Ropa z Brodów znów popłynęła do Płocka

Jacek Zalewski
16-11-2006, 00:00

Kijów przywitał wczoraj premiera Jarosława Kaczyńskiego flagami litewskimi, ale nie z powodu pomyłki. Po prostu w tym samym czasie wizytę państwową składał prezydent Valdas Adamkus, nasza zaś była oficjalna — czyli protokolarnie niższa (najniżej w hierarchii stoi robocza). Notabene tego samego dnia zjawiła się jeszcze parlamentarna delegacja ze Słowacji.

Na Ukrainie taki ruch w dyplomatycznym interesie jest symbolem nie tylko ostrej rywalizacji o władzę między prezydentem Wiktorem Juszczenką a premierem Wiktorem Janukowyczem — ale również o dominowanie w stosunkach międzynarodowych. Teoretycznie pierwsze skrzypce wciąż gra „pomarańczowy” prezydent, ale „niebieski” premier systematycznie spycha go do narożnika. Juszczenko trzyma trzy resorty prezydenckie (MSZ, MON, MSW), których zazdrości mu Janukowycz i opanowana przez jego stronników Rada Najwyższa. Jeśli do tej politycznej mieszanki dodać jeszcze obyczaj spotykania się gości — premier Kaczyński wczoraj rozmawiał też z kontestującą wszystko Julią Tymoszenko, to sta- je się oczywiste, że w kontaktach z ukraiński- mi politykami trzeba postępować z wielkim wy- czuciem.

Z naszego punktu widzenia najważniejszy był gospodarczy wątek wizyty. Na starcie rozmów premierów, jeszcze w obecności mediów, Janukowycz — mający amerykańskich doradców — zaskoczył polską stronę upomnieniem się o krzywdę ukraińskich inwestorów, którzy nie mogą wejść do Centrostalu (nie podał szczegółów, ale chodziło mu o Bydgoszcz). Sprytnie uprzedził w ten sposób nasze domaganie się zniesienia zakazu eksportu mięsa. Podobno 25 listopada ukraiński rynek wreszcie ponownie otworzy się dla polskich producentów. Termin „podobno” jest zasadny, bo takich „ostatecznych” terminów już kilka upłynęło. Za kilka dni okaże się, czy nasze dziennikarskie przypuszczenia o taktyce Janukowycza się spełniły.

Najważniejszym propagandowo punktem wizyty było podpisanie protokołu z posiedzenia Polsko-Ukraińskiej Komisji Międzyrządowej ds. Współpracy Gospodarczej. Przez cztery długie lata była ona uśpiona czy wręcz „zdechła”, jak dosadnie określił minister gospodarki Piotr Woźniak. Aż trudno w to uwierzyć — pomarańczowa rewolucja, Polska adwokatem Ukrainy w UE i w NATO, zbratanie dwóch narodów, a instytucja tak ważna dla kontaktów gospodarczych nie istnieje. Przyspieszona rewitalizacja komisji nastąpiła w przeddzień wizyty premiera, protokół ma charakter intencyjny, ale grunt, że coś drgnęło.

Jednym z najważniejszych punktów wizyty jest — jakżeby inaczej — ropociąg z Odessy przez Brody do Płocka. Obserwowałem kolejne polsko-ukraińskie szczyty, automatycznie stałem się kibicem legendarnej inwestycji i nawet już nie liczę, któryż to zestaw premierów (pierwszym był Miller — Kinach) „uruchamia” odcinek z Brodów do Płocka. Jarosław Kaczyński zarzeka się, że za jego kadencji azjatycka ropa naprawdę do rafinerii Orlenu (i ewentualnie dalej, do Lotosu) popłynie. Pożyjemy, zobaczymy. Być może impulsem stanie się ogłoszona mimochodem deklaracja Wiktora Janukowycza, że nitka z Brodów nie musi koniecznie prowadzić do Polski, lecz na Słowację, gdzie połączyłaby się z południową odnogą ropociągu Przyjaźń. I w ten sposób strategiczny cel zróżnicowania przez państwa UE źródeł zaopatrzenia w ropę zostałby zrealizowany — tyle że nam przypomina to kazus gazociągu bałtyckiego. Wobec wieloletniej niemocy decyzyjnej Polski taka perspektywa prezentuje się równie realistycznie, co złowróżbnie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Ropa z Brodów znów popłynęła do Płocka