Głównie ceny ropy determinowały zachowania inwestorów w USA w poniedziałek. Wzrost notowań surowca działał niekorzystnie na nastroje inwestorów. Na dwa sektory wpływał szczególnie mocno: przeceniał akcje linii lotniczych i podnosił akcje przetwórców oraz producentów ropy. Po lepszych od prognoz danych z rynku nieruchomości rosły akcje branży budowlanej. Były i minusy. Morgan Stanley obniżył rekomendację dla sektora półprzewodników, twierdząc, że spadną przychody firm, a poza tym wiele z nich ostrzega, że nie wykona prognoz kwartalnego zysku.
W końcówce sesji wsparcie na indeksie S&P500 zostało przełamane i wczoraj zanosiło się na testowanie średniej 50-sesyjnej. Po zamknięciu nic się nie wydarzyło, ale w handlu elektronicznym cena ropy przekroczyła 50 USD. Potem jednak surowiec ten lekko spadał. Mieliśmy więc sytuację czarno-białą: albo panika (jeśli ropa nadal będzie drożała), albo kolejna próba niewielkiego wzrostu indeksów. Oczywiście, o ile panika nie ogarnie rynku ropy, bo wtedy trudno będzie o spokojne zachowanie giełd. W każdym razie na takie nerwowe ruchy wczoraj do końca naszej sesji się nie zanosiło. Indeksy w Eurolandzie lekko więc rosły w nadziei, że amerykańscy inwestorzy będą kupowali przecenione akcje.
Dzisiaj nie widać w kalendarium danych, które mogłyby poruszyć światowymi rynkami. Ostateczne dane o wzroście amerykańskiego PKB w drugim kwartale nie powinny już nikogo zaskoczyć. Ważny za to może być raport o zapasach ropy i paliw w USA. Jeśli nie będzie dużego spadku zapasów, powinno się zacząć „window dressing” kończące miesiąc i kwartał. To plus dla byków.
Nasz rynek czekać będzie na decyzję Rady Polityki Pieniężnej, która jest zagadką. Niewątpliwie dobrą informacją był spadek cen żywności w pierwszej połowie września, ale w przypadku RPP nie jestem w stanie postawić prognozy o dużym stopniu prawdopodobieństwa. Pisałem w komentarzu tygodniowym, że oczekiwania poważnych ośrodków są niezwykle rozbieżne. Mało tego, te same wypowiedzi członków RPP są interpretowane często w całkiem odmienny sposób. Gdybym miał się zakładać, stawiałbym na utrzymanie stóp bez zmian, ewentualnie na podwyżkę o 25 pkt baz. Nie miałaby ona żadnego znaczenia dla giełdy. Czy w cenach jest również podwyżka o 50 pkt bazowych? Skoro można się spodziewać wszystkiego, to i taką decyzję fundusze musiały już wkalkulować w ceny, ale zadowolony z tego nie byłby nikt. Zauważmy jednak, że rynek nie wyglądał na zaniepokojony przed decyzją RPP, a z tego wniosek, że reakcja na nią będzie znikoma.
Na początku sesji nasz rynek znowu pokazał siłę. Trochę było w niej zapewne „window dressing”. Rósł kurs KGHM, nadal mocny był PKN, silny był TechWig. Trwał ciąg dalszy „odbiciowej” części korekty, ale uważam, że to tylko gra na utrzymanie rynku w dobrej formie, a nie zapowiedź ataku na szczyty. Wzrost indeksów był zasługą nadal tych samych spółek: PKN, TP i KGHM (ze wsparciem Agory). W przypadku reszty trwał marazm. Po podciągnięciu indeksów popyt zostawił rynek w spokoju. W końcówce znowu byki próbowały poprowadzić indeksy wyżej, ale bez sukcesu.
Dzisiaj TechWig już nie jest wyprzedany. PKN odrobił straty, sprzedaż aktywów nie będzie już miała wpływu na kurs TP. Inaczej mówiąc, z przyczyn technicznych indeksy na GPW już nie muszą rosnąć. Ale byki wykorzystają każdą okazję, by bronić rynku. Podaż im na razie zbytnio nie przeszkadza. Gdyby jednak nawet tak było i dzisiaj, nie radziłbym na dłużej otwierać długich pozycji. Pamiętajmy, że przed nami jest jeszcze spadkowa fala korekty.