Rozjechały się prognozy walutowe

Kamil Zatoński
09-02-2010, 07:24

Co będzie słabsze: euro czy dolar? W  pojedynku słabeuszy na razie górą jest „zielony”.

Kurs euro do dolara wzrośnie na koniec roku do 1,58 lub spadnie do zaledwie 1,16 (obecnie wynosi 1,37). Tak skrajnie odmienne są prognozy analityków zagranicznych instytucji dla najważniejszej pary walutowej. To, w którą stronę pójdą notowania, będzie miało duże znaczenie dla złotego. Pozytywny scenariusz dla strefy euro wesprze naszą walutę. Dalsze umacnianie się dolara będzie natomiast z dużym prawdopodobieństwem równoznaczne z ucieczką inwestorów z rynków wschodzących, a tym samym z osłabieniem złotego.

W poniedziałek przez niemal całą sesję (czasu europejskiego) kurs EUR/USD poruszał się między 1,36 a 1,37. To najmniej od ośmiu miesięcy. Według mediany prognoz analityków, zebranej przez agencję Bloomberg, już na koniec tego kwartału kurs będzie przynajmniej 5 proc. wyższy i wyniesie 1,44. Na koniec dwóch kolejnych kwartałów ma być podobnie, dopiero w końcówce roku „zielony” ma minimalnie zyskać do euro (1,42).

Tymczasem mniej więcej po połowie rozkładają się głosy tych fachowców, którzy oczekują umocnienia lub – przeciwnie – osłabienia dolara. Najwyższa prognoza na koniec pierwszego kwartału mówi o kursie EUR/USD na poziomie 1,55, najniższa – o 1,33. Podobnie kształtują się przewidywania na koniec drugiego kwartału. Im dłuższy horyzont prognozy – tym większe różnice zdań analityków. Najwyższa prognoza na koniec września mówi już o dojściu notowań euro do dolara do 1,60, a najniższa – o spadku kursu do 1,26. Na koniec roku są to wspomniane 1,58 i 1,16. Te rozbieżności dobrze obrazują niepewność co do tego, która z gospodarek – amerykańska czy europejska (rozumiana jako strefa euro) szybciej podniesie się z kolan i lepiej poradzi sobie z ogromnymi deficytami budżetowymi i zadłużeniem.

Kilka dni temu specjaliści Barclays Capital i Morgan Stanley zmienili prognozy i postawili na umocnienie dolara, tłumacząc to nagłym pogorszeniem sytuacji finansowej trzech państw strefy euro. Jednocześnie spodziewają się, że gospodarka amerykańska będzie rosła najszybciej wśród rozwiniętych państw w tym i w przyszłym roku.

Zdania na razie nie zmieniają natomiast ekonomiści Citigroup, którzy przewidują, że na koniec kwartału za euro trzeba będzie zapłacić 1,47 USD, a na koniec roku 1,56 USD.
„W mocy pozostają strukturalne czynniki, przemawiające za trwaniem rynku niedźwiedzia dla dolara. Mowa o deficycie obrotów bieżących USA, dywersyfikacji struktury walutowej rezerw, posiadanych przez państwa, takie jak np. Chiny czy odpływie kapitału zza oceanu do szybciej rosnących rynków wschodzących” – pisał kilka tygodni temu (jeszcze zanim w Europie wzrosła gorączka deficytów i długi w Grecji i Portugalii) Jeremy Hale, analityk Citigroup.

Na wspólną walutę – ale z innych powodów – stawiają też analitycy Commerzbanku. Ich zdaniem euro może odzyskać siły po tym, jak na rynku walutowych instrumentów pochodnych do rekordowego poziomu wzrosła liczba pozycji, zakładających… dalsze osłabienie wspólnej waluty. Według specjalistów niemieckiego banku, tak skrajne nastroje mogą przełożyć się na rychły zwrot na rynku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Rozjechały się prognozy walutowe