Rozpoczęte reformy muszą być kontynuowane

Agnieszka Zielińska
opublikowano: 21-11-2006, 00:00

Prace nad aktualnymi planami dla Warszawy trwają. A stolica potrzebuje kontynuacji reform — centralizacji i podliczenia majątku.

„Puls Biznesu”: Aktualnymi planami objęte jest dziś zaledwie 15 proc. obszaru Warszawy — głównie rejony peryferyjne. Praga-Północ, Ochota, Ursus i Wola nie mają planów. To chyba nie najlepiej świadczy o stolicy?

Michał Borowski: Twierdzenie, że tylko 15 proc. Warszawy ma aktualne plany, jest mylące. Należy raczej mówić o proporcji planów w stosunku do obszarów zurbanizowanych. Precyzyjnie — blisko 20 proc. powierzchni stolicy ma aktualne plany. Nie ma przecież żadnego znaczenia, że nie mają ich dolina Wisły, Kampinos czy Las Młociński.

Nie zapominajmy przy tym, że trzy lata temu w Warszawie wygasły wszystkie plany uchwalone do 1995 r. I słusznie, bo były one wyjątkowo szkodliwe dla miasta. Plan ogólny z 1992 r. zaś — po prostu katastrofalny. Pozwalał na wszystko! Przykład? W 1995 r., na Żoliborzu, w okolicach ul. Rydygiera, uchwalono plan, zgodnie z którym miały tam powstać fabryki...

Zdaniem architekta Grzegorza Buczka, za pana kadencji uchwalono tylko 15 planów miejscowych.

Trudno to komentować. Zostały uchwalone 33 plany. A w tej chwili pracujemy nad 120 planami zagospodarowania przestrzennego.

Inwestorzy uważają jednak, że lepszy nawet zły plan niż żaden...

Kolejny mit. Kilka lat temu dla rejonu Portu Praskiego powstał plan, który zakładał, że stanie tam — naprzeciwko Starego Miasta — 12 wieżowców. Kiedy rozpocząłem urzędowanie, odłożyłem go na półkę. Gdyby jego realizacja doszła do skutku, byłaby to ingerencja w krajobraz miasta na niespotykaną dotąd skalę!

W sytuacji, gdy nie ma planu, pozwolenia wydawane są na podstawie warunków zabudowy. Inwestorzy narzekają, że trwa to miesiące, czasami lata... Dlaczego tak się dzieje?

Jeśli kilku inwestorów narzeka, to nie znaczy, że w całym mieście są problemy. Średni czas oczekiwania na pozwolenie na budowę trwa 63 dni. W ciągu ostatnich 12 miesięcy wydaliśmy decyzję o warunkach zabudowy na 100 tys. nowych mieszkań. Powstaną one na Żoliborzu, Białołęce, w Wilanowie, Wawrze, a także na Ochocie i Woli. Są takie obszary, gdzie wydanie takiej decyzji jest trudne — zwłaszcza gdy muszą pojawić się tam tereny publiczne i drogi. Mogą być one ustalone tylko w planie miejscowym, który trzeba jeszcze zrealizować. Miasto musi wykupić tereny pod drogi, parki, przedszkola... W skali miasta są to ogromne pieniądze.

W maju tego roku odbyło się sympozjum „Czy Warszawa staje się miastem Trzeciego Świata?”. Chaotyczna zabudowa, ogrodzone osiedla i prowizoryczne targowiska w centrum — do tego, zdaniem uczestników, prowadzą. Pana to oburzyło, dlaczego?

Bo to ogromna przesada. Nie ukrywam, miasto ma wiele problemów. W Warszawie, podobnie jak w większości polskich miast, zarządzanie tkwi jeszcze w poprzedniej epoce. Poza tym brak spójności systemu prawnego. U nas własność prywatną i dobro publiczne stawia się na jednej szali. W praktyce — jest mniej ważne niż prywatne.

Ile upłynie czasu, zanim stolica upodobni się do innych europejskich metropolii? W Wielkiej Brytanii nie ma planów zagospodarowania, a mimo to nie ma chaosu w przestrzeni...

Jest za to władza samorządowa. Lokalne władze całkowicie panują nad tym, co się tam buduje. Nie oznacza to, że każdy może budować, co chce. Niedawno, po kilkunastu latach dyskusji, władze Londynu zgodziły się na to, aby w city wybudować nowy wieżowiec. To była jednak decyzja polityczna.

Ogłosił pan niedawno „Studium o wielkiej Warszawie”. Mówi się w nim o inwestycjach w transport publiczny i drogi, nowym centrum, deptakach i zagospodarowaniu brzegów Wisły. Warszawa ma się rozwijać harmonijne i szybko. Czy będzie ono wiążące w przyszłości?

