Rosyjskie decyzje powinny dać do myślenia

Robert Pastryk
opublikowano: 2005-11-17 00:00

„Nam w zasadzie nic się nie stało” — słyszy się w branży spedycyjnej i transportowej w odpowiedzi na informacje o zakazie wwozu do Rosji mięsa i produktów roślinnych. Stwierdzenie to dotyczy oczywiście wpływu tej decyzji władz rosyjskich na kondycję polskiej branży TSL.

Tak przynajmniej twierdzą firmy większe, z szeroką paletą usług i obsługujące wiele kierunków, gdzie ryzyko gwałtownej utraty znacznej części rynku jest niewielkie. I trudno się z tym nie zgodzić, bo przewozy żywności do Rosji nie są dla polskich przewoźników i spedytorów głównym źródłem przychodów. Już od dłuższego czasu znaczna część przewozów chłodniczych, szczególnie mięsa, jest i tak obsługiwana przez tańsze firmy białoruskie i rosyjskie. Na dokładkę, wiele wskazuje, że obecny zakaz zostanie niebawem zniesiony i realne straty finansowe w branży, choć oczywiście bez nich się nie obędzie, w sumie będą stosunkowo niewielkie.

Czy więc rzeczywiście, prawie nic się nie stanie? Sądzę, że tak, ale te przejściowe, mam nadzieję, ograniczenia w handlu z Rosją powinny skłonić do głębszej refleksji nad kondycją polskich firm przewozowych, ich strategiami rozwoju i uzależnieniem od świata polityki. Uzależnieniem, które, jak się wydawało, wraz z przemianami gospodarczymi, a już z pewnością po naszej unijnej akcesji, znikło na zawsze. Widać wyraźnie, że w przynajmniej przejściowych kłopotach znalazły się firmy, które skoncentrowały się na przewozach całopojazdowych, w szczególności zaś chłodniczych, do Rosji. Już zaczyna się odczuwać nadpodaż tego typu pojazdów na rynku. Przewoźnicy muszą szukać zatrudnienia dla swoich ludzi i sprzętu, a ten rynek jest dość specyficzny i niełatwo będzie szybko znaleźć alternatywę. Powinno to ich skłonić do rozważenia zmiany, w miarę możliwości, modelu biznesowego i przebudowy swojej bazy klientów oraz rynków (w sensie geograficznym) tak, aby być mniej narażonym w przyszłości na podobne sytuacje.

My, podobnie jak większość dużych operatorów logistycznych, znajdujemy się w tym szczęśliwym położeniu, że nasz biznes jest rozproszony. Nie jesteśmy uzależnieni od jednego dużego klienta, jednego rynku czy jednego środka transportu. To daje tak niezbędną w biznesie stabilność. Wystarczy przy tej okazji wspomnieć spedycję lotniczą, która po zamachu na WTC przeżywała poważne załamanie koniunktury. Na znacznie mniejszą skalę, ale równie niepokojące są ostatnie sygnały o problemach z jakością polskiej żywności w Danii czy Norwegii, pomijając już oczywiście prawdziwość tych zarzutów. To powinno dawać do myślenia i skłaniać do rozwijania biznesu w kilku kierunkach. Tak, aby mniej lub bardziej uzasadnione decyzje urzędników i polityków nie wpływały na przyszłość firmy.

Robert Pastryk dyrektor handlowy Frans Maas Polska