Gdy dwa lata temu Kari i Centro, rosyjskie marki obuwnicze z niższej półki, wchodziły do Polski, zapowiadały ekspansję przez wielkie „e”. Po dwóch latach przecierania szlaków okazało się jednak, że to nie takie proste. Kari w ciągu trzech lat chciało zbudować sieć liczącą 150 sklepów, na razie ma ich około 30. Centro natomiast do końca 2012 r. chciało mieć 60 salonów — właśnie tyle ma dzisiaj.
— Centro zamyka niektóre sklepy i ostrożnie podchodzi do dalszego rozwoju. Kari natomiast wstrzymało się z dalszą ekspansją. Nie mam jednak informacji na temat długofalowych planów obu sieci — mówi Edyta Potera, dyrektor w dziale wynajmu powierzchni handlowych Jones Lang LaSalle. Beata Kokeli, dyrektor w dziale handlowym CBRE, uważa, że rosyjskie sieci w ciągu ostatnich dwóch lat nie rozwijały się tak, jak planowały.
— Konkurencja na rynku jest bardzo duża, a trudno rywalizować z takimi markami, jak CCC czy Deichmann, które są w Polsce od wielu lat i mogą pochwalić się bardzo lojalnymi klientami, zwłaszcza w małych i średnich miastach — mówi Beata Kokeli.
To sprawia, że w branżowych kuluarach mówi się o ewentualnym wyjściu obu marek z Polski. Sławomir Świętochowski, szef polskiego Kari, dementuje jednak informacje o problemach sieci.
— Psy szczekają, karawana idzie dalej. Dwa tygodnie temu otworzyliśmy sklep w Lublinie, a na jesień szykujemy kilka kolejnych otwarć. Nie otwieramy więcej sklepów w sezonie wiosna/lato 2014 tylko dlatego, że sprzedaż kolekcji przekroczyła nasze oczekiwania i po prostu nie mamy towaru — tłumaczy Sławomir Świętochowski. Centro też nie potwierdza rynkowych spekulacji.
— Rzeczywiście zamknęliśmy kilka gorzej prosperujących sklepów, ale były to zwykłe działania w ramach restrukturyzacji sieci. Wciąż się rozwijamy — w tym roku planujemy otworzyć jeszcze 10 salonów — mówi Joanna Purzyńska, specjalistka ds. marketingu w Centro.
Beata Kokeli uważa, że obu markom przeszkadza w Polsce specyficzny model działania.
— Choć są tanie, to jednocześnie bardzo modowe. Śledzą trendy, często wprowadzają nowości. Są nastawione na klientów, którzy zamiast jednej nowej pary butów wolą kupić kilka, ale z niższej półki. Pytanie, czy Polacy, przede wszystkim mężczyźni, dojrzeli do kupowania kilku par butów rocznie — mówi Beata Kokeli.