Cena akcji wielobranżowej spółki SZAR już na starcie osunęła się o 47 proc. w stosunku do teoretycznego kursu odniesienia (TKO), a później spadki nawet się pogłębiły. Wszystko dlatego, że TKO wyznaczono na poziomie 0,30 zł, trzykrotnie wyższym niż cena emisyjna, po jakiej jesienią spółka sprzedała 10 mln akcji serii C, wprowadzonych właśnie do obrotu (obok 20 mln akcji serii B). Ci, którzy je kupowali, i tak mieli okazję do wyjścia z inwestycji z przyzwoitym zyskiem, sięgającym nawet 50 proc. brutto.
Na razie takiej szansy nie dostali ci, którzy kupowali akcje Atalntisu Energy, płacąc za nie 3,20 zł za sztukę. Giełda zdecydowała, że firma, której jedynym aktywem jest mała elektrownia wiatrowa (kupiona za 3 mln zł) nie jest warta ponad 33 mln zł, czyli tyle, ile wynikałoby z przemnożenia ilości wyemitowanych akcji przez wspomnianą cenę emisyjną, ale nieco ponad 3 mln zł, a więc tyle, ile wynosi suma bilansowa firmy. TKO wyznaczono na 0,30 zł, ale już na pierwszej sesji zlecenia kupna i sprzedaży opiewały na ponad 6 zł. Kursu nie udało się zrównoważyć przez kilka dni. Dopiero w minioną środę na niespełna 3 minuty handel udało się odblokować. Później znów kurs przekroczył górne widełki. Nie patrząc na to GPW zdecydowała o zawieszeniu notowań spółki, tłumacząc to troską o interes i bezpieczeństwo uczestników obrotu. Ludwik Sobolewski, prezes GPW, podkreślał, że wysoki poziom TKO w stosunku do kursu odniesienia utrzymywał się przez dłuższy czas pomimo tego, że firma nie publikowała żadnych informacji, które uzasadniałyby tak wysoką wycenę. Zdaniem prezesa, inwestorzy nie są w stanie wycenić spółki na w miarę stabilnym poziomie. Łukasz Dajnowicz, rzecznik Komisji Nadzoru, uważa że wprowadzone niedawno widełki, ograniczające wzrost notowań na debiucie do 50 proc., a także tradycyjne widełki (na NewConnect kurs może bez równoważenia rosnąć lub spadać o 20 proc.) to pożyteczny mechanizm, bo dzięki niemu inwestorzy maja czas, by zastanowić się nad wyceną spółki.
Trudno się z tym nie zgodzić, bo w wielu przypadkach cena emisyjna w ofertach prywatnych, poprzedzających wejście spółek na NewConnect, jest raczej wyrazem życzeń zarządów i doradców, a nie odzwierciedleniem wartości firmy. Na dodatek niski free float i skupienie akcji w niewielu rękach powoduje, że kurs w debiucie jest bardzo często sztucznie windowany niewielkimi zleceniami. Próby ograniczania takiej gry (często ocierającej się o manipulację) poprzez arbitralne ustalanie teoretycznego kursu odniesienia na pierwszą sesję mają plusy i minusy. Te drugie to m.in. fakt, że TKO w debiucie jest sugestywną wskazówką wartości spółki, co może się kończyć tak, jak w przypadku SZAR. Ponadto rynek alternatywny z natury jest rynkiem o podwyższonym ryzyku, a próby jego sterowania przeczą idei rynku nieregulowanego. Wreszcie – rzut oka na kapitalizację wielu firm w kilka tygodni czy miesięcy po debiucie pokazuje, że NewConnect rządzi się swoimi prawami i oderwanie wartości rynkowej od fundamentów to raczej reguła, a nie wyjątek.
Rynek ma problem z wyceną debiutantów
Debiut wielobranżowej spółki SZAR po raz kolejny zwrócił uwagę na problem wyceny spółek na starcie notowań.