Bankructwa DSS, PBG i ABM Solid ostudzą entuzjazm inwestorów instytucjonalnych do obligacji komercyjnych. Nic dziwnego, bo straty i uszczerbek wizerunku już zniechęciły sporą grupę klientów TFI.
Błędne koło
Jeszcze do niedawna rynek obligacji przedsiębiorstw wydawał się nową żyłą złota dla inwestorów. Zarządzający chętnie inwestowali w te papiery, bo oferowały one relatywnie wyższe oprocentowanie niż papiery skarbowe, co przekładało się na wyższe stopy zwrotu dla funduszy. Cieszyły się też firmy, zwłaszcza te, którym trudno było zdobyć finansowanie w bankach. Niestety, kłopoty budowlanki i kilku emitentów z innych branż podziałały jak zimny prysznic.
— Tylko szaleńcy kupią nowe obligacje korporacyjne. Oczywiście funkcjonują na rynku dobre firmy, z małym ryzykiem bankructwa i one nadal takie papiery będą sprzedawać (pewnie z trochę wyższym oprocentowaniem), ale dla firm słabych rynek obligacji jest zamknięty. Kolejne bankructwa, nie tylko w branży budowlanej, to niestety tylko kwestia czasu — uważa zarządzający funduszami, który chce pozostać anonimowy. Michał Ferenc, zarządzający Idea TFI (fundusz sam „utopił” na obligacjach m.in. DSS), nie ma wątpliwości, że ostatnie wydarzenia mogą nakręcić niebezpieczną spiralę.
— Im większa niechęć banków i TFI do papierów komercyjnych, tym trudniej firmom funkcjonować i pozyskiwać finansowanie. Dojdzie więc do takiej sytuacji, że spółki uważane za ryzykowne będą zmuszone oferować wyższą premię za ryzyko, co może wpędzić je w jeszcze większe kłopoty — uważa Michał Ferenc, zarządzający Idea TFI.
Więcej dywersyfikacji
Jednak nie wszyscy zarządzający widzą tak czarny scenariusz. Część z nich uważa, że rynek obligacji korporacyjnych zawsze znajdzie swoich zwolenników. Będą oni jednak uważniej przyglądać się poszczególnym emitentom, oczekiwać wyższej premii za ryzyko i przede wszystkim bardziej je dywersyfikować.
Z tym bywało różnie, bo np. w portfelach Idea Premium i UniWibid (według stanu na koniec grudnia 2011 r.) obligacje spółek budowlanych stanowiły ponad 7 proc. Tymczasem są to fundusze pieniężne, czyli należące do kategorii tzw. bezpiecznych. Czy w ich portfelach powinny w ogóle znaleźć się tak ryzykowne aktywa?
— Alokacja w obligacje korporacyjne nie wpisuje się dobrze w strategie inwestycyjne tej grupy produktów. Ani ich nazwa, ani polityka inwestycyjna nie sugeruje, że fundusz może kupować takie papiery i angażować w nie aż tak dużą część portfela. Wydaje mi się, że ostatnie wydarzenia doprowadzą do tego, że obligacje komercyjne zaczną znikać z portfeli funduszy pieniężnych, a TFI będą tworzyć produkty dedykowane wyłącznie tej klasie aktywów — mówi Grzegorz Latała, dyrektor inwestycyjny Aviva Investors Poland.
Na razie na polskim rynku niewiele jest typowych produktów klasyfikowanych jako fundusze obligacji przedsiębiorstw. Jednym z nich jest np. Copernicus Papierów Korporacyjnych, który 100 proc. portfela inwestuje właśnie w tę klasę aktywów. Paweł Mizerski, zarządzający funduszami AXA TFI, uważa, że głos w tej sprawie należy teraz do Komisji Nadzoru Finansowego.
— Duże zadanie stoi po stronie regulatora rynku, który powinien jasno i wyraźnie określić możliwości inwestycyjne funduszy pieniężnych — uważa Paweł Mizerski.
Inny z zarządzających, który prosi o anonimowość, nie sądzi, by po ostatnich wydarzeniach rynek papierów korporacyjnych — znajdujący się przecież dopiero w dość wczesnej fazie rozwoju — miał zakończyć żywot.
— Nie takie bankructwa jak w budowlance widział świat. Poza tym w przypadku tego rodzaju aktywów zawsze trzeba liczyć się z ryzykiem kredytowym. Jednak z pewnością zarządzający funduszami będą teraz szukali większej dywersyfikacji. Nie pozwolą już sobie na np. 5-procentowe zaangażowanie w papiery jednej spółki. Będą także w większym stopniu różnicować portfel na zagranicznym rynku obligacji przedsiębiorstw, który jest płynniejszy. TFI zaczną oceniać ryzyko emitenta indywidualnie, a nie sektorowo — uważa zarządzający.