Rynek odzieży dżinsowej już się ukształtował

Monika Niewinowska
29-10-2001, 00:00

Nie wszystkie gałęzie branży odzieżowej narzekają na spadek popytu. Firma VF Polska, oficjalny reprezentant marek Wrangler, Lee, Maverick oraz HERO By Wrangler, zajmująca trzecią pozycję w rankingu „Gazele Biznesu” 2000, patrzy na przyszłość polskiej gospodarki z optymizmem. Jej dyrektor zarządzający twierdzi, że stagnacja gospodarcza jest problemem przejściowym.

„Puls Biznesu”: Marki Lee i Wrangler były obecne w Polsce długo przed rokiem 1989. Oferowały je sklepy sieci Pewex. Czy miało to znaczenie w rozwoju firmy VF Polska, która pojawiła się u nas już w czasach gospodarki rynkowej?

Marek Hińcz: Miało to bardzo duży wpływ na pozycję i rozpoznawalność marki na rynku. W okresie PRL-u wyroby Lee i Wrangler kupowało się za twardą walutę, co wytworzyło w klientach świadomość marki, a zarazem jej jakości.

„PB”: Kiedy pojawiła się potrzeba stworzenia przedstawicielstwa firmy VF w Polsce?

M.H.: VF Polska powstała w 1992 r. Rynek był wówczas już na tyle rozwinięty, że pojawiła się potrzeba stworzenia krajowej, sprawnie funkcjonującej sieci dystrybucji. Nasza firma odgrywa rolę producenta, dystrybutora i jednocześnie sprzedawcy, współpracującego z siecią sklepów dealerskich w całej Polsce.

„PB”: Na jakiej zasadzie odbywa się ta współpraca?

M.H.: Jest ona oparta na umowie współpracy i dystrybucji. Indywidualni przedsiębiorcy, dysponujący odpowiednim lokalem handlowym, przystosowanym do standardów naszej firmy, sprzedają produkty reprezentowanych przez nas marek. Ich działalność prowadzona jest na własny rachunek i ryzyko.

„PB”: Czy na rynku odzieży dżinsowej odczuwalne są wahania spowodowane konkurencją?

M.H.: O takim zjawisku raczej nie można mówić. Rynek tego typu odzieży już się podzielił. Znaczącą pozycję ma na nim kilka konkretnych, dobrze rozpoznawalnych marek. Mało znane marki pojawiające się w Polsce nie stanowią dla nas konkurencji. Paradoksalnie, ich obecność wpływa nawet korzystnie na nasze wyniki.

„PB”: W jaki sposób?

M.H.: Jednym z elementów naszej strategii jest długookresowe planowanie. Może to się wydać zaskakujące, ale w tej chwili zamykamy już kolekcję jesień-zima 2002. Mniej znane firmy często podglądają nasze pomysły, np. na targach i dosyć szybko wprowadzają na rynek podobne wzory. W ten sposób torują nam niejako drogę do klienta, który ma czas na zaakceptowanie nowych trendów w modzie, zanim my wprowadzimy je do naszej oferty.

„PB”: W ostatnich latach, w międzynarodowych sieciach hipermarketów, pojawiły się markowe ubrania, sprzedawane po bardzo niskich cenach. Zjawisko to budzi wiele wątpliwości, zarówno u klientów, jak i właścicieli markowych sklepów. Czy mógłby Pan wyjaśnić jego mechanizm?

M.H.: Zjawisko to rzeczywiście ma miejsce i nie dotyczy jedynie naszych marek. Międzynarodowe sieci hipermarketów rozprowadzają takie produkty swoimi wewnętrznymi kanałami dystrybucji. Ich niska cena znajduje swoje uzasadnienie w tym, że są to z reguły końcówki serii danych kolekcji. Staramy się walczyć z tym procederem, ma on bowiem niekorzystny wpływ na pozycjonowanie naszej marki na rynku. Odpowiedzią VF Polska było wprowadzenie nowej marki, HERO By Wrangler, przeznaczonej do sprzedaży w placówkach wielkopowierzchniowych typu cash & carry. Marka ta jest znacznie tańsza od Wranglera i Lee, orientowana na innego klienta, a tym samym nie będąca w konflikcie z naszymi sztandarowymi markami, sprzedawanymi przez dealerów.

„PB”: Poziom zamożności naszego społeczeństwa systematycznie spada. Czy również Państwo odczuwają skutki tej sytuacji?

M.H.: W pewnym stopniu również nas dotyka ten problem, choć w sposób pośredni. Jako firma dystrybucyjna nie mamy bezpośredniego kontaktu z klientem finalnym. Jednak dzięki utrzymywaniu stałych kontaktów z właścicielami sklepów mamy pełen obraz sytuacji na rynku. Najgorzej wygląda ona w mniejszych miejscowościach. Jestem jednak dobrej myśli. Polska gospodarka jest w tej chwili w fazie bardzo ograniczonego wzrostu gospodarczego, przyszłość może zatem przypuszczalnie przynieść jedynie dobre zmiany. Liczę na to, że obietnica 100 tygodni, jaką złożył nowy rząd, zostanie dotrzymana.

„PB”: Czy myśli Pan, że w realizacji tej obietnicy pomoże np. pięcioprocentowy podatek importowy?

M.H.: O tym pomyśle nie mogę niestety powiedzieć nic pozytywnego. Podatek taki dotknie właściwie wszystkich przedsiębiorców, korzystających w swojej działalności gospodarczej z importu. Nie chcąc przerzucać tego obciążenia na klientów, sami będziemy musieli ponieść dodatkowe koszty. Sądzę, że wprowadzanie dodatkowych obciążeń dla przedsiębiorców, wpływających na obniżenie ich rentowności, nie jest dobrą metodą pobudzania naszej gospodarki.

„PB”: A jakimi metodami można ją, Pana zdaniem, pobudzić?

M.H.: Po pierwsze rząd powinien podjąć decyzję o obniżeniu podatków. Kolejną kwestią jest obniżanie stóp procentowych. Ostatnia redukcja o półtora procent wydaje się bardzo dobrym posunięciem. Tylko kroki powodujące obniżenie kosztów działania oraz ułatwiające dostęp przedsiębiorców do kapitału mogą spowodować ożywienie gospodarki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Monika Niewinowska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rynek odzieży dżinsowej już się ukształtował