To zależy od Rady Miasta. Dopóki ona nie zmieni ustaleń studium, każdy plan musi być z nim zgodny.

Urbaniści i architekci są zdania, że studium to tylko słowa, bez konkretów. Architekt Magdalena Staniszkis w wypowiedzi dla „Gazety Wyborczej” powiedziała, że grozi nam rozproszenie zabudowy w mieście i zniszczenie wielkoprzestrzennej struktury Warszawy. Co pan na te zarzuty?

Jestem zdruzgotany! Tak precyzyjnego opracowania Warszawa jeszcze nie miała. To pierwszy zdecydowany krok na drodze do stworzenia ładu przestrzennego miasta. Nieprawdziwe i krzywdzące jest mówienie, że studium to tylko marzenie. Ten dokument został uchwalony przez Radę Miasta i obowiązuje wszystkich urzędników!

Urbanizacja bez inwestycji w drogi, mosty, tramwaje czy metro przynosi fatalne skutki. Widać to na co dzień — w korkach. Musi się to zmienić!

Nie będzie łatwo — wieloletnie zapóźnienia, niekorzystny podział miasta. Przez 13 lat — od 1989 do 2002 r. — podzielona na samorządne gminy Warszawa była zarządzana bezplanowo. Jak słyszę, że stolica powinna znów zostać podzielona, to ręce mi opadają... Bez centralnego zarządzania nie ma szans na sprawne zarządzanie!

A co z centrum miasta? Dlaczego tyle lat nie udało się nic zrobić? Niedawno uchwalono plan zagospodarowania narzucający niską zabudowę, a odłożono do szuflady plan z 1992 r. Skąd ta zmiana?

Od 1992 r. przez 10 lat wydano 2 mln zł na prace planistyczne. Wiosną 2002 r. komisja Rady Urbanistyczno-Architektonicznej wydała druzgocącą krytykę przygotowanego planu. Poza tym — jeszcze nie był on gotowy. Przystąpiliśmy więc do nowych prac i po dwóch latach je zakończyliśmy. Zachowaliśmy park Świętokrzyski, przewidzieliśmy plac miejski, a intensywną zabudowę ograniczyliśmy o połowę. Nie mówię, że nie powinno się budować w Warszawie wysokich budynków — ulica Grzybowska już wkrótce będzie przypominać... Chicago. Uważam jednak, że Pałac Kultury nie zniknie, jeżeli zabuduje się go wieżowcami. Ważniejsze jest zwiększenie przestrzeni publicznej, m.in. placów.

Chęć osiągnięcia zysku przez deweloperów powoduje, że tracą oni często zdrowy rozsądek i budują blokowiska. Za kilkanaście lat zostaną one oceniane równie źle, jak te z czasów Gierka. Czy miasto ma instrumenty, aby tę tendencję zahamować?

Deweloperzy, którzy dostają odmowę, mają pretensje. Pytają, dlaczego intensywność zabudowy w danym kwartale nie może być wyższa? Bo nie może być tak, że wolno wszystko.

Rząd ogłosił niedawno plany budowy stadionu narodowego w miejscu Stadionu Dziesięciolecia. Nikt jednak nie prowadzi przygotowań do usunięcia stamtąd bazaru. Przeniesienie kupców staje się problemem politycznym?

Realizacja tej inwestycji wymaga takiej decyzji. Ten bazar jest skandalem, wstydem dla miasta. Aby rozwiązać problem targowisk, zaproponowałem Radzie Miasta stworzenie centralnego zarządu targowisk, który byłby gospodarzem wszystkich nowych targowisk. Niestety, radni nie zgodzili się na to. Podejrzewam, że istnieje silne lobby, chcące utrzymać obecny stan. Z parkingami jest dokładnie ten sam problem.

Czeka nas druga tura wyborcza, może zmienić się ekipa rządząca miastem. Czego pan oczekiwałby?

Kontynuacji rozpoczętych reform. Najważniejszą z nich było scalenie miasta w 2003 r. w jeden organizm. Poza tym większa część zarządów miejskich została przekształcona w spółki, dzięki czemu mają lepszą księgowość i są w stanie sprawnie funkcjonować. Wiele reform nie zostało jednak rozpoczętych, bo w 2005 r. prezydent zdecydował się na kandydowanie na prezydenta Polski. Przykład? Zarządzanie majątkiem miasta. Tkwi ono jeszcze w poprzednim systemie. Ustawa o finansach publicznych stymuluje wygląd księgowości miejskiej. W praktyce mamy tylko rachunek wyników, a bilansu nie. Nikt nie wie, jaka jest wartość majątku miejskiego...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Zielińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu