Ryanair: po co drugi pilot?

RAV, BLOOMBERG
opublikowano: 06-09-2010, 00:00

Tani przewoźnik lotniczy z Irlandii ma kolejny kontrowersyjny pomysł na ścięcie kosztów.

Tani przewoźnik lotniczy z Irlandii ma kolejny kontrowersyjny pomysł na ścięcie kosztów.

Michael O’Leary, szef Ryanair Holdings, największych tanich linii lotniczych na Starym Kontynencie, sypie pomysłami na oszczędności jak z rękawa: proponuje kabiny dla stojących pasażerów i wprowadzenie opłat za toalety. Posunął się nawet jeszcze dalej.

— Po co każdy samolot ma mieć dwóch pilotów? Tak naprawdę potrzebny jest tylko jeden. Niech komputery sterują lotem — twierdzi Michael O’Leary.

Jego zdaniem, takie rozwiązanie nie zagroziłoby bezpieczeństwu, nawet gdyby jedyny pilot na pokładzie dostał np. ataku serca.

— Jeden z członków załogi będzie przeszkolony w procedurach lądowania. W nagłym przypadku on przejmie kontrolę nad maszyną — tłumaczy szef linii.

Choć jego pomysły wydają się absurdalne, to w czasach, gdy podniebni przewoźnicy liczą coraz większe straty, nabierają innego wymiaru. Tym bardziej że Michaelowi O’Leary’emu nie można zarzucić braku przedsiębiorczości. W ciągu minionej dekady Ryanair wyrósł z małej regionalnej linii lotniczej na potężnego przewoźnika. W tym czasie aż dziewięciokrotnie zanotował zysk netto, nawet mimo globalnego kryzysu.

Przewoźnik zatrudnia 7 tys. osób, obsługuje 1,1 tys. lotów do 155 miast w 26 krajach. W lipcu 2010 r., jako pierwszy przewoźnik w Europie, przewiózł ponad 7 mln pasażerów w ciągu miesiąca.

Wartość rynkowa Ryanaira sięga 7,2 mld USD. Aer Lingus oraz easyJet, jego najwięksi rywale, są warci 612 mln i 2,3 mld USD.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: RAV, BLOOMBERG

Polecane