Rosyjska ruletka na A4

opublikowano: 27-02-2014, 00:00

Jeśli Unia Europejska zabierze nam dotację, zapłaci za to wykonawca prac — tak uważa GDDKiA. Firmy na taki układ przystać nie chcą

Po niedawnym odwołaniu Lecha Witeckiego z funkcji szefa Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) i powierzeniu tego stanowiska Ewie Tomali-Boruckiej firmy budowlane oczekiwały ocieplenia relacji z publicznym zleceniodawcą. Partnerską współpracę zapowiadała też Elżbieta Bieńkowska, minister infrastruktury i rozwoju. Na razie jednak dyrekcja dokręca śrubę wykonawcom. Przykładem jest przetarg na dokończenie budowy około 40-kilometrowego odcinka A4 Rzeszów — Jarosław.

Wyświetl galerię [1/2]

BĘDZIE SKARGA: Dariusz Blocher, prezes Budimeksu (z lewej), informuje, że już w przetargu na stołeczny most Grota GDDKiA chciała przerzucić na wykonawców ryzyko utraty unijnej dotacji. Kolejną próbę podjęła na A4. Groźba kar jest na tyle realna, że Polski Związek Pracodawców Budownictwa, kierowany przez Jana Stylińskiego, postanowił zaskarżyć specyfikację. [FOT. WM, GK]

Kilka tygodni temu kontrakt zerwał poprzedni wykonawca — Polimex-Mostostal. Na nowe oferty dyrekcja czeka do 27 marca. Termin może jednak zostać przesunięty, bo branżę przeraziły zapisy specyfikacji. Zgodnie z nią zamawiający może obciążyć wykonawców nieprzewidywalnymi kosztami. W najgorszym scenariuszu zwycięzca przetargu zapłaci za utratę unijnej dotacji, a wysokość kary może być wyższa niż wartość zlecenia.

— Kasyno zawsze wygrywa — tak zapisy autostradowej specyfikacji komentuje Rafał Bałdys, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Przedstawiciele firm zasypują więc dyrekcję pytaniami i przestrzegają, że sprawa może znaleźć finał w sądzie.

Cena z sufitu

Zdaniem Rafała Bałdysa, przerzucenie na wykonawcę ryzyka utraty unijnego dofinansowaniana A4 powoduje, że żadna firma budowlana nie jest w stanie rzetelnie wycenić ryzyka i podać realnej ceny kontraktu. Dlatego też 28 lutego związek zaskarży kontrowersyjne zapisy do Krajowej Izby Odwoławczej (KIO).

— GDDKiA może dochodzić roszczeń w wysokości unijnej dotacji, czyli blisko 2,7 mld zł — szacuje Rafał Bałdys. To kwota dofinansowania nie tylko na odcinek, który trzeba dokończyć po Polimeksie. Dotyczy całej niemal 90-kilometrowej trasy Rzeszów — Korczowa, bo GDDKiA w Brukseli rozlicza cały projekt, nie dzieląc dofinansowania między poszczególne odcinki.

— Do dokończenia odcinka Rzeszów — Jarosław zostały prace wartości około 1 mld zł. Ewentualna kara czy zwrot unijnej dotacji pewnie będzie mniejsza niż całkowita wartość dotacji przewidziana na A4, ale jej wysokości nie możemy przewidzieć. Nie wzbraniamy się przed wpisaniem w specyfikację kar za opóźnienie wynikające z winy wykonawcy, ale nie możemy ponosić odpowiedzialności za ryzyko utraty unijnych funduszy — uważa Dariusz Blocher, prezes Budimeksu.

Przedstawiciele branży podkreślają, że nawet jeśli nowy wykonawca opóźni się o miesiąc, to utrata dotacji nie będzie jego winą, lecz konsekwencją problemów z realizacją kontraktu w poprzednich latach. Wykonawcy nie chcą więc być karani za cudze winy. Sprawa ewentualnych roszczeń dyrekcji związanych z dotacjami Brukseli budzi spore zdziwienie, bo po zejściu Polimeksu z budowy resort infrastruktury zapewniał, że Polsce nie grozi utrata unijnego dofinansowania. Skoro nie ma ryzyka, to dlaczego dyrekcja chce obarczyć nim wykonawcę? — pytają firmy.

Jan Krynicki, rzecznik GDDKiA, zapewnia, że dyrekcja w innych kontraktach także miała możliwość dochodzenia podobnych roszczeń. W obecnym przetargu zdecydowała się uszczegółowić zapisy, by wykonawca miał świadomość, że jego działania mogą doprowadzić do szkody skarbu państwa.

