Rusza wielka nagonka na sklepy

Wiktor Szczepaniak
12-12-2007, 07:33

Producenci i pracownicy od dawna narzekali na złe traktowanie przez wielkie sieci handlowe. W końcu pod lupę wezmą je władze UE.

Kończą się złote czasy dla sieci wielkich sklepów, które podzieliły między siebie rynek handlowy w Unii Europejskiej. Wskutek trwającej od lat konsolidacji osiągnęły one tak silną pozycję w UE, że ich partnerzy handlowi i pracownicy coraz głośniej domagają się pomocy wobec nadużywania przez sieci dominującej pozycji. Głosów krytyki było ostatnio tak wiele, zwłaszcza po fali ostrych podwyżek cen żywności, że problemem zainteresował się Parlament Europejski.

Lista krzywd

Wskutek ostrej krytyki płynącej z wielu krajów grupa posłów Parlamentu Europejskiego (m.in. z Polski, Węgier, Wielkiej Brytanii i Francji), reprezentujących różne frakcje polityczne, przygotowała projekt deklaracji w sprawie zbadania nadużyć, których dopuszczają się wielkie sieci handlowe na terenie UE.

— Jesteśmy w trakcie zbierania podpisów pod tym projektem. Jeśli do końca stycznia 2008 r. zbierzemy podpisy ponad połowy posłów, to stanie się on oficjalnym stanowiskiem Parlamentu Europejskiego, obligującym Komisję Europejską do zajęcia się problemem. Poparcie dla deklaracji jest duże. Lobbują za nią m.in. organizacje branżowe z wielu krajów UE — mówi Janusz Wojciechowski, poseł Parlamentu Europejskiego z ramienia PSL Piast, jeden z autorów projektu.

Na liście nadużyć są m.in. wymuszanie na dostawcach obniżek cen produktów poniżej poziomu opłacalności i narzucanie im nieuczciwych warunków współpracy. Autorzy projektu podkreślają, że są na to dowody zebrane w całej UE.

„Parlament Europejski wzywa więc Dyrekcję Generalną ds. Konkurencji do zbadania wpływu, jaki koncentracja sektora dużych supermarketów w UE wywiera na małe przedsiębiorstwa, dostawców, pracowników i konsumentów, a w szczególności wszelkich przypadków nadużywania przez nie siły nabywczej” — czytamy w projekcie deklaracji.

Problemy z tzw. opłatami półkowymi, jakie dostawcy muszą ponosić, współpracując z sieciami, znają doskonale także polscy producenci. Krajowa Rada Drobiarstwa doliczyła się niedawno aż 20 różnego rodzaju dodatkowych opłat, upustów i usług, które sieci wymuszają na dostawcach.

Pospolite ruszenie

Przedstawiciele sieci widzą sprawy nieco inaczej.

— Znane są nam zarzuty w sprawie rzekomo nielegalnych opłat, jakie pobieramy od dostawców za promocję sprzedaży ich towarów w naszych sklepach. Prawda jest jednak taka, że przy sporządzaniu umów trzymamy się prawa. Według Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, pobieranie opłat marketingowych od dostawców nie jest nielegalne, a świadczenie im usług marketingowych, takich jak np. reklama w naszych gazetkach czy umieszczenie towaru w wybranym przez dostawców miejscu, nie stanowi czynu nieuczciwej konkurencji. Są to usługi wspomagające sprzedaż, przynoszące korzyści dostawcom — mówi Renata Juszkiewicz, wiceprezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji oraz szefowa przedstawicielstwa Metro Group w Polsce.

Dostawcy wiedzą jednak swoje. Mało kto jest świadom, że polscy producenci drobiu prowadzili w ostatnich miesiącach cichą woj- nę z wielkimi sieciami handlowymi i wywalczyli so- bie lepsze warunki współ- pracy.

— Rozmowy się ślimaczyły aż do momentu, gdy wszystkie firmy drobiarskie dostarczające mięso do jednej z czołowych sieci hipermarketów w Polsce złożyły wypowiedzenia umów handlowych. W rezultacie zawarły nowe umowy na dużo lepszych warunkach — mówi Leszek Kawski, dyrektor Krajowej Rady Drobiarstwa.

Udało się im m.in. wywalczyć równe terminy płatności i kary umowne dla obu stron, a także obowiązek konsultacji przy wprowadzaniu promocji (do tej pory często promocje były narzucane z dnia na dzień).

Za ciosem chce pójść także branża mięsna. Witold Choiński, prezes związku Polskie Mięso, twierdzi jednak, że w tym sektorze nie dałoby się powtórzyć „manewru drobiarskiego”. Optuje więc za przygotowaniem propozycji zmian w prawie, które zagwarantują partnerskie warunki współpracy dostawców z sieciami. Do tego projektu chcą się przyłączyć

Kontrowersji nie zabraknie

Resort gospodarki pod wodzą Waldemara Pawlaka chce wyeliminować przyjętą przez poprzednie władze ustawę o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych, która wprowadziła wymóg uzyskiwania zezwoleń dla sklepów o powierzchni ponad 400 mkw. Ustawa wyrosła m.in. na gruncie krytyki działalności wielkich sieci handlowych. W zamyśle autorów miała chronić przed nadmierną ekspansją wielkich sklepów i przed uzyskaniem przez nie dominującej pozycji na rynku. Pod tym względem ma więc wiele wspólnego z projektem deklaracji Parlamentu Europejskiego w sprawie nadużywania władzy przez duże supermarkety. Po skasowaniu ustawy temat regulacji handlu może więc wrócić. Tym razem z Bruksel

Wiktor Szczepaniak, w.szczepaniak@pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Rusza wielka nagonka na sklepy