A wszystko za sprawą przebicia przez ropę kolejnej psychologicznej bariery poniżej 28 USD za baryłkę. To przyczyniło się do wycofania się inwestorów z aktywów największego na świecie eksportera energii.
W czwartek za dolara trzeba było zapłacić już ponad 85 rubli. Rentowności rządowych pięciolatek wzrosły o 13 punktów bazowych do 11,05 proc., najwyższego poziomu od października. Rubel tym samym jest jeszcze tańszy niż w szczycie rosyjskiego kryzysu finansowego, który przypadł na grudzień 2014 r.

Analitycy są zdania, że rosyjski bank centralny w końcu zainterweniuje.
Prezes Elwira Nabiullina powiedziała wyraźnie, że Bank Rosji nie ma zamiaru wspierać waluty, przynajmniej w obecnej sytuacji. Nabiullina argumentowała, że wycena rubla zbliżyła się do „poziomu fundamentalnego” i dodała, że „interwencja nastąpi, tylko w przypadku zagrożenia stabilności finansowej. Teraz takiego ryzyka nie ma”.
- Jesteśmy przekonani jednak, że Bank Rosji może nie być w stanie dłużej tolerować tak szybkiego tempa deprecjacji rubla i może wkroczyć po raz pierwszy od grudnia 2014 r. Dzienne osłabienie rzędu 4-5 proc., jeśli będzie się wydłużało, może wywołać panikę wśród rosyjskich gospodarstw domowych, które zaczną kupować dolary, tak jak działo się to pod koniec 2014 r. – powiedział w rozmowie z Financial Times Piotr Matys z Rabobanku.