalizował indeks z Nowego Jorku, to tym razem reakcja powinna być bardzo negatywna. Jeśli pokaże, że gospodarka się rozwija, to oczywiście inwestorzy się bardzo ucieszą.
U nas, po wtorkowej sesji w USA, trudno było oczekiwać wczoraj entuzjazmu, ale warte podkreślenia jest to, że rynek od początku sesji ruszył węgierską drogą na północ, nie zwracając uwagi na to, co dzieje się na świecie. Być może część kapitałów z Węgier przechodziła już do nas (BUX lekko spadał). Najlepiej zachowywał się TechWIG — nasze spółki TMT nadal radzą sobie zupełnie inaczej niż ich światowe odpowiedniki. Rekord bił kurs PKN, ale cieszyło jednak również to, że drożały banki — tak jakby rynek doszedł do wniosku, że przed ofertą PKO BP zostały już za bardzo przecenione.
Opór na wykresie WIG20 w oknie bessy przy 1680 pkt został pokonany i linia trendu (na poziomie 1704 pkt) niedługo powinna być testowana. Może nawet już dzisiaj (słabe dane o dynamice produkcji nie powinny stanowić przeszkody). Na oscylatorach indeksu cenowego powstał sygnał kupna, a sam indeks jest o krok od przełamania szczytu wszechczasów i wyjścia górą z prowzrostowej flagi. Jednak, dopóki nie ma jednoznacznego sygnału kupna, obroty pozostają małe, a sytuacja na rynkach światowych jest niejasna to należy na rynek spoglądać z podejrzliwością i angażować się w wybrane spółki.
Uważam, że prawdziwą zachętą do kupna akcji byłoby przełamanie przez WIG poziomu 24000 pkt. Już dawno byki nie stały przed tak poważną szansą na wygenerowanie sygnału kupna i opuszczenie kanału trendu bocznego.