Rosja przerzuca się owocami z Polską

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2014-04-24 00:00

Polskie owoce i warzywa zagrażają zdrowiu Rosjan, a wasze władze nie reagują — grzmi rosyjski nadzór i grozi embargiem.

Wkrótce do Rosji ruszą dostawy owoców i warzyw z nowego sezonu, a produkty z Polski „w wielu przypadkach zagrażają bezpieczeństwu zdrowia ludności rosyjskiej”.

W eksporcie naszych warzyw i owoców do Rosji dominują jabłka. — Nie ma merytorycznych podstaw do embarga — twierdzi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. [FOT. TR]
W eksporcie naszych warzyw i owoców do Rosji dominują jabłka. — Nie ma merytorycznych podstaw do embarga — twierdzi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. [FOT. TR]
None
None

W ciągu dziewięciu miesięcy 2013 r. wykryto 916 naruszenia norm fitosanitarnych (dotyczących produkcji roślinnej). Rosyjskie służby spotkały się w tej sprawie z polskimi w listopadzie ubiegłego roku. Polacy zobowiązali się do poprawy, jednak od tego czasu pojawiło się 513 tego typu przypadków — tyle Rosyjska Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego (Rossielchoznadzor) w opublikowanym na swojej stronie komunikacie.

Apeluje w nim do Marka Sawickiego, szefa resortu rolnictwa, o poprawę. Jeśli nie, Rossielchoznadzor „rozważy nałożenie ograniczeń w przywozie” polskich owoców i warzyw.

To, bagatela, import wart 1 mld EUR rocznie (według rosyjskich statystyk). Dane GUS pokazują głównie wart 256 mln EUR eksport jabłek (z wartej 341 mln EUR całej sprzedaży owoców na rosyjski rynek) i warzyw za 174 mln EUR (przede wszystkim pomidorów, kapusty, grzybów). Resort rolnictwa potwierdza, że otrzymał w środę pismo od Rosjan, ale Marek Sawicki zapewnia, że nie ma tam groźby embarga, ale prośba o „wzmożenie kontroli nad jakością produktów roślinnych”.

— Niestety, nie jesteśmy informowani na bieżąco, co i w jakich partiach towaru rosyjska służba wykrywa. Dlatego nie możemy szybko reagować — mówi Adam Zych, radca generalny Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa. O sprawie trochę więcej wie Mirosław Maliszewski, szef Związku Sadowników RP.

— Wiemy, że zastrzeżenia Rosjan w głównej mierze dotyczą spraw czysto administracyjnych, typu zapis polskich liter w języku rosyjskim. Pozostałości azotanów i pestycydów, o których wspominają w komunikacie, to kwestia kilku-kilkunastu przypadków na kilkadziesiąt tysięcy wystawionych świadectw fitosanitarnych. Nie ma więc merytorycznych podstaw do wprowadzenia embarga. Jednocześnie chętnie zasiądziemy z Rosjanami do stołu i porozmawiamy o zbudowaniu systemu kontroli, który będzie odpowiadał obu stronom — twierdzi Mirosław Maliszewski. Sadownicy przyznają, że rynek rosyjski jest dla nich kluczowy.

— Trafia tam zdecydowana większość naszych jabłek. Nie ma na świecie drugiego tak dużego i chłonnego rynku. Chińczycy wprawdzie również zgłaszają ogromny popyt, ale poza tym, że mają własną ogromną produkcję, to nie wypracowaliśmy jeszcze metod odpowiedniego transportu jabłek na ich rynek. Poza tym przecież transport lądowy i tak wiedzie przez Rosję — mówi Ireneusz Mulak z grupy producentów owoców Top-Sad. Embargo miałoby więc dla sadownictwa opłakane skutki.

— Zwłaszcza w tym sezonie sytuacja jest nieciekawa, bo sporo jabłek wyprodukowały kraje zachodniej Europy. Mniej kupują więc od nas, a ponadto sami próbują sprzedać więcej na wschodnie rynki. W efekcie jabłekna rynku jest za dużo i ceny w kraju są znacznie niższe niż ubiegłoroczne — to 1-1,20 zł za kg wobec 1,50-1,60 zł rok wcześniej — twierdzi Ireneusz Mulak.

Rosyjska agencja ITAR-TASS podała, że po 10 maja Rosjanie zamierzają porozmawiać z Polską o ewentualnym wprowadzeniu zakazu importu.

— O takim spotkaniu nic nie wiemy, ale jesteśmy w każdejchwili gotowi przedstawić dowody, że nasza żywność jest bezpieczna — mówi szef Sadowników RP.