Największa firma w branży kupiła pierwsze partie pszenicy z tegorocznych zbiorów — po 440 zł za tonę. Czy to ustawi ceny skupu?
Tegorocznemu skupowi zbóż, który pierwszy raz prowadzony jest na zasadach wolnorynkowych, towarzyszy prawdziwa gra psychologiczna pomiędzy firmami skupującymi zboże i jego producentami. Do tej pory polegała na przedstawianiu sugestii i prognoz. Teraz pora na czyny.
Sondowanie rynku
— Choć żniwa nie ruszyły jeszcze pełną parą, kupiliśmy już pierwsze partie pszenicy konsumpcyjnej z tegorocznych zbiorów na Opolszczyźnie. Płacimy od 440 zł za tonę bez VAT w elewatorach przymłynowych, do 420 zł w elewatorach wolno stojących — mówi Piotr Szysz, dyrektor ds. skupu w firmie Polskie Młyny.
Na rękę, z VAT, rolnicy mogą więc dostać około 460 zł. Za żyto Polskie Młyny płacą 340 zł za tonę, bez VAT.
— Kiedy na rynku pojawi się więcej zboża, cena skupu może spaść — zastrzega Piotr Szysz.
Tego obawiają się rolnicy. Pamiętają, że przed żniwami Polskie Młyny prognozowały cenę skupu w przedziale 390-440 zł za tonę.
— Z powodu takiej propagandy wielu rolników wstrzyma się ze sprzedażą zboża w oczekiwaniu na rozwój sytuacji i lepsze ceny — mówi Cezary Grządkowski, specjalista ds. skupu w należącej do Agencji Rynku Rolnego spółce Elewarr, będącej graczem numer dwa w skupie zbóż konsumpcyjnych.
Za tonę zboża firma chce oferować w tym sezonie nie więcej niż 101 EUR (430-450 zł) w zależności od regionu.
Apele i rady
Niektóre organizacje i izby rolnicze namawiają rolników, aby nie sprzedawali pszenicy poniżej 500 zł za tonę. Radzą im poczekać do 1 listopada na unijny skup interwencyjny, w którym za tonę pszenicy, jęczmienia lub kukurydzy dostaną 101 EUR.
— Nie pozwólmy się wykorzystać. Apelujemy do wszystkich rolników, by nie sprzedawali zbóż poniżej kosztów produkcji — mówi Zbigniew Kaszuba, wiceprezes Krajowej Federacji Producentów Zbóż.
Organizacja ta szacuje koszt produkcji 1 tony pszenicy na 480 do 530 zł.
Bogdan Judziński, prezes Izby Zbożowo-Paszowej, krytycznie odnosi się do zachowania producentów zbóż.
— Na silnie rozproszonym, polskim rynku zbożowym nie ma graczy, którzy mogą ustawiać ceny w skali całego kraju. Podobnie jest po stronie podaży — mówi Bogdan Judziński.
Podkreśla, że analizując opłacalność produkcji zboża w Polsce nie należy zapominać o unijnych dopłatach, dzięki którym rolnicy otrzymają dodatkowo około 500 zł od każdego hektara upraw.