Jeśli Ministerstwo Energii osiągnie cel, liczba aut elektrycznych wzrośnie w Polsce skokowo — z tysiąca obecnie do miliona w 2025 r. Prognoza rozbudziła wyobraźnię firm związanych z produkcją samochodów, ale nie tylko. Okazuje się, że rękawy zakasali też ci, którzy umieją „zatankować” auta na prąd.

Fortum rozpoznaje klienta
Fiński koncern energetyczny Fortum oferuje tzw. usługi charge & drive i jest w nich liderem w Norwegii.
— Jesteśmy zainteresowani nowymi rynkami, w tym Polską. Chcemy wykorzystać nasze doświadczenie — mówi Michael Warner, odpowiedzialny za międzynarodową sprzedaż usług charge & drive. Doświadczenie Finowie mają spore. Zarządzają ok. 800 stacjami ładowania aut w krajach nordyckich i są tam największym graczem. To cenne, bo Skandynawia wyprzedza resztę świata pod względem rozwoju rynku aut elektrycznych. W 2015 r. co piąty sprzedany w Norwegii samochód był elektryczny, a w marcu tego roku już co trzeci. Siłą Fortum ma być wiedza na temat zachowań osób jeżdżących autami elektrycznymi, poparta wielkimi, jak na ten sektor, liczbami.
— Obsługujemy 40 tys. ładowań miesięcznie — podkreśla Michael Warner. Czego chcą skandynawscy klienci Fortum? Na przykład aplikacji na telefon komórkowy, pokazującej, gdzie jest najbliższa stacja ładowania i czy jest obecnie wolna (to ważne, skoro ładowanie trwa ok. 30 minut). Chcą też przejrzystych instrukcji na stacjach oraz infolinii działającej non stop (Fortum miesięcznie odbiera 4 tys. telefonów).
— To bardzo ważne, skoro mówimy o rynku dopiero się rozwijającym — uważa Michael Warner. Ważna jest też strategia cenowa. W początkowej fazie firmy oferują często ładowanie auta za darmo. Dla sprzedającego, zdaniem Warnera, może to być w dłuższej perspektywie niekorzystne. Warto też się zastanowić, czy sprzedawane mają być kilowatogodziny czy minuty ładowania.
— Więcej zalet widzimy w cenniku typowo usługowym, czyli bazującym na czasie ładowania. To pozwala rozładować ewentualne kolejki oczekujących na wolny słupek — mówi Michael Warner. Część klientów chciałaby też mieć możliwość rezerwowania słupka na daną godzinę. Fortum jednak dotychczas się na to nie zdecydował.
Greenway celuje w słupki
Nie o usługach, ale o twardej infrastrukturze myśli natomiast Greenway. Na Słowacji postawił już 25 słupków do szybkiego ładowania, a w Polsce chce ich mieć 75, i to w dwa lata.
— Pierwszy słupek powinien stanąć jeszcze w tym roku. Interesują nas miejsca przy autostradach, centrach handlowych, trasach wylotowych z miast. Chodzi nam o pokrycie całego kraju słupkami stawianymi co ok. 80 km. W ten sposób możliwe stanie się podróżowanie samochodami elektrycznymi na duże odległości — mówi Damian Gadzialski, dyrektor zarządzający Greenway Infrastructure Poland. Greenway pracuje nad polskim projektem już od początku roku, negocjuje kilkadziesiąt lokalizacji i ma już przygotowane finansowanie (oparte na kapitale własnym i unijnych programach sektorowych). Koszt jednego słupka i jego przyłączenia to ok. 30 tys. EUR. Greenway nie zamierza kupować energii na rynku hurtowym, tylko od jej sprzedawców, mimo to tak boryka się z legislacją, która nie przewiduje np. tego, by na MOP przy autostradzie stawiano słupek do ładowania. Uzyskiwanie pozwoleń idzie więc opornie.
