Ruszył strumień pieniędzy z planu Junckera

Rok temu szło słabo, ale polskie firmy nauczyły się zdobywać pieniądze. Unijne instytucje chętnie sfinansowałyby też morskie wiatraki i atom.

Jeśli można mieć coś za darmo, to po co płacić? To słuszne przekonanie sprawiło, że jeszcze w zeszłym roku Polska była wśród największych maruderów pod względem pozyskiwania przez firmy pieniędzy z tzw. planu Junckera oraz z unijnego Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko.

Wyświetl galerię [1/2]

GRANTY PRZESZKADZAJĄ: Witold Słowik, wiceminister rozwoju, przyznaje, że polskie firmy przyzwyczaiły się do dostawania pieniędzy z Unii bez konieczności ich zwracania. Wielkich inwestycji tak się jednak nie sfinansuje. Potrzebne są kredyty, np. z planu Junckera. Fot. Grzegorz Kawecki

— Polskie firmy przyzwyczaiły się po prostu do grantów, czyli pomocy bezzwrotnej. Polska jest największym w Unii beneficjentem takiej pomocy, ale wielkich inwestycji w ten sposób sfinansować się nie da. Przy wielkich projektach trzeba już sięgnąć po pomoc zwrotną, czyli kredyty, np. w ramach planu Junckera. Wymagało to pracy, ale zrobiliśmy w tym obszarze wielki krok naprzód — mówi Witold Słowik, wiceminister rozwoju.

Trzy umowy w drodze

Dziś, jak chwali się Ministerstwo Rozwoju, Polska ma szóste miejsce pod względem wartości zatwierdzonego wsparcia w ramach planu Junckera, a w ramach POIiŚ zakontraktowała już 58 proc. dostępnych funduszy.

— Jeszcze rok temu wyglądało to źle, wręcz tragicznie — przyznaje Witold Słowik. Na uwagę zasługuje zwłaszcza skok w wykorzystaniu pieniędzy z planu Junckera. To program, za pomocą którego Komisja Europejska chce ożywić inwestycje w Europie i zakłada, że uda się w ten sposób uruchomić projekty o wartości 315 mld EUR (81 proc. tego celu już zostało zrealizowane). Nie ma w tym planie podziału na budżety narodowe, do wykorzystania przez poszczególne państwa. Państwa konkurują więc pomiędzy sobą, co Polsce wychodziło dotychczas słabo. Teraz jest lepiej, a tzw. zatwierdzone wsparcie dla polskich inwestycji wynosi 2,52 mld EUR.

— Na początku 2018 r. podpisane zostaną kolejne trzy umowy na wsparcie: z BGK, z PKP Linią Hutniczą Szerokotorową i z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym. Na etapie oceny jest jeszcze 17 inwestycji — zapowiada Witold Słowik. W ramach POIiŚ Polska zakontraktowała już 62,5 mld zł dofinansowania. Witold Słowik podkreśla, że to więcej, niż wynosiły rządowe plany na ten rok.

Węgla już nie chcą

Pieniędzmi pochodzącymi z planu Junckera zarządza, na poziomie europejskim, Europejski Bank Inwestycyjny (EBI).

— Początki były powolne, bo potrzebowaliśmy czasu, by dotrzeć do potencjalnych klientów. Firmy nawet nie wiedziały, że się kwalifikują do wsparcia. W marketingutych rozwiązań pomogło nam ministerstwo — mówi Piotr Michałowski, szef warszawskiego oddziału EBI. Zielone światło od EBI, w ramach planu Junckera, dostały już 24 projekty. Ich profil jest różnorodny, bo mowa o przedsięwzięciach prywatnych i publicznych, spożywczych i energetycznych, związanych z tradycyjną produkcją i czysto cyfrowych.

— Jesteśmy też otwarci na rozmowy np. o morskich farmach wiatrowych czy elektrowni atomowej — wskazuje Piotr Michałowski. Początkowo na liście rządowych propozycji do planu Junckera były też projekty węglowe, ale już ich nie ma.

— EBI nie finansuje bowiem projektów, które charakteryzuje emisyjność wyższa niż 550 g dwutlenku węgla na kilowatogodzinę. Rozmawiamy natomiast chętnie o projektach koksowniczych — mówi Piotr Michałowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Ruszył strumień pieniędzy z planu Junckera