Rozkręcona gospodarka kontra bank centralny

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-05-17 20:00

Polska gospodarka rośnie w tempie 8,5 proc., podczas gdy maksymalny bezinflacyjny wzrost to 4 proc. Ta dysproporcja może skończyć się recesją.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Polski produkt krajowy brutto wzrósł w pierwszym kwartale o ponad 8 proc., zgodnie z tym, co pisałem dokładnie trzy tygodnie temu. Trudno powiedzieć, czy cieszyć się, czy martwić tak dobrym wynikiem. Wzrost dochodów zawsze cieszy, ale weszliśmy na górę, z której może być trudno bezboleśnie zejść. Teraz ważne jest pytanie, jak ten proces schodzenia będzie wyglądał.

Według wstępnych danych GUS w pierwszych trzech miesiącach roku polski PKB był aż o 8,5 proc. wyższy r/r (2,4 proc. k/k). Jest to stratosferyczny wynik. Zaledwie w marcu analitycy Narodowego Banku Polskiego prognozowali, że PKB w pierwszym kwartale wzrośnie o 6,8 proc. Wzrost potencjału produkcyjnego polskiej gospodarki wynosi ok. 4 proc. Skoro więc wytwarzamy dużo więcej niż potencjał, to znaczy, że gospodarka jest bardzo nagrzana, co przekłada się na ceny.

Skąd ten nadzwyczajny wzrost, przekraczający prognozy? Warto zauważyć, że w Europie Zachodniej nie ma tego zjawiska: PKB strefy euro zwiększyło się w pierwszym kwartale o 5,1 proc. r/r i zaledwie 0,3 proc. k/k. Nie było tam przyspieszenia na przełomie roku, PKB rósł w dość stabilnym tempie, a w niektórych krajach – jak Niemcy – wręcz spadł.

Musiało więc stać się coś wyjątkowego w Polsce i niektórych innych krajach regionu, jak Rumunia czy Węgry, gdzie wyniki PKB również były bardzo wysokie. Sądzę, że głównym powodem nadzwyczajnego przyspieszania – ponad prognozy formułowane kilka miesięcy temu – może być nieoczekiwanie mocny efekt inflacji w postaci zwiększonego popytu na towary na całym świecie. Konsumenci i firmy w warunkach wysokiego wzrostu cen przyspieszali zakupy towarów, ponieważ byli przekonani, że w niedalekiej przyszłości te towary będą dużo droższe. Polska jest zaś bardzo istotnym dostawcą różnych półproduktów, które firmy gromadzą w magazynach, czy towarów konsumpcyjnych, które kupują gospodarstwa domowe.

Co się stanie dalej? Listę czynników ryzyka i szans pokazałem w tabeli. Na pewno rośnie ryzyko ostrego spowolnienia gospodarki w nadchodzących kwartałach, szczególnie od drugiej połowy roku.

Głównym powodem spowolnienia może być zacieśnienie polityki pieniężnej. Jeżeli bank centralny chce obniżyć inflację, to musi sprawić, że wzrost gospodarczy będzie znajdował się przez jakiś czas poniżej wzrostu zdolności wytwórczych gospodarki – czyli poniżej 3,5-4 proc. w przypadku Polski. Niestety - trudno jest sterować gospodarką bardzo precyzyjnie, więc takie wymuszone przez politykę pieniężną spowolnienia często kończą się recesjami.

Stopy procentowe już powoli zbliżają się do poziomu, który będzie oddziaływał negatywnie na inwestycje firm (7-8 proc.). Dodatkowo inwestycje będą dołowane przez niepewność wywołaną wojną w Ukrainie.

Są też jednak poduszki bezpieczeństwa. Przede wszystkim polska populacja zwiększyła się w ostatnich miesiącach o ok. 2-4 proc. z powodu napływu imigrantów. Zakupy dokonywane przez nowych mieszkańców przekładają się na wyższy popyt konsumpcyjny. Ponadto cięcia podatków dochodowych oraz prawdopodobne uruchomienie większego strumienia funduszy europejskich mogą również wspierać popyt.

Jaki jest bilans tych czynników? Moim zdaniem przeważający będzie impuls monetarny, który będzie musiał przydusić gospodarkę, by osiągnąć obniżenie inflacji. Inne czynniki w końcu zejdą na dalszy plan. W takich warunkach koniunkturę uratować może tylko jedno: utrzymanie wysokiej inflacji. Tylko czy ktoś będzie tego chciał?