Rosną kolejki tirów po stal

opublikowano: 23-01-2017, 22:00

Dystrybutorzy wyrobów hutniczych nie nadążają z zaspokajaniem popytu. Klientom niestraszne szybujące ceny. Ruszają inwestycje?

Dilerzy stali sprzedają tyle, ile zdążą załadować — tak Jerzy Bernhard, prezes giełdowego Stalprofilu, opisuje bieżącą sytuację na rynku. — Niedawno rozbudowaliśmy plac składowy w Dąbrowie Górniczej. Mimo to nie nadążamy z ładowaniem wyrobów na ciężarówki, które stoją w kolejce. U konkurencji jest tak samo — mówi Jerzy Bernhard.

Dostawcy stali spodziewają się, że sprzedawane przez nich wyroby nadal będą drożeć. Wysokie ceny nie odstraszają klientów stojących w kolejkach do składów handlowych.
Wyświetl galerię [1/2]

WYSOKIE CENY I KOLEJKI:

Dostawcy stali spodziewają się, że sprzedawane przez nich wyroby nadal będą drożeć. Wysokie ceny nie odstraszają klientów stojących w kolejkach do składów handlowych. [FOT. BLOOMBERG]

Klientów nie odstraszają nawet szybujące od kilku tygodni ceny stali, która podrożała z powodu globalnej zwyżki cen surowców: rudy, złomu i koksu. Ceny blach skoczyły nawet o 38 proc. w porównaniu ze stawkami sprzed roku, profili — prawie o 7 proc., a prętów — o ponad 30 proc.

— Staramy się skracać kolejki, zachęcając kierowców, by przyjeżdżali rano, kiedy jest niewielu klientów, ale wielu najpierw rozładowuje towar przywieziony na Śląsk z innych regionów Polski, a dopiero później przyjeżdża do nas, by powrotny kurs odbyć z ładunkiem stali. Organizujemy więc własny transport — kiedy jest mniej klientów, ładujemy samochody i sami wozimy towar — mówi Jerzy Bernhard. Jego zdaniem, zwiększony popyt to zwiastun ruszających kontraktów budowlanych dotowanych przez Unię Europejską.

Z prognoz największych firm wykonawczych wynika jednak, że jest na to za wcześnie. Dariusz Blocher, prezes Budimeksu, od miesięcy prognozuje, że pierwsze duże wpływy z kontraktów infrastrukturalnych pojawią się w bilansie spółki w połowie 2018 r.

Jarosław Tomaszewski, prezes grupy Trakcja PRKiI, uważa ten termin za optymistyczny. Wiele jednak wskazuje na to, że ruch zaczął się na małych i średnich budowach. Jerzy Bernhard podkreśla, że mniejsi dystrybutorzy stali zniknęli z rynku i obecnie lokalne firmy zaopatrują się bezpośrednio u dużych dilerów wyrobów hutniczych, zamawiając w jednym transporcie kilkanaście czy kilkadziesiąt rodzajów produktów. W efekcie duzi dystrybutorzy stali zaczynają działać prawie jak dostawcy detaliczni. — Nie narzekamy, bo popyt na nasze towary i usługi rośnie — mówi Jerzy Bernhard.

Lokalna hossa

Przedstawiciele średniej wielkości firm budowlanych twierdzą, że rzeczywiście koniunktura jest bardzo dobra, zwłaszcza na rynku inwestycji dla przemysłu. — Mamy ponad 10 proc. rentowności i pełen portfel zleceń. Niedawno, pierwszy raz w historii istnienia firmy, musiałem odmówić klientowi, który chciał podpisać niewielki kontrakt, bo nie mam już wolnych mocy — mówi Robert Król, przedsiębiorca ze Szczecina, który 20 lat temu założył firmę Multi Projekt, specjalizującą się w budowie hal i magazynów przemysłowych o powierzchni od 3-10 tys. mkw.

Jego zdaniem, pełen portfel zamówień to nie tylko efekt poprawy koniunktury, ale także wybierania coraz częściej przez klientów lokalnych wykonawców i zmniejszenia zaangażowania dużych grup budowlanych w realizację regionalnych inwestycji. Jeszcze niedawno narzekał na ostrą rywalizację cenową z grupą Skanska, podkreślając, że mniejsi przedsiębiorcy nie mają szans w konkurencji z międzynarodową korporacją.

W ubiegłym roku jednak Skanska poinformowała, że zwalnia ponad tysiąc osób, m.in. dlatego, że zmniejszył się zakres lokalnych inwestycji. Robert Król twierdzi, że przejął część jej specjalistów z regionu.

Wiosenna jaskółka

W odróżnieniu od dostawców stali, znaczącej poprawy koniunktury nie dostrzegająproducenci cementu. Andrzej Ptak, prezes Grupy Ożarów, prognozuje, że sprzedaż w styczniu 2017 r. będzie zbliżona do ubiegłorocznej. Podkreśla jednak, że grupa zaopatruje głównie klientów ze ściany wschodniej, gdzie zima może bardziej studzić inwestycyjny zapał niż w innych regionach. Dostawcy cementu, dzięki dobrej koniunkturze na rynku mieszkaniowym, nie narzekali dotychczas na słaby popyt, który doskwierał dostawcom stali z powodu zapaści w inwestycjach infrastrukturalnych. Andrzej Ptak ma jednak nadzieję, że skoro poprawia się koniunktura na rynku stali, wiosną ożywienie odczują także producenci cementu.

Pieniądze się budzą

Inwestycje, główny winowajca gospodarczego spowolnienia, najmocniej dołowały w sektorze publicznym, ale spadły też nakłady w prywatnym biznesie. Głęboka recesja, w jaką wpadła branża budowlano-montażowa, powoli jednak ustępuje. Spadek produkcji w tym segmencie na koniec roku wynosił 8 proc. r/r, chociaż między styczniem a czerwcem przekraczał nawet 20 proc. Eksperci nie mają wątpliwości, że to sygnał ożywienia w inwestycjach. Coraz lepiej idzie nam też wydawanie funduszy unijnych. W 2016 r. brak finansowania z UE mocno pogorszył koniunkturę. Brak unijnej kroplówki wynikał przede wszystkim z braku aktualizacji sektorowych planów inwestycyjnych, które opóźniła zmiana władzy w Polsce. O poprawie świadczą podpisywane umowy, ale na wyraźniejsze odbicie trzeba będzie poczekać do drugiej połowy roku. Ku dobremu idzie także w sektorze samorządowym. Na poziomie województw są plany zwiększenia nakładów inwestycyjnych nawet o kilkadziesiąt procent. Pod znakiem zapytania pozostaje natomiast aktywność sektora prywatnego. Z ostatnich analiz banku centralnego wynika, że jego plany inwestycyjne nie wyglądają różowo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Górnictwo / Rosną kolejki tirów po stal