Robi się nerwowo. Kolejne posiedzenie RPP i perspektywa redukcji stóp to nie lada gratka dla inwestorów. W ciągu jednego dnia rentowność polskich papierów może spaść — dajmy na to — o 50 punktów bazowych, przez co ich cena wzrośnie o tyle samo. W wakacje, czyli w okresie, gdy na giełdzie raczej nie da się zarobić, perspektywa takich zysków — i to w tak krótkim czasie — jest bardzo kusząca. Ale z drugiej strony, jeśli RPP stóp nie przytnie, to może się okazać, że inwestycja w polskie papiery nie będzie warta funta kłaków.
Dylematy inwestorów krótkoterminowych należą jednak do kategorii „obyśmy wszyscy takie mieli”. Są to bowiem problemy ludzi bogatych lub przynajmniej dysponujących sporymi środkami.
Tymczasem większość polskich przedsiębiorców do tej grupy się nie zalicza. Wręcz przeciwnie. Dla nich każda redukcja stóp procentowych oznacza spadek oprocentowania kredytów. Może niewielki, ale zawsze. Staje się to tym bardziej istotne, że drugi miesiąc z rzędu rośnie produkcja. Rodzime firmy dysponują co prawda sporymi mocami produkcyjnymi, zresztą częściowo nie wykorzystanymi, jednak przy ich uruchamianiu mogą potrzebować kapitału krótkoterminowego. Konieczne może też okazać się zaciąganie pożyczek na odnawianie majątku trwałego, na inwestycje.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują bowiem, że jeśli ożywienie jeszcze nie nadeszło, to niedługo powinno. Jednocześnie jednak wróci niebezpieczeństwo wzrostu inflacji. Konsumenci nie rzucą się też raczej pierwszego września do kupowania dóbr luksusowych. Niebezpieczeństwa więc nie ma.
Jest natomiast szansa, że jednorazowo, skokowo, poprawi się sytuacja konkurencyjna polskich firm w powoli odżywającej globalnej gospodarce. Dlatego obniżka stóp — choćby symboliczna — jest jak najbardziej wskazana.