Rośnie popyt na długi chemii
Zainteresowanie wierzytelnościami zakładów chemicznych nie jest nowością. Pośrednicy namawiają wierzycieli do ich sprzedaży, oferując przy tym wysokie ceny. Mimo to, transakcji jest mało.
Obecnie nie ma co sprzedawać. Wierzytelności znacznej części zakładów reprezentujących krajowy przemysł chemiczny są niedostępne na rynku długów. Zakłady już zapomniały o problemach finansowych spowodowanych zaległościami płatniczymi PGR-ów przejętych przez Agencje Własności Rolnej Skarbu Państwa. Produkowane wyroby są wykorzystywane w całej gospodarce, co sprawia, że podmioty nie narzekają na brak odbiorców. Z analiz rynku wynika, że w branży panuje znaczna konkurencja, ale jak widać nie przeszkadza im osiągnąć przyzwoitych wyników finansowych.
TRUDNO jest przekonać wierzycieli do rozmów na temat sprzedaży długów zakładów chemicznych. Ich zdaniem, taka czynność to prosta droga do utraty klienta. Niekiedy taka bariera zostaje przełamana, jednak cenowe standardy panujące na rynku długów są dla wierzycieli nie do przyjęcia. Dlatego cena należności głównej zwykle przekracza 95 proc. wartości.
Trzeba przyznać, że nie są to wierzytelności zbyt przeterminowane. Miesięczne opóźnienie w zapłacie przez dłużnika uznawane jest na rynku za poważną zwłokę. Dlatego nie notuje się handlu należnościami odsetkowymi. Kwota odsetek najczęściej sięga od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Pośrednicy nie zajmują się długami o niskich nominałach. Natomiast znalezienie większych kwot graniczy z cudem, bo dłużnicy dość systematycznie spłacają noty odsetkowe. Wystarczy wysłanie monitu przez wierzyciela.
ZAKŁADY chemiczne potrzebują sporych ilości węgla i miału. Mają swoich stałych dostawców. Jednymi z nich są więc dostawcy węgla od kopalni i spółek węglowych, dealerów czy importerów. Drugą grupą są przewoźnicy, czyli podmioty zajmujące się spedycją oraz PKP. Na końcu wymienić należy zakład energetyczny, który chcąc odzyskać należność nie musi sprzedawać wierzytelności. Jego orężem jest groźba odłączenia energii elektrycznej.