Rynek nie reaguje na opinie komentatorów
Jestem przegrywającym. Czuję się bezradny wobec moich strat. Decyzje podejmowane przeze mnie na rynku zwykle kończą się bardzo źle. Postanowiłem więc korzystać z opinii komentatorów i analityków, którzy zajmują się zawodowo rynkiem. Jeśli moje dotychczasowe decyzje kończyły się stratami, poleganie na opinii profesjonalistów powinno przynieść mi zyski. Wierzę w to mocno.
Rozpocząłem z 5 tys. złotych. Moimi pierwszymi inwestycjami było kupno kontraktu futures na WIG 20 po 1080 zł oraz 25 akcji Prokomu po 87 zł. Pierwsza inwestycja była konsekwencją przekonywującej tezy napisanej przez jednego z komentatorów i potwierdzanej przez wielu innych analityków, że cena kontraktu poniżej poziomu indeksu zwykle zapowiada spadki.
Po ośmiu dniach od rozpoczęcia kontrakt nie powrócił ponad indeks, a ja straciłem 620 zł (z prowizjami 660 zł). Na szczęście udało mi się zamknąć pozycję po cenie 1142 zł, a nie po najwyższej.
Jedyna pociecha, że dziś byłoby jeszcze gorzej. Na razie koniec z kontraktami — dla mnie wszystko dzieje się tu stanowczo za szybko. Jak się okazuje, opinie komentatorów co powinien zrobić rynek raczej nie mają wielkiego znaczenia. Nie do wytrzymania jest tempo strat. Codziennie patrzyłem jak rachunek topnieje o 100-200 zł.
Znacznie lepsza okazała się moja druga inwestycja w Prokom po rekomendacji Merrill Lynch. Nie dość, że kupiłem akcje po cenie znacznie niższej (27 sierpnia po 87 zł) niż była w momencie wydania rekomendacji (raport ujawniono dwa tygodnie później), to w trakcie tygodnia cena zaczęła rosnąć, tak że w pewnym momencie zarobiłem już na prowizję. W piątek było co prawda nieco taniej, ale nie ma się co przejmować.
W tygodniu ukazała się informacja, że prezes Softbanku skupuje własne akcje. Lepszego sygnału kupna chyba nie trzeba. Postanowiłem skopiować ruch prezesa spółki. Kupiłem w czwartek po 24,10 zł 35 akcji (łącznie 843,5 zł). Nie za dużo, w końcu mam już Prokom. Jeśli dojdzie do fuzji, powinienem być wygrany przynajmniej na jednej z tych inwestycji.
W ubiegły czwartek upubliczniono rekomendację Domu Maklerskiego BIG Banku Gdańskiego z 28 sierpnia — akumuluj PGF. Wycena spółki dokonana przez analityków DM BIG BG sugeruje cenę akcji 36 zł. W piątek kupiłem 35 akcji po 30,30 zł (wydane na zakup 1060,50 zł). Zysk 20 procent to coś, nad czym nawet nie warto się zastanawiać. Ciekawe, czy rynek zdaje sobie sprawę, że ta spółka jest niedowartościowana. Zastanawiam się też, ilu graczy takich jak ja dojdzie do tego wniosku.
Analitycy przewidują, że Polska Grupa Farmaceutyczna osiągnie zysk netto w tym roku na poziomie 28 mln. Przy zeszłorocznej stracie na poziomie 161 mln zł wygląda to na imponujący skok do góry. Poza tym warto mieć chyba akcje przedsiębiorstwa nie związanego z nowymi technologiami. Zachowanie takich akcji może nie podlegać przelotnym euforiom i zapaściom.
W portfelu zostało mi już tylko nieco ponad 180 zł. Co teraz? Chyba będę musiał zacząć spekulować. Na razie jednak nie wiem co i kiedy sprzedać.
Czekam: Kupić to każdy głupi potrafi. Pieniędzy już praktycznie nie mam i duże zakupy nie będą możliwe. Teraz będą musiał reagować na to, co dzieje się na giełdzie. Nie mam pojęcia, kiedy nadejdzie moment, by zacząć sprzedawać. Liczę na rekomendacje.