Ruszyła karuzela z herosami

Mira Wszelaka
opublikowano: 2005-05-04 00:00

Nie chcę, ale muszę. Czy taki scenariusz czeka nas w najbliższych tygodniach i miesiącach? Wydaje się, że alternatywy nie ma.

To, że Marek Belka poda się do dymisji, jest już w zasadzie przesądzone. Pytanie tylko, co na to prezydent i posłowie? Czy nie jesteśmy uczestnikami pewnej gry politycznej, gdzie karty już dawno zostały rozdane, scenariusze nakreślone, a media bez potrzeby biją pianę? Czy wreszcie, ktoś trzyma jakiegoś asa w rękawie?

W tej lawinie pytań, którą pewnie można byłoby mnożyć, jedno jest wiadome — wybory odbędą się jesienią.

Co do tego, jak rzadko kiedy, koalicja i opozycja są zgodne. Trudno się dziwić, że Sojusz Lewicy Demokratycznej nie chce jeszcze rezygnować z ciepłych posadek i zabezpieczania swoich interesów, wiedząc, że po wyborach tylko niewielka część może liczyć na come back, reszta w nowych garniturach będzie próbowała wskoczyć na tratwę powstającej Partii Demokratycznej.

Wyścig z czasem?

A opozycja? Niby oficjalnie zabiega o wcześniejsze wybory, bo inaczej nie wypada. W rzeczywistości jednak chce totalnej deprecjacji lewicy, wykorzystując czas na zbijanie kapitału politycznego i wyścig na sondażowe słupki.

— To nie tak, jesteśmy odpowiedzialną opozycją i jeżeli tylko byłaby możliwość skrócenia kadencji tego rządu, to z pewnością byśmy z niej skorzystali. Takiej możliwości jednak nie ma, co pokazało głosowanie nad wotum nieufności dla Jacka Sochy, ministra skarbu — mówi Kazimierz Marcinkiewicz, poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Skoro wiadomo, że czerwcowy termin wyborów nie wchodzi w grę, co więc szykuje polskiej scenie politycznej niezbyt łaskawy los? W najbardziej prawdopodobnym scenariuszu prezydent nie przyjmuje dymisji premiera, a ten mimo że oficjalnie zapowiedział koniec swojej misji, zgodzi się na dalszą premierowską posługę do 25 września. Co więcej, stanowisko szefa rządu będzie mógł wykorzystać do kampanii promocyjnej nowego ugrupowania — Partii Demokratycznej. To tzw. wariant prezydencki.

Wariant ludowców

Swoją alternatywną wersję szykuje pod wodzą Polskiego Stronnictwa Ludowego Sejm.

5 maja, po braku zgody Sejmu na samorozwiązanie (co jest niemal pewne), a prezydenta — na dymisję rządu, posłowie składają konstruktywne wotum nieufności wobec premiera Belki. Jeżeli uda się im zgromadzić 231 głosów, wtedy dojdzie do wyboru tzw. technicznego premiera. Taką koncepcję forsuje PSL, oczyma wyobraźni widząc na stanowisku szefa rządu Waldemara Pawlaka lub Józefa Zycha.

— Rzeczywiście pracujemy nad taka koncepcją i szukamy dla niej poparcia u innych klubów. Nie upieramy się przy premierostwie Waldemara Pawlaka, ale byłoby nam miło. Niestety, trudno będzie nam zmontować koalicję, bo poparcie dla takiej idei byłoby źle przyjęte przez opinię publiczną —mówi Eugeniusz Kłopotek, poseł PSL.

Jest jeszcze trzeci, najbardziej skomplikowany wariant, kiedy prezydent przyjmuje dymisję, co tym razem jest mało prawdopodobne. Wtedy polską scenę polityczną czeka zamęt i kolejne próby sił między Sejmem a prezydentem.

Zapatrzeni w siebie

Niewykluczone też, że Aleksander Kwaśniewski będzie zastanawiał się nad przyjęciem dymisji aż do września, a jeśli ostatecznie zdecyduje się to zrobić, to decyzja zapadnie najwcześniej po posiedzeniu Rady Europy 17 maja.

— Ostateczna decyzja co do losów rządu będzie wypadkową gry interesów politycznych w konkretnym dniu rozgrywki. Widać jednak, że mamy do czynienia z jakąś niepisaną umową odnośnie do funkcjonowania świata polityki. Efektem tego jest zjawisko całkowitej alienacji klasy politycznej, która nie czuje żadnej odpowiedzialności za ten kraj — konkluduje Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.