Jest tak wiele zmiennych, że prognozowanie sytuacji na rynku zatrudnienia w Polsce w 2026 r. przypomina wróżenie z fusów – twierdzą eksperci. Ich zdaniem niepewność wynika nie tylko ze zjawisk ekonomicznych, lecz także społecznych, technologicznych i geopolitycznych – wiele czynników jest trudnych do dokładnego zmierzenia i szybko się zmienia. Mimo to, opierając się na obecnych trendach i analizach, próbują nakreślić prawdopodobne kierunki rozwoju rynku pracy w nowym roku.
Publiczne inwestycje zwiększą popyt na pracę
Piotr Wielgomas, prezes firmy doradztwa personalnego Bigram, patrzy na najbliższą przyszłość z wyraźnym optymizmem. W jego ocenie główny impuls nadejdzie nie z sektora prywatnego, lecz z dużych inwestycji publicznych. Infrastrukturalne projekty o randze państwowej – takie jak Port Polska czy program budowy elektrowni jądrowych – mogą uruchomić szeroką falę popytu: od wysoko wyspecjalizowanych kadr przez zaplecze inżynieryjne i menedżerskie po sieci podwykonawców. To mechanizm znany od dawna – jak przypływ podnosi wszystkie łodzie, tak miliardowe przedsięwzięcia ożywiają wiele gałęzi gospodarki i zwiększają mobilność zawodową.
– Duże inwestycje nie tworzą miejsc pracy wyłącznie na placu budowy – zwiększają zapotrzebowanie na inżynierów, logistyków, menedżerów projektów, prawników, finansistów i ekspertów HR. Państwowe megaprojekty mogą stać się katalizatorem ożywienia także tam, gdzie dziś wstrzymuje się decyzje rekrutacyjne – mówi Piotr Wielgomas.
Delikatnego wzrostu zatrudnienia spodziewa się także Michał Gembal, dyrektor marketingu w spółce Arcus. Zwraca uwagę, że ostatnie kwartały przyniosły wyraźne uspokojenie nastrojów gospodarczych: inflacja przestała zaskakiwać, kursy walut się ustabilizowały, a firmy odzyskały minimum przewidywalności niezbędnej do planowania. W takich warunkach przedsiębiorstwa śmielej inwestują w kapitał ludzki – uzupełnianie zespołów, wzmacnianie kompetencji czy selektywne rekrutacje zamiast masowych cięć.
– Jeżeli nie będzie nagłych wstrząsów – geopolitycznych, regulacyjnych czy finansowych – ta tendencja powinna się utrzymać. Nie liczmy jednak na boom zatrudnieniowy, raczej na powrót do racjonalnego wzrostu, opartego na potrzebach biznesu, a nie na emocjach czy rynkowej presji – zaznacza Michał Gembal.
Dużych podwyżek płac nie będzie
Zwiększaniu zatrudnienia nie muszą jednak towarzyszyć istotne podwyżki. Jak zauważa Monika Bieniek, odpowiedzialna za pozyskiwanie talentów w SoftServe Poland, wynagrodzenia w Polsce ciągle rosną, lecz tempo ich wzrostu jest wyraźnie niższe niż w poprzednich latach. To wyraźny sygnał, że poziom płac wchodzi w etap stabilizacji. Częściową rekompensatą stają się świadczenia pozapłacowe.
– Organizacje coraz częściej inwestują w rozwój kompetencji i dobrostan pracowników, zamiast sięgać po radykalne podwyżki. Na znaczeniu zyskują premie za wyniki, dofinansowanie edukacji, programy wellbeingowe oraz możliwość zdobywania certyfikacji – szczególnie w takich dziedzinach jak AI, data czy cloud. Kandydaci oczekują też większej transparentności: chcą jasno wiedzieć, jaka jest ich ścieżka rozwoju i za co dokładnie są wynagradzani – podkreśla Monika Bieniek.
Jak pogodzić rosnące koszty życia z ograniczonymi podwyżkami wynagrodzeń? To pytanie coraz częściej powraca w rozmowach pracowników i pracodawców. Zdaniem przedstawiciela Arcusa odpowiedź zwykłych Kowalskich może być dość pragmatyczna.
– W 2026 r. wiele osób, podobnie jak w poprzednich latach, będzie szukać dodatkowych źródeł dochodu, by wzmocnić domowe budżety. Chodzi zarówno o pracę projektową, zlecenia i freelance, jak i o drugie etaty, krótkoterminowe kontrakty czy sezonowe zajęcia. Taka strategia pozwala części gospodarstw domowych zrekompensować presję inflacyjną bez formalnej zmiany głównego miejsca pracy – tłumaczy Michał Gembal.
W szerszej perspektywie może to mieć także skutki systemowe. Rosnąca gotowość do podejmowania dodatkowych aktywności zawodowych zwiększa podaż pracy i – przynajmniej do pewnego stopnia – łagodzi niedobory kadrowe w wybranych branżach.
– To nie jest rozwiązanie idealne ani długofalowe, ale może stać się jednym z mechanizmów adaptacyjnych rynku – przypuszcza Michał Gembal.
Lęk przed sztuczną inteligencją
Na razie nie widać poważnych powodów do niepokoju – z jednym istotnym zastrzeżeniem - chodzi o dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji. Jej wpływ na zatrudnienie rzadko bywa opisywany bez skrajnych emocji. Z jednej strony pojawiają się wizje masowego bezrobocia, z drugiej – technoentuzjastyczne obietnice powszechnego dobrobytu.
Zdaniem Piotra Wielgomasa prawda, jak to zwykle bywa, lokuje się między tymi narracjami. Nie ma podstaw, by zakładać, że AI w krótkim czasie odbierze pracę w skali masowej. Jest natomiast wiele sygnałów, że znacznie szybciej, niż się spodziewamy, przedefiniuje sposób jej wykonywania.
– Dobrym przykładem jest marketing. Tworzenie contentu – tekstów, grafik, filmów, prezentacji czy reklam – w dużej mierze przejmą algorytmy. Równolegle jednak pojawią się nowe role, choćby związane z weryfikacją jakości, sensu i zgodności treści z kontekstem biznesowym. W każdej branży pojawi się mnóstwo etatów dla specjalistów od cyberprzestępczości czy analizy danych – tłumaczy Piotr Wielgomas.
Sztuczna inteligencja nie tyle eliminuje zawody, ile przesuwa akcenty: z produkcji na nadzór, z wykonawstwa na ocenę.
– Ważne będzie nie samo posługiwanie się narzędziami AI, ale umiejętność krytycznej kontroli ich efektów, rozumienia kontekstu i brania odpowiedzialności za decyzje podejmowane z udziałem algorytmów. Właśnie ta zmiana – kulturowa i kompetencyjna, a nie czysto cyfrowa – może