Tańsze wypiera droższe. Tak bez wątpienia jest w branży węglowej. W tzw. sektorze socjalno-bytowym węgiel importowany do Polski z Rosji coraz skuteczniej wypiera węgiel pochodzący z polskich kopalni.



— Presja importu z Rosji jest coraz większa. Szacuję, że minionej zimy udział rosyjskiego węgla w całkowitym zużyciu węgla w sektorze socjalno-bytowym wzrósł z 30 do około 40 proc. To ogromne zagrożenie dla polskiego górnictwa, bo tracimy rynek o najwyższych marżach — alarmuje Adam Gorszanów, szef Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla (IGSPW), właściciel firmy Ewgor Bis z Gliwic.
Rosyjska determinacja
Sektor socjalno-bytowy, czyli ludzie kupujący węgiel opałowy do ogrzewania domów, zużywa około 12 mln ton surowca rocznie. Dla porównania, polskie kopalnie wydobyły w zeszłym roku 79,2 mln ton węgla kamiennego. Jest to jednak sektor o najwyższej rentowności, dlatego utrata rynku jest dla polskich sprzedawców, ale również dla polskiego górnictwa, zagrożeniem. Tym realniejszym, im większa jest determinacja sprzedawców rosyjskich. A ta jest duża.
— Rosja boryka się ze spadkiem wewnętrznego popytu na węgiel, spadł też popyt w Turcji. W tej sytuacji rosyjscy sprzedawcy są gotowi lokować węgiel na polskim rynku bez oglądania się na ceny. Efektem jest wojna cenowa, tym boleśniejsza, że aura jest w tym roku łagodna — tłumaczy Adam Gorszanów.
Szacuje, że w poprzednich latach węgiel rosyjski był średnio o 10-15 proc. tańszy od węgla oferowanego przez polskie kopalnie. Dziś różnica sięga 30 proc. To bolesne, bo zrzeszone w IGSPW firmy zaopatrują się głównie w polskiej Kompanii Węglowej, a klienci chętniej sięgają po tańsze dostawy.
Ryzyko sprzedawców
Kompania Węglowa (KW), największa firma górnicza w Polsce, też z niepokojem patrzy na napływ węgla z Rosji.
— Nie da się ukryć, że to poważne zagrożenie — mówi Zbigniew Madej, rzecznik KW. Jednak przed utratą segmentu socjalno-bytowego chronią KW umowy zawierane ze sprzedawcami, bo to oni ponoszą ryzyko — umówioną na dany kwartał ilość węgla i tak muszą odebrać.
— Faktycznie, w styczniu i w lutym było bardzo źle, sprzedawcy nie kupowali węgla. Przyszli dopiero w marcu, czyli pod koniec kwartału, kiedy już nie mieli wyjścia. Kupili wtedy tyle, ile mieli zakontraktowane na cały kwartał — tłumaczy Zbigniew Madej.
Radość dla niektórych
Taniejący węgiel to radość dla klientów detalicznych, chyba że patriotycznie cenią sobie produkty polskiego pochodzenia. To też radość dla wielkich firm energetycznych, które zaopatrują się wprawdzie w polskich kopalniach, ale dzięki presji rosyjskiego surowca negocjują coraz lepsze ceny. Spośród polskich kopalni węgla energetycznego najlepszą pozycję negocjacyjną ma lubelska Bogdanka, która wyróżnia się na tle rynku niskimi kosztami produkcji. Tani import ze Wschodu to również radość dla firm sprzedających węgiel w Polsce, ale zaopatrujących się u rosyjskich dostawców, czyli m.in. dla SkładówWęgla.pl. Marcin Waszczeniuk, współwłaściciel firmy, chwali się, że 90 proc. dostaw na ten rok zakontraktował już z Rosji. Marketing ma agresywny.
— Naszym celem na kolejny sezon, zaczynający się w lipcu, jest najtańszy węgiel na rynku, co może oznaczać cenę niższą od konkurencji nawet o ponad 100 zł na tonie — twierdzi Marcin Waszczeniuk.
Zapewnia, że nie odnotował wzmożonej aktywności rosyjskich sprzedawców, a takie sygnały uważa za straszenie przez polskich. Powołuje się na dane wskazujące, że tegoroczna kontraktacja z Rosji obejmuje tylko 5,6 mln ton (w 2013 r., według danych resortu gospodarki, było to 6,7 mln ton).
Koksowe obawy
Z zagrożeniem ze Wschodu boryka się nie tylko sektor węgla energetycznego, ale również węgla koksującego, wykorzystywanego w przemyśle stalowym. Dla niego zagrożeniem jest jednak nie Rosja, lecz Ukraina, z taniejącą hrywną i perspektywą jednostronnego zniesienia ceł na handel z Unią Europejską. Dotyczy to, ale pośrednio, m.in. Jastrzębskiej Spółki Węglowej, specjalizującej się w wydobyciu węgla koksującego.
— Ukraina nie sprzedaje koksu do Polski, ale jej przemysł stalowy — owszem. Ta konkurencja wpływa na sektor naszych klientów, a zatem — pośrednio — i na nas — mówi Jarosław Zagórowski, prezes JSW. Na to niebezpieczeństwo zwrócił też uwagę wicepremier Janusz Piechociński.
— Rodzą się pomysły, aby wspomóc ukraińską gospodarkę poprzez zniesienie ceł. Ale popatrzmy, co Ukraina może sprzedać na rynkach Europy Środkowej — to w dużej mierze produkty, które są wytwarzane także w Polsce. Pomaganie Ukrainie nie powinno prowadzić do rywalizacji — powiedział PAP Janusz Piechociński.
Węglowy wyścig
Polskość spalanego w piecach węgla ma
być wyróżnikiem dla dwóch setek dystrybutorów zrzeszonych w Izbie
Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla. Jesienią ogłosili, że
zamierzają ruszyć z wielką kampanią promującą czarne złoto. Jednak ich
konkurent, spółka SkładyWęgla.pl, kilka dni potem złożyła w Urzędzie
Patentowym wnioski o ochronę ośmiu znaków graficznych i marki Polski
Węgiel. Nie wiedzieli, że podobny krok izba zrobiła kilka miesięcy
wcześniej w europejskim urzędzie certyfikacyjnym. Trwa wyścig, który
urząd rozpatrzy wnioski szybciej i czy w ogóle zgodzi się na ochronę
takiej marki.