— Potrzebne jest zlikwidowanie barier legislacyjnych w prawie budowlanym, energetycznym i ustawie o drogach publicznych — przyznaje Damian Gadzialski. Mimo to Greenway prognozy ma optymistyczne. Za dwa lata sieć ma już świadczyć usługi na zasadach komercyjnych, a za pięć zacząć na siebie zarabiać. To ciekawe, jeśli wziąć pod uwagę, że 80- 95 proc. użytkowników (dane różnią się w zależności od źródła) ładuje auta zwykle nocą, w domowym garażu. Dla Greenwaya zostaje więc mała część rynku. — To naturalne i od tego zależny będzie cennik. To tak jak z cenami na stacji benzynowej w mieście i na autostradzie. Ktoś, kto ładuje auto w domu, nocą i ma na to 8 godzin, zapłaci mniej. Ktoś, kto jest w drodze i chce naładować auto w 30 minut, zapłaci więcej. Nasza usługa będzie kluczowa dla tych, którzy chcą swobodnie jeździć w Polsce i za granicą — tłumaczy Damian Gadzialski.
Polenergia woli w budynkach
Na rynek ładowań domowych też są chętni. Myśli o nim m.in. Polenergia, kontrolowana przez rodzinę Kulczyków. Ma w Warszawie jeden słupek w centrum miasta, ale więcej mieć nie chce. „Mamy własny punkt ładowania samochodów oraz elektryczne auto do nadzoru energetycznego. Pozwala to zdobyć doświadczenie. Poza tym Polenergia Dystrybucja prowadzi rozmowy z deweloperami na temat możliwości wyposażania ich obiektów w instalacje do ładowania elektrycznych samochodów” — napisało nam biuro prasowe Polenergii. Podobnie myśli niemiecki koncern Innogy (dawniej RWE), lider, jeśli chodzi o liczbę punktów ładowania. Ma ich 70, ale tylko 12 to ogólnie dostępne stacje w mieście. Reszta to punkty na parkingach lub w garażach. Na pytania o plany nie odpowiada, ale widzi potencjał rynku.
— Nasze doświadczenia w Niemczech dowodzą, że przy odpowiednich systemach wsparcia można rozwinąć infrastrukturę, która zabezpieczy funkcjonowanie pojazdów elektrycznych na drogach — mówi Karolina Tyniec-Margańska, dyrektor komunikacji w Innogy.
Państwowi badają teren
Państwowe firmy energetyczne, zgodnie z przedstawioną przez rząd strategią, zamierzają najpierw skoncentrować się na budowie prototypu polskiego auta, a dopiero potem pomyśleć o infrastrukturze. Budują jednak pozycję. „Lotos planuje wprowadzać na swoje stacje sprzedaż takich paliw jak m.in. CNG, LNG, punkty ładowania samochodów elektrycznych, a w przyszłości również wodór. Poza tym, we współpracy z Energą, zamierza udostępnić słupki na swoich stacjach w Trójmieście” — informuje biuro prasowe Lotosu. Energa podaje, że ma w Trójmieście pięć słupków. — Ładowanie w tych punktach jest obecnie darmowe. Nie ma jeszcze w Polsce komercyjnie funkcjonujących stacji ładowania pojazdów, jednak doświadczenia zachodnie wskazują na to, że taki stan rzeczy nie utrzyma się długo — zauważa Beata Ostrowska, rzeczniczka Energi. Orlen podawał zaś ostatnio, że współpracuje przy projekcie z Teslą i jeden słupek już ma, a drugi jest na ukończeniu.
1000 Na tyle szacuje się liczbę samochodów elektrycznych na polskich drogach. To bardzo mało, skoro według danych ACEA na 1000 mieszkańców przypada u nas 599 aut.
1 mln Tyle aut elektrycznych, według założeń Ministerstwa Energii, ma jeździć w Polsce w 2025 r.
800 Mniej więcej tyle publicznie dostępnych stacji ładowania ma Fortum w krajach nordyckich…
20 …a taka jest szacunkowa liczba publicznie dostępnych stacji ładowania w Polsce. Innogy ma dziesięc w Warszawie i dwie w Krakowie, Energa pięć, Orlen jedną i kończy drugą, Polenergia jedną.
2-4 zł Tyle, według niedawnych szacunków ministra energii, powinno kosztować naładowanie auta umożliwiające przejechanie 100 km.