Indeksy rosyjskiej giełdy znalazły się u progu bessy po tym, jak w zaledwie miesiąc cena ropy spadła o ponad 16 proc. Na domiar złego Unia Europejska przedłużyła do 23 czerwca 2018 r. sankcje za aneksję Krymu i Sewastopola przez Rosję. Dotyczą one współpracy handlowej i usługowej między podmiotami unijnymi i z anektowanych terytoriów. Sankcje rozszerzyły też Stany Zjednoczone, dodając do listy 38 kolejnych firm, których aktywa mogące znajdować się za oceanem zostaną zagrożone i z którymi zakazano kontaktów biznesowych. Nic więc dziwnego, że inwestorzy wycofują kapitał z Rosji w tempie największym od notowanego w marcu. Z pasywnie zarządzanych ETF odpłynęło w minionych sześciu dniach 149 mln USD. Aktywa rodzimych funduszy, które inwestują tylko w akcje rosyjskie, to w sumie kilkadziesiąt mln zł. Wyniki za 2016 r. były bardzo dobre — stopa zwrotu Investor Rosja wyniosła 53,8 proc., a Quercus Rosja 56,2 proc. Od początku tego roku jest już znacznie gorzej — fundusz Investors TFI stracił 20 proc., a Quercusa 10 proc. Zmienność wyników to zresztą cecha charakterystyczna portfeli, wypchanych akcjami zza wschodniej granicy. W 2013 r. Quercus Rosja stracił 43,5 proc., rok później zyskał skromne 2 proc., w 2015 r. 56 proc.
Ropa i sankcje to przepis na bessę
opublikowano: 2017-06-25 22:00
zaktualizowano: 2017-06-25 19:19