Przyszłoroczna oferta Multimediów umożliwi części właścicieli wyjście
z inwestycji. Na rozwój pójdzie jedna czwarta zebranych pieniędzy.
Multimedia Polska, jeden z liderów rynku telewizji kablowej, chcą w połowie przyszłego roku pozyskać z giełdy od 610 do 690 mln zł. Byłaby to jedna z największych ofert publicznych w ostatnich latach. Po co spółce taka kwota, skoro najważniejsze inwestycje chce zrealizować jeszcze przed debiutem na parkiecie?
— 25-30 proc. akcji sprzedadzą dotychczasowi akcjonariusze, fundusze i prywatni inwestorzy — wyjaśnia Marek Szeliga, prezes Multimediów.
W ten sposób wyjdą oni ze spółki, której głównym udziałowcem jest dość tajemniczy holenderski fundusz UNP Holdings (96 proc. kapitału). Szczegółów jego akcjonariatu Multimedia nie chcą ujawnić.
Według prezesa, na inwestycje pójdą środki z nowej emisji Multimediów (około 10 proc. kapitału). Oznaczałoby to, że w momencie wejścia na giełdę chciałyby one uzyskać od 160 do 190 mln zł (w zależności od wyceny firmy).
W przyszłym roku na rozwój i modernizację sieci spółka chce przeznaczyć do 180 mln zł.
—- Kwota ta może być większa, ale to zależy od powodzenia planów giełdowych — mówi Marek Szeliga.
Jeszcze w tym roku Multimedia dzięki kredytom i funduszom własnym chcą przystosować sieci kablowe w 40 miastach do świadczenia usług internetowych i telefonicznych. Telefonia głosowa ma ruszyć najpierw w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie do końca 2004 r. przy współpracy z TeleNetem, operatorem telefonii stacjonarnej, spółka chce pozyskać około 5 tys. klientów. W 2005 r. mają zostać zmodernizowane sieci w kolejnych 20 miastach.
Już po debiucie giełdowym Multimedia planują uruchomienie telewizji cyfrowej.
— W Gdyni budujemy pierwszą stację bazową, która oprócz 60 kanałów analogowych będzie emitować 20 do 25 cyfrowych — ujawnia Marek Szeliga.
Chce zaproponować je abonentom z Gdyni, Torunia, Łodzi, Szczecina, Stargardu Szczecińskiego i Gorzowa Wielkopolskiego. Dostępne będą pakiety HBO, Cyfry+ oraz 15 do 20 nowych kanałów.
— Chcemy wystartować także z usługami dodatkowymi, jak Near Video On Demand czy Pay Per View. Ich rozwój blokuje jednak brak określonego dysponenta praw autorskich do utworów, które mogłyby być w ten sposób rozpowszechniane — dodaje Marek Szeliga.