Rzadko kiedy walne zgromadzenia giełdowych spółek przykuwają uwagę posłów. Tym razem jednak czujne oko Romana Giertycha, lidera Ligi Polskich Rodzin, wypatrzyło, że na dzisiejszym zgromadzeniu akcjonariuszy Orlenu miała być głosowana uchwała o ograniczeniu prawa wykonywania głosów dla wszystkich udziałowców do 20 proc. Wszystkich, czyli także skarbu państwa, który kontroluje ponad 33 proc. walorów giełdowej firmy. To wzbudziło zaniepokojenie posła, który w poniedziałek zagroził ministrowi skarbu, że w przypadku przeforsowania uchwały będzie wnioskował o postawienie Jacka Sochy przed Trybunałem Stanu.
Można założyć, że Roman Giertych — wcielając się w skórę szefa resortu skarbu — nie chce w ogóle ograniczać prawa wykonywania głosów. Znając jednak „prywatyzacyjne” stanowisko LPR, zakładające obronę polskości kluczowych spółek, jest to mało prawdopodobne. Przy takim scenariuszu przejęcie PKN przez zagraniczny koncern byłoby ułatwione. I to bez dalszej prywatyzacji, której LPR się sprzeciwia.
Bardziej prawdopodobna jest inna motywacja Romana Giertycha, której przyświeca zachowanie status quo w Orlenie. Obecnie skarb wykonuje pełnię praw, a pozostali akcjonariusze — tylko do 10 proc. Problem w tym, że kodeks spółek handlowych wymaga równego traktowania akcjonariuszy, a to ostatnie rozwiązanie temu przeczy. Tymczasem Roman Giertych jest przecież z wykształcenia prawnikiem. Czyżby chciał więc postawić przed trybunałem ministra Sochę za dostosowanie statutu płockiej spółki do obowiązującego prawa? Wszak prawo prawem, a wybory wyborami. Dziwi tylko, że resort skarbu kładzie uszy po sobie, zwracając się wczoraj do zarządu PKN Orlen, by ten wycofał spod głosowania punkt o zmianach w statucie. Wygląda na to, że Roman Giertych osiągnął swój cel.