Rosną emocje wokół Exatela

Magdalena Wierzchowska, DI
opublikowano: 2010-11-02 12:37

Chętnych do kupna akcji operatora jest sporo, choć niektórzy narzekają na drakońskie warunki transakcji. Tymczasem należąca do Exatela spółka NOM pozwała Skarb Państwa i domaga się zwrotu 171 mln zł.

Dziś mija termin składania niewiążących ofert na Exatel, operatora drugiej co do wielkości sieci światłowodowej w Polsce o długości 20 tys. km. Tymczasem w ubiegły czwartek po południu, czyli praktycznie dwa dni robocze przed terminem złożenia ofert, potencjalni kupujący otrzymali dodatkowe obostrzenia transakcji — przez trzy lata nie mogą zwalniać pracowników, przez ten sam okres mają utrzymać poziom biznesu i spółki portfelowe. — Nie wiemy, o co tu chodzi. To naprawdę dziwne — mówi "PB" przedstawiciel jednego z podmiotów zainteresowanych kupnem operatora, wycenianego przez analityków BZ WBK na 750 mln zł.

Kupujący narzekają…

Właściciel o sprzedaży Exatela mówi od lat, ale jak już zaczął proces to z impetem. Polska Grupa Energetyczna (PGE) wysłała memoranda w połowie października. Chce zakończyć transakcję w tym roku. U jednego z potencjalnych nabywców usłyszeliśmy narzekania na drakońskie tempo. U innego — na bardzo ograniczony zakres informacji udostępniony inwestorom w memorandum.

— Liczy ono około 30 stron i więcej można przeczytać na stronie internetowej Exatela. Nie mamy podstawowych informacji do wyceny, którą mamy dziś przedstawić. To wygląda, jak proces na niby — mówi nasz rozmówca.

— Nie ma w memorandum informacji o stosunku prawnym sieci, której część jest wniesiona przez PSE Operator. Nie wiemy, czy ceny w kontraktach za usługi z dystrybutorami energii nie są zawyżone. Inwestorzy zdyskontują niewiedzę w ofertach — dodaje inny zainteresowany.

… ale stoją w kolejce

Mimo tych emocji, zainteresowanie kupnem operatora, należącego w 95 proc. do PGE, jest spore. Mogłoby być jeszcze większe, gdyby okazało się, że NOM wygra sprawę ze SP. Bo właśnie dziś agencja ISB poinformowała, że należąca do Exatela spółka NOM pozwał Skarb Państwa i domaga się zwrotu 171 mln zł. W pozwie przeciwko Skarbowi Państwa – Prezesowi Urzędu Komunikacji Elektronicznej spółka domaga się zwrotu nienależnego świadczenia w postaci części uiszczonej opłaty za wydanie koncesji z dnia 17 maja 2000 r. na świadczenie międzystrefowych usług telekomunikacyjnych oraz środków z racji utraconych korzyści. "NOM miał być objęty okresem ochrony koncesyjnej przez 15 lat. Tymczasem w wyniku liberalizacji połączeń międzystrefowych okres ten został skrócony do 19 miesięcy. Koncesje przekształciły się w zezwolenia, a każdy przedsiębiorca telekomunikacyjny mógł takie zezwolenie uzyskać za jedynie 2500 euro. Dlatego zarząd NOM, w uzgodnieniu z radą nadzorczą spółki, podjął decyzję o wezwaniu UKE do zwrotu poniesionej opłaty koncesyjnej w wysokości 86,2 mln zł, czyli w części, która odpowiada okresowi, w jakim przedsiębiorca nie korzystał z dobrodziejstwa ochrony koncesyjnej oraz o zasądzenie 84,9 mln zł z tytułu utraconych korzyści" – można przeczytać w komunikacie prasowym spółki NOM, która była pierwszym operatorem alternatywnym w Polsce.