Sytuacja w przemyśle mięsnym, największym podsektorze branży rolno-spożywczej, jest w tym roku bardzo trudna. Ceny zbóż, pasz i żywca poszły mocno w górę. Niestety, wzrostu kosztów surowca firmy nie są w stanie od razu przełożyć na wzrost cen swoich produktów.
Spadek zysków
— Sieci handlowe są bardzo oporne we wprowadzaniu podwyżek. To odbija się na rentowności firm mięsnych, która jest obecnie bardzo niska (rzadko przekracza poziom 2 proc. netto). W najgorszej sytuacji są małe i średnie zakłady ubojowe lub rozbiorowe, a w najlepszej zakłady przetwarzające mięso — mówi Dariusz Nowakowski, prezes grupy Animex. Podkreśla, że choć Polska ma dobre warunki (przestrzeń, zboża, woda, klimat, położenie), aby się stać liczącym się w Europie producentem i eksporterem mięsa wieprzowego, to jednak na razie podaż żywca wieprzowego u nas spada (głównie z powodu spadku pogłowia macior). W ciągu ostatnich lat liczba gospodarstw rolnych hodujących świnie na sprzedaż spadła z 700 tys. do 350 tys. W tym czasie roczna produkcja świń spadła z poziomu 22 mln sztuk do około 19 mln. — Nasz kraj stał się ostatnio importerem wieprzowiny netto. Tymczasem w interesie polskiej branży mięsnej jest, aby hodowla w kraju rosła i zwiększała się jej wydajność. Nie byłoby dobrze, gdybyśmy nie mieli własnej silnej bazy surowcowej i uzależnili się od dostawców z Danii czy Niemiec, dając się im przez to kontrolować.Mam nadzieję, że spadek pogłowia trzody w Polsce to przejściowy efekt restrukturyzacji sektora hodowlanego, a nie trwały trend. Wiele wskazuje na to, że to skutek wycofywania się z rynku małych hodowców — mówi Dariusz Nowakowski. Niestety, wskutek problemów z surowcem, niskiej rentowności i dużego rozdrobnienia branży, w zderzeniu z szybko postępującą ekspansją wielkich sieci handlowych z rynku wypadnie wiele firm mięsnych. — Przemysł mięsny czeka dalsza konsolidacja. Za 10 lat spośród działających obecnie firm mięsnych może zostać na rynku nie więcej niż 20 proc. Przetrwają trzy rodzaje firm: duże, mogące zapewnić powtarzalną jakość produkcji, małe, które produkują na rynek lokalny, a także wyspecjalizowane, np. w obsłudze rynku HoReCa — ocenia Dariusz Nowakowski.
Próba sił
Inni przedstawiciele branży zgadzają się z tezą, że w ciągu dekady duża część firm mięsnych zniknie z rynku. — Liczba firm może się zmniejszyć o około 50 proc. Przyczynią się do tego z jednej strony upadłości słabszych podmiotów, a z drugiej ruchy konsolidacyjne — fuzje i przejęcia. Upadłości zakładów stanowią zagrożenie także dla rolników, którzy dostarczają im żywiec. Dlatego zalecałbym im dużą ostrożność. W takich realiach powinni unikać sprzedaży żywca po okazyjnych cenach. To obecnie bardzo ryzykowne. Najbezpieczniejszym wyjściem jest stała współpraca ze sprawdzonymi odbiorcami, na podstawie wieloletnich umów — mówi Ryszard Smolarek, prezes Polskiej Federacji Branży Mięsnej. Eksperci zgodnie oceniają, że trudno będzie utrzymać się na rynku małym, ale także średnim firmom mięsnym. Spodziewają się także stopniowego spadku liczby sklepów mięsnych w Polsce zwłaszcza w dużych miastach, gdzie będą wypierane przez supermarkety i dyskonty. — Na rynku jest obecnie do kupienia kilka zakładów i marek mięsnych, lecz chętnych do ich przejmowania na razie nie ma. Firmy z branży, w tym również nasza, nie palą się do przejęć, bo z reguły mają jeszcze sporo niewykorzystanych mocy produkcyjnych we własnych zakładach. Eliminacja słabych podmiotów będzie postępować — mówi Krzysztof Woźnica, prezes Zakładów Mięsnych Silesia.
40 mld zł
Na tyle szacuje się roczną wartość produkcji przemysłu mięsnego w Polsce.
100 tys.
Tylu pracowników zatrudnia bezpośrednio przemysł mięsny.
1419
Tyle jest firm zajmujących się przetwarzaniem mięsa.
2 tys.
Na tyle szacuje się liczbę różnego rodzaju zakładów mięsnych.
41 kg
Tyle wynosi roczne spożycie wieprzowiny w Polsce na osobę...
26 kg
...a tyle mięsa drobiowego.
OKIEM PRODUCENTA
Najgorsze widoki mają średniacy
JACEK TARCZYŃSKI
prezes firmy Tarczyński
Liczba firm w naszej branży na pewno będzie się zmniejszać. Widać już silny trend konsolidacyjny. Za 10 lat zostaną na rynku małe zakłady, które będą działały na rynkach lokalnych oraz duże, które już teraz mają mocną pozycję w branży. Znikną średnie przedsiębiorstwa, które we właściwym momencie nie będą potrafiły podjąć decyzji o dołączeniu do większej grupy lub nie zaryzykują inwestycji w mniejsze zakłady. Aby liczyć się w branży i móc sprostać wymaganiom rynku europejskiego, firmy mięsne muszą mieć roczne obroty na poziomie co najmniej 500 mln zł. Zmniejszy się też liczba tradycyjnych sklepów mięsnych, których pozycję osłabiają sieci placówek wielkopowierzchniowych i dyskontowych. W krótszej, tegorocznej perspektywie można się spodziewać znaczącego spadku rentowności branży mięsnej. Trudno jednak na razie szacować skalę tej obniżki.