Dzisiaj niemiecki koncern RWE powinien sfinalizować rozmowy w sprawie udziału w prywatyzacji warszawskiego Stoenu. Według nieoficjalnych informacji, w negocjacjach ze związkowcami kością niezgody są gwarancje zatrudnienia. Pracownicy chcą 10 lat, RWE daje 5.
Okres gwarancji zatrudnienia to, według nieoficjalnych informacji, jedyna poważna rozbieżność między inwestorem, niemieckim RWE, a pracownikami Stoenu — warszawskiego dystrybutora energii elektrycznej. Wyjściowe stanowiska stron różniły się skrajnie. Związkowcy żądali podobno aż 15- -letniej ochrony, Niemcy proponowali 2-3 lata. Ostatecznie inwestor zgodził się zagwarantować 1700-osobowej załodze pracę na 5 lat. Związkowcy jeszcze w piątek twardo upierali się przy 10 latach.
Tak długotrwałe gwarancje dla załogi wynegocjowano w historii prywatyzacji tylko dwukrotnie. Podobnie było również w spółkach energetycznych słynących z wyjątkowo bogatych pakietów socjalnych. Na 10-letnią ochronę dla załogi zgodził się Elektrim, kupując Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin. Nic nie wskazuje jednak na to, żeby holding przywiązywał przesadną wagę do ustaleń zawartych w pakiecie, czego najlepszym dowodem jest opóźnianie wykupu akcji pracowniczych. Drugi podobny przypadek zdarzył się w Elektrowni Połaniec. Belgijski Tractebel także zagwarantował załodze 10-letnie zatrudnienie. Ostatecznie jednak w ramach programu dobrowolnych odejść już po roku spółkę opuściło — oczywiście za sowitym wynagrodzeniem — blisko 700 osób.
Upór związkowców ze Stoenu może być nie w smak Wiesławowi Kaczmarkowi, ministrowi skarbu, który głośno pomstował na wygórowane żądania załóg przy okazji prywatyzacji grupy G-8. Jeśli pracownicy warszawskiej spółki nie obniżą żądań w tym zakresie, resort może zdecydować się na uzgodnienie z inwestorem standardowego pakietu, który może być mniej korzystny dla załogi.
W ubiegłym tygodniu negocjatorom udało się uzgodnić niemal wszystkie pozostałe istotne elementy pakietu. Ustalono m.in., że za akcje pracownicze RWE zapłaci 65 proc. ceny, jaką za swoje walory otrzyma Skarb Państwa. Można szacować, że przeciętnie na jednego pracownika stołecznej spółki przypadnie z tego tytułu blisko 100 tys. zł.
Kolejne 9 tys. zł ma otrzymać każdy członek załogi Stoenu w postaci wypłaconej jednorazowo tzw. premii prywatyzacyjnej.
Spośród spraw finansowych nie uzgodniona pozostaje już tylko kwestia podwyżek. Inwestor chce podobno zagwarantować pracownikom inflacyjny przyrost płac, co — biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynku pracy — jest i tak niezłą propozycją. Związkowi negocjatorzy chcą jednak więcej. Ile? Dokładnie nie wiadomo.
Bezproblemowo udało się natomiast załatwić istotną dla związkowców sprawę — wpisanie ustaleń zawartych w pakiecie socjalnym do układu zbiorowego pracy.