Rosną zyski zawodników i agentów pośredniczących w transferach

Nowak Mirosław, Janik Jacek
29-06-2000, 00:00

Rosną zyski zawodników i agentów pośredniczących w transferach

POLSKA TAJEMNICA: Zarobki zawodnika zagranicznego to probierz jego umiejętności i wartości rynkowej. U nas kwoty kontraktów wciąż pozostają poufne — zwraca uwagę Andrzej Gostomski, agent koszykarzy zagranicznych w Polsce. fot. Andrzej Wawok

Nikt nie chce oficjalnie potwierdzić wysokości kontraktów polskich zawodników, choć na Zachodzie nie są one tajemnicą. Jedno jest pewne: agenci i menedżerowie zarabiają na nich zupełnie niezłe pieniądze. W przypadku zakupu przez rodzimy klub koszykarza z USA, 10 proc. wartości kontraktu dzielą między siebie: agent z USA i jego polski przedstawiciel.

W Stanach Zjednoczonych czy w Europie Zachodniej sumy kontraktów zawodników są dla nich powodem do dumy. Im więcej gracz zarabia, tym jest lepszy. Zarobki są miernikiem jego umiejętności i wartości rynkowej.

— Kwota kontraktu jest ważnym elementem CV zawodnika i kartą przetargową przy zawieraniu nowych umów — twierdzi Andrzej Gostomski, przedstawiciel na polskim rynku znanych zawodników grających wcześniej w NBA, jak Charles OŐBannon, Duane Cooper czy Jiri Zidek.

Pod koszem

W polskiej lidze koszykarskiej zawodnicy zarabiają różnie. Otrzymują oni niewielkie stypendia, płace minimalne i wysokie kontrakty. Dochody najlepszych graczy sięgają miesięcznie ponad 20 tysięcy USD (88 tys. zł). To oczywiście spekulacje, bo nikt oficjalnie nie chce potwierdzić, jak jest naprawdę. Nie mniej jednak ci, którzy zajmują się zawieraniem kontraktów między zawodnikami i klubami, czyli agenci i menedżerowie, zarabiają na tym niezłe pieniądze. Zyski te są coraz wyższe, bowiem szybko rośnie wysokość kontraktów.

— W tej materii obowiązują standardy przeniesione z rynku amerykańskiego. Jest ogólnie przyjęte, że 10 proc. wysokości kontraktu dzielą między siebie agent amerykański i jego polski przedstawiciel — informuje Andrzej Gostomski.

Polskie kluby koszykarskie narzekają na szaleńczą spiralę żądań zawodników. W 16. zespołowej lidze nastąpił podział na kluby, które chcą, zgodnie z licencją przyznaną przez UKFiS Polskiemu Związkowi Koszykówki, przejść na zawodowstwo, i te, które się przed tym bronią. Zawodowstwo wiązałoby się z utworzeniem sportowych spółek akcyjnych, których działalność gospodarcza byłaby bardziej jawna niż w stowarzyszeniach sportowych. Musiałyby się one poddawać audytowi po zakończonym sezonie, a także swoistej kontroli czy zostały wypełnione wszelkie zobowiązania względem zawodników, nie mówiąc już o ujawnieniu budżetów spółek.

Ostatnio w środowisku trenerskim i klubowym pojawiła się opinia, że gdyby nie agenci, to z zawodnikami byłoby się łatwiej dogadać, a i wysokość kontraktów byłaby dużo niższa. Wydaje się ona jednak z gruntu fałszywa. To właśnie kluby, działacze i trenerzy, rywalizując o nielicznych dobrych polskich graczy, podbijają ich ceny. Rodzimi zawodnicy otrzymują niejednokrotnie wyższe wynagrodzenie od zagranicznych, ustępując im często koszykarskimi umiejętnościami.

— Specjalizuję się w sprowadzaniu do Polski zawodników zagranicznych. Przyjeżdżają do nas gracze coraz lepsi, a tym samym drożsi. Czy może być inaczej w przypadku takich zawodników jak OŐBannon czy Zidek? Przedstawiłem w tym roku kilku klubom oferty zawodników z tzw. górnej półki i wzbudziły one zainteresowanie. Trudno na razie powiedzieć, którzy zawodnicy podpiszą w Polsce kontrakty — dodaje Andrzej Gostomski.

Pod bramką

Henryk Loska był do niedawna jedynym polskim menedżerem posiadającym licencję FIFA. Mogłoby się wydawać, że taki dokument znacznie ułatwia kontakt z zainteresowanymi stronami i pozwoli uporządkować sprawy kontraktów przynajmniej pod względem formalnym.

Kłopotliwe licencje

— Posiadanie licencji w naszym kraju często działa wręcz przeciwnie: utrudnia działanie. W polskich klubach piłkarskich decydującą rolę odgrywają bowiem wieloletnie powiązania z ludźmi, którzy mogą coś załatwić. Licencja nie jest tu potrzebna, a czasem okazuje się być nawet niepożądana. Często zawiera się umowy bez stawek, oficjalnych dokumentów. Jeśli kontrakt finalizuje licencjonowany menedżer zawodowo zajmujący się transferami, czyli mówiąc wprost — sprzedażą zawodników, wszystko musi przejść przez agencję, formalnie zostać uwzględnione w fakturach. I tu pojawiają się problemy. Nie wszystkim jest to na rękę — twierdzi Henryk Loska.

Agenci żyjący z kontraktów zawodniczych nie są skłonni potwierdzić tezy, że w środowisku sportowym funkcjonuje system menedżerski w zachodnim rozumieniu tego pojęcia. Pozostają raczej w przekonaniu, że wciąż więcej można zdziałać dzięki odpowiednim dojściom i znajomościom niż poprzez układ profesjonalny. Często prowadzi to do absurdów.

— Dochodzi do tego, że transferem polskich zawodników między polskimi klubami zajmują się... zagraniczni menedżerowie. Tak było na przykład w przypadku Bartosza Jurkowskiego, który ze Stomilu przeszedł do Petro Płock za pośrednictwem zagranicznego menedżera — dodaje Henryk Loska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Nowak Mirosław, Janik Jacek

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Kariera / Rosną zyski zawodników i agentów pośredniczących w transferach