Rynek pecetów może się bardzo zmienić

Kamil Kosiński
opublikowano: 2004-08-04 00:00

Najwięksi dostawcy pecetów byli dotychczas nieobecni na rynku najmniejszych firm i klientów indywidualnych. Teraz może być inaczej.

Zaczęło się niewinnie. Na jesieni 2003 r. IBM zaczął w największych miastach tworzyć sieć sklepów partnerskich, w których sprzedawane są komputery stacjonarne, notebooki i serwery intelowskie. Był to oczywisty ukłon w stronę klientów indywidualnych i najmniejszych firm. Nie zamawiają oni przecież maszyn w przetargach, a idą do sklepu i kupują to, czego potrzebują.

Minęło kilka miesięcy, i w czerwcu 2004 r. podobne działania podjął Optimus. Nieco wcześniej — w maju — część komputerów Della, które były dotychczas dostępne tylko w internetowo-telefonicznym modelu sprzedaży business to business, trafiła do sieci detalicznej Karen Notebook.

Na przełomie kwietnia i maja 2004 r. Maxdata objęła serwisem typu door to door swoje komputery stacjonarne. W czerwcu odbiór uszkodzonego sprzętu od klienta przez kuriera i jego powrót z serwisu tą sama drogą zaoferował swoim klientom Optimus.

— Wiadomo, że wiele małych firm jest zlokalizowanych w małych miejscowościach. Tam nie ma punktów serwisowych, a jak ktoś prowadzi 2-3-osobowe przedsiębiorstwo, to wyjazd do serwisu jest dla niego problemem — uważa Jarosław Nowicki, szef polskiego oddziału Maxdaty.

Wszystko to więc po to, by zawalczyć o segment rynku opanowany dotychczas przez tzw. składaki. Jego wielkość jest trudna do oszacowania, ale to nań właśnie przypada co najmniej połowa sprzedaży komputerów PC w Polsce. W praktyce oznacza to minimum 0,5 mln maszyn rocznie. Globalni i krajowi producenci przemysłowi zawsze zapewniali o wyższej jakości swoich produktów, ale nabywców maszyn z tzw. małego montażu to nie przekonywało. Cena o kilkaset złotych niższa była argumentem decydującym. Czy obecna ofensywa dostawców przemysłowych przyniesie efekty?

Przepisy pomogą?

Ofensywę wesprze na pewno unijna regulacja, wymagająca od producentów urządzeń zgodności wyrobów ze znakiem CE.

— Niewielu drobnych składaczy będzie stać na badanie własnych komputerów pod kątem zgodności ze znakiem CE. W związku z tym sądzę, że wielu z nich wprowadzi do swojej oferty maszyny montowane na skalę przemysłową — twierdzi Wojciech Zawada, menedżer odpowiedzialny za komputery osobiste w Hewlett-Packard Polska.

Nie wszyscy potentaci rynku PC są jednak takimi optymistami. Podkreślają, że wpływ na rynek nowej regulacji jest trudny do oszacowania zarówno ze względu na opcję uznawania za zgodny ze znakiem CE komputera złożonego z certyfikowanych podzespołów, jak i samo egzekwowanie przepisów.

— Liczymy na pewien wzrost sprzedaży w związku z CE. Nadal jest jednak tyle znaków zapytania z tym związanych, że trudno powiedzieć, jaki ta regulacja będzie miała wpływ na rynek — podkreśla Tomasz Włastowski, dyrektor działu zajmującego się sprzedażą do małych i średnich firm w polskim oddziale Fujitsu Siemens Computers.

Mimo to...

Najbardziej prawdopodobne jest, że składaki stracą przynajmniej rynek małych lokalnych przetargów organizowanych np. przez urzędy gmin czy starostwa. Na rynku klientów indywidualnych i najmniejszych firm o znak CE nikt nie będzie jednak pytał, co nie znaczy, że w najbliższych latach komputery montowane na skalę przemysłową są tam bez szans. Ich producenci mają nadzieję, że wraz z innymi zachodzącymi zmianami ten segment rynku doceni wreszcie ofertę globalnych i krajowych potentatów.

— Oprogramowanie dla małych firm jest coraz lepsze, co skłania do prowadzenia rachunkowości w formie elektronicznej. Korespondencja coraz częściej zaczyna krążyć drogą mailową. Oba te czynniki pobudzają zaś popyt na komputery. Nawet w najmniejszym biznesie znajdą się tacy, którzy będą gotowi zapłacić za komputer 200-500 zł więcej, choćby po to, by otrzymać trzyletnią gwarancję od firmy, która nie zniknie z rynku — przekonuje Jarosław Nowicki.