Rośnie liczba bankructw

Krzysztof Buczek
opublikowano: 2002-12-18 00:00

W 2002 r. znowu wzrosła liczba upadłości i nie zanosi się na to, aby w najbliższej przyszłości ten wzrost został zahamowany. Gospodarcza stagnacja, złe prawo i nieudolne wsparcie rządu dotknęły głównie większych przedsiębiorców.

Kolejny rok okazał się nie najlepszy dla polskich firm. Mimo że rząd chwali się przełamaniem stagnacji i wzrostem gospodarczym, okazuje się, że kondycja firm wcale tego nie potwierdza.

Od kilku lat, choć tempo prac sądów pozostawia wiele do życzenia, rośnie liczba ogłaszanych przez nie upadłości.

O ile w 2000 r. sądy uwzględniły 876 wniosków o ogłoszenie upadłości, a w 2001 r. 905, o tyle do połowy tego roku wydały ich już 668. Według danych Coface Intercredit, do końca listopada liczba ta wyniosła już 921.

Coraz większa rzesza wierzycieli nie chce porozumień z dłużnikami, które dawałyby im szansę na przetrwanie. I nic dziwnego. Uchwalone jeszcze przed wojną prawo upadłościowe sprzyja temu zjawisku.

— Dłużnicy wolą sami restrukturyzować swój majątek, wyprowadzając go do nowych spółek, niż poddać go kontroli sądu. Dlatego niechętnie korzystają z postępowania układowego. Podobne podejście mają wierzyciele, gdyż prawo układowe jest nieskuteczne. Wyłączono z niego dużą grupę wierzycieli, takich jak ZUS, pracownicy czy Skarb Państwa. Podmioty te od razu przechodzą do postępowania egzekucyjnego. W ten sposób pozostała poza układem kategoria wierzycieli ustawia siebie dalej w kolejce po majątek dłużnika. Kreuje to sprzeczny z Konstytucją stan niezdrowej konkurencji między wierzycielami — uważa Dariusz Czajka, przewodniczący XVII Wydziału Upadłościowo-Gospodarczego Sądu Rejonowego dla miasta stołecznego Warszawy.

Jego zdaniem, przyjęcie nowego prawa upadłościowego i naprawczego może przyczynić się do zwiększenia liczby postępowań układowych, więc pośrednio także do zmniejszenia upadłości.

Na razie nic na to nie wskazuje. Rośnie bowiem liczba przedsiębiorstw zadłużonych. Przez cały 2001 r. w Krajowym Rejestrze Sądowym zarejestrowano 1598 niewypłacalnych dłużników, zaś do końca trzeciego kwartału tego roku było ich już 8136 przy 87 tys. przedsiębiorstw wpisanych do rejestru. Jednocześnie w rejestrze maleje liczba spółek.

— To normalne w warunkach kryzysu gospodarczego, że mamy do czynienia z jednej strony ze wzrostem upadłości i zadłużenia przedsiębiorstw, a z drugiej z procesem koncentracji kapitału, a w efekcie ze spadkiem liczby dużych firm. Jeżeli stan gospodarki się nie poprawi, ten trend się utrzyma — ocenia Sebastian Słomka, analityk z BDM PKO BP.

Pozytywem obecnego stanu jest wzrost liczby małych i średnich przedsiębiorstw. W pierwszej połowie 2002 r. przybyło ich ponad 50 tys. Szacuje się, że do końca tego roku liczba ta może się nawet podwoić.

— To dobry objaw i są szanse, że w przyszłym roku sytuacja małych firm się poprawi. Rząd powinien jednak bardziej wspierać ten sektor, gdyż obecnie tylko on może efektywnie stymulować gospodarkę i tworzyć miejsca pracy. Małe firmy potrzebują jednak inwestycji i tanich kredytów — uważa Mirosław Grabowski, prezes Naczelnej Rady Zrzeszeń Handlu i Usług.

W sektorze polskich przedsiębiorstw małe i średnie firmy stanowią prawie 95 proc. wszystkich zarejestrowanych.

Okiem eksperta

Nic niezwykłego

Łączenie firm i eliminacja słabszych podmiotów jest zwyczajnym procesem, którego nie należy sztucznie powstrzymywać, na przykład przez oddłużanie. Lepsza byłaby zmiana prawa upadłościowego i jednakowe opodatkowanie wszystkich grup przedsiębiorstw. Upadają bowiem głównie firmy słabo zarządzane i niekonkurencyjne. Jednak nie sama upadłość jest groźna, lecz przeciąganie w sądach spraw upadłościowych i windykacyjnych.

Jeremi Mordasewicz ekspert gospodarczy Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych