Rynek polityczny w stanie odwrotu

Jacek Zalewski
opublikowano: 2010-11-10 00:00

Po dwóch dekadach od przywrócenia Narodowego Święta Niepodległości, w tym roku paradoksalnie na pierwszy plan przed 11 listopada wysuwa się jego wigilia, 10 listopada. Oficjalne uroczystości czwartkowe swoim dostojeństwem i powtarzalnością postrzegane są jako wręcz nudne — gdyby w telewizji zamiast bezpośredniej transmisji puszczono nagranie sprzed roku, to jedyną różnicą była osoba przemawiającego prezydenta. Za to 10 listopada zrządzeniem losu Polsce trafia się przesilenie nieustającej konfrontacji politycznej, a po trosze i społecznej.

Dzisiaj przypada siedmiomiesięcznica katastrofy w Smoleńsku. Wieczorem warszawskim Krakowskim Przedmieściem przejdzie tradycyjna już, rosnaca w siłę z miesiąca na miesiąc manifestacja z pochodniami dla poparcia prezydenta ulicy Jarosława Kaczyńskiego. Prezydent konstytucyjny Bronisław Komorowski wraz z premierem Donaldem Tuskiem od samego rana będą prowadzić działania neutralizujące, o godzinie 8.41 odsłaniając pomnik ofiar katastrofy na cmentarzu na Powązkach, potem spotykając się z rodzinami ofiar etc. Jednak pochodnie i tak zapłoną. Jedyna realna opozycja zdecydowanie postawiła na takie formy aktywności, rezygnując z możliwości stwarzanych przez system polityczny. Rozumiejąc absmak szefa Prawa i Sprawiedliwości wobec widywania na żywo prezydenta Rzeczypospolitej, jego zamykanie się w piaskownicy (patrz wektor na stronie obok) prowadzi jednak do samoeliminacji z realnego wpływu na Polskę.

Beznadziejność opozycji prowadzi do coraz większej bezalternatywności rządów w Polsce, która jest zjawiskiem obiektywnie fatalnym. Daje poczucie bezpieczeństwa rządowych posad i rozleniwia. Po dwóch dekadach przemian ustrojowych w Polsce oparta na konkurencji polityczna gospodarka rynkowa zastępowana jest przez centralnie planowaną, ze wszystkimi jej negatywnymi konsekwencjami — upadkiem jakości produktów, niedoborami świeżych myśli etc.