W cieniu debaty nad podniesieniem limitu zadłużenia mnożą się spekulacje wokół możliwej utraty przez USA najwyższej oceny inwestycyjnej
Spadek wiarygodności Stanów Zjednoczonych to scenariusz realnie brany pod uwagę przez świat finansów.
Ameryka wielkimi krokami zbliża się do maksymalnego pułapu długu publicznego, wyznaczonego przez Kongres. Rząd nie może emitować już obligacji, a pieniędzy może zabraknąć na początku sierpnia. Tymczasem nadal nie ma zgody między Republikanami a Demokratami w sprawie podniesienia limitu. Dlatego część świata finansów już uwzględnia scenariusz utraty płynności przez USA. Niepewność na rynkach rośnie, choć ogromna większość inwestorów jest zgodna, że pat w rozmowach wokół limitu zadłużenia zostanie przezwyciężony.
— Trudno sobie wyobrazić, by politycy strzelili sobie w stopę, wpędzając się na własne życzenie w bankructwo. USA to poważny kraj, gdzie decyzje polityczne nie są funkcją partyjnych sporów — twierdzi Wojciech Białek, analityk CDM Pekao.
To nie sprawa podniesienia limitu zadłużenia najbardziej niepokoi analityków, ale brak planu długoterminowego obniżenia deficytu USA, pod którym podpisałyby się obie opcje polityczne.
Czasu coraz mniej
Graniczące z pewnością przekonanie, że limit zadłużenia zostanie podniesiony, nie wystarcza jednak, by uspokoić wszystkich inwestorów. Przepychanki na szczytach władzy pozostawiają ślad na wizerunku kraju, a niektórzy komentatorzy wprost określają je jako niebezpieczną zabawę.
— Rynki świetnie zdają sobie sprawę z tego, że ta debata to zwykła retoryka przedwyborcza. Ale jest ryzyko, że jedna ze stron przelicytuje i broń wystrzeli przypadkowo. Przecież właśnie tak rozpoczęła się I wojna światowa — ostrzega Art Cachin, dyrektor w banku UBS i komentator finansowy telewizji CNBC.
Dlatego w amerykańskim społeczeństwie rośnie znużenie przepychankami polityków. Po tym jak prezydent Barack Obama wezwał w poniedziałkowym orędziu telewizyjnym wyborców do wywarcia nacisku na swoich przedstawicieli, by ci dążyli do kompromisu, ilość telefonów odbieranych przez Kongres się podwoiła. Jak pokazuje najnowszy sondaż ośrodka Pew Research Center, aż 70 proc. ankietowanych chce, by popierane przez nich partie zawarły kompromis, nawet za cenę akceptacji rozwiązań, z którymi się nie zgadzają.
Sprawa wizerunku
Negatywne konsekwencje impasu w rozmowach mogą nie skończyć się na stratach wizerunkowych. Choć podniesienie limitu jest niemal pewne, samo w sobie nie wystarczy, by zniknęło widmo obniżenia ratingu USA.
— Gdyby doszło do rzeczywistego zagrożenia stabilności finansów publicznych, nie mamy wątpliwości, że limit zadłużenia zostałby natychmiast podniesiony. Trudno jednak powiedzieć, na jakich warunkach by do tego doszło i dlatego ryzyka obniżenia ratingu nie można lekceważyć — twierdzi Bob Doll, główny strateg rynku akcji w globalnej firmie zarządzania aktywami Blackrock.
Jak ocenia Kathleen Gaffney, zarządzający funduszu obligacji Loomis Styles, którego aktywa sięgają 21 mld USD, przynajmniej jedna z głównych agencji obniży rating USA do AA. Christopher Molumphy, zarządzający globalnego towarzystwa Franklin Templeton, zauważa z kolei, że postrzeganie obligacji USA jako lokaty kapitału całkowicie wolnej od ryzyka powoli odchodzi w przeszłość. Jednak według niego nie odpowiadają za to wcale obawy o podwyższenie limitu zadłużenia, ale brak długoterminowego planu ograniczenia deficytu budżetowego.
W rezultacie inwestorzy coraz chętniej lokują fundusze w najlepszej jakości obligacje korporacyjne. Jak oblicza Bank of America, od począt- ku miesiąca obligacje globalnych korporacji, cieszących się oceną AAA, dały zarobić o 0,13 punktu proc. więcej niż analogiczne papiery rządu amerykańskiego. To największa różnica na korzyść papierów korporacyjnych od marca.
Wyższe koszty
Komentarze, że obligacje USA popadły w niełaskę, to wciąż jeszcze przesada. Dochodowości papierów 10-letnich są blisko 8-miesięcznych minimów (wynoszą obecnie 2,95 proc.), co świadczy o wzmożonym popycie. Jednak obniżenie ratingu z pewnością doprowadziłoby do wzrostu kosztu, po jakim pożycza budżet federalny.
Bank JP Morgan szacuje, że niekorzystna decyzja agencji oznaczałaby w średnim terminie wzrost rentowności o 0,6-0,7 punktu proc. Jak wylicza bank, cięcie ratingu nie pozostałoby też bez wpływu na tempo wzrostu gospodarczego, a koszt obsługi długu wzrósłby o 100 mld USD.