— Nawet gdyby tego zapisu nie było, GDDKiA i tak mogłaby dochodzić odszkodowania, jeżeli w wyniku działań wykonawcy poniosłaby szkodę — twierdzi Jan Krynicki.

Napięte terminy

Kary to niejedyne zapisy, które w KIO zakwestionują przedstawiciele firm wykonawczych. Uważają, że przetargowe oczekiwania dyrekcji są nierealne. Chodzi zwłaszcza o tzw. kamień milowy, czyli uzyskanie po 12 miesiącach od podpisania umowy pozwolenia na użytkowanie dla jednej jezdni.

— Nie wykluczam, że w tym okresie zostanie ona zbudowana, ale pozwolenie na budowę dotyczy całego odcinka, więc mało prawdopodobne jest, że administracja wyda zgodę na użytkowanie jednej jezdni — uważa Dariusz Blocher.

— Termin realizacji jest bardzo krótki, zwłaszcza że są w niego wliczone okresy zimowe, więc może się okazać, że realnie na wykonanie prac wykonawca będzie miał 7-8 miesięcy, a samej masy bitumicznej trzeba wbudować 850 tys. ton — mówi Rafał Bałdys. Branża ma jednak nadzieję, że przetargowy konflikt uda się rozwiązać polubownie.

— W pytaniach dotyczących specyfikacji przedstawiamy nasze wątpliwości i jeślidyrekcja w odpowiedzi zapewni nas, że wprowadzi zmiany, wniosek do KIO może być wycofany. Lepiej szybko się porozumieć, niż tracić cenny czas na spory — uważa Dariusz Blocher. Zbigniew Kotlarek, prezes MSF Polska oraz szef Polskiego Kongresu Drogowego, ma nadzieję, że na problem zareaguje Ewa Tomala-Borucka i porozumie się z branżą w sprawie kontrowersyjnych zapisów.

Irlandczycy pokonali drogowców
W październiku 2013 r. irlandzki sąd obiecał SIAC ochronę przed wierzycielami. Wygląda na to, że firma z Zielonej Wyspy wyjdzie cało z tarapatów finansowych, w które popadła m.in. z powodu wejścia w nierentowne zlecenia na autostradzie A4 na Rzeszowszczyźnie. Sąd Najwyższy Irlandii odrzucił właśnie wniosek Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) o włączenie 70 mln EUR (290 mln zł) jej roszczeń w postępowanie naprawcze SIAC. — Sąd Najwyższy otworzył drogę do realizacji postępowania naprawczego i przetrwania gigantycznej firmy budowlanej — skomentował opisujący sprawę portal „Irish Examiner”. — Spodziewaliśmy się postępowania naprawczego, w którym SIAC będzie stopniowo spłacać zobowiązania w porozumieniu z wierzycielami. Tymczasem irlandzki sąd uznał, że nasze roszczenia nie zostaną uwzględnione, mimo że rozliczyliśmy się z większością podwykonawców, wobec których SIAC nie wywiązał się ze zobowiązań — twierdzi Jan Krynicki, rzecznik GDDKiA. Z informacji podawanych przez „Irish Examiner” wynika, że dyrekcja przekazała podwykonawcom 20 mln EUR (83 mln zł), a 50 mln EUR (207 mln zł) domaga się z tytułu kar związanych z zerwaniem umowy na A4.
— Z gwarancji wykonawcy zabezpieczyliśmy fundusze na płatności dla podwykonawców. Część pieniędzy z zabezpieczenia już ściągnęliśmy, a część dopiero wpłynie na nasze konta — mówi Jan Krynicki. Uruchomienie gwarancji mocno zabolało Irlandczyków, którzy już kilka miesięcy temu publicznie zarzucili dyrekcji, że wpędziła ich w finansowy dołek. — Nigdzie w dokumentacji przetargu na budowę autostrady A4 GDDKiA nie napisała: „będziemy ignorować postanowienia umowy i wykorzystamy egzekucję gwarancji wykonania umowy jako źródło łatwej gotówki” — napisał Finn Lyden, dyrektor SIAC, na forum Związku Pracodawców Branży Usług Inżynierskich. Irlandczycy kwestionują uruchomienie gwarancji i m.in. z tego powodu walczą w sądach przeciwko GDDKiA o 380 mln zł roszczeń. Polskie sądy mają też zająć się sprawą roszczeń dyrekcji wobec irlandzkiego wykonawcy. Wojciech Kozłowski z kancelarii Salans, reprezentującej SIAC, twierdzi, że obecnie nie sposób przewidzieć, czy albo jak decyzja sądu w Irlandii wpłynie na przyszłe orzeczenia w Polsce. W branży panuje przekonanie, że ostatecznie wspór trafi na wokandę unijną i tam dopiero zostanie rozwiązany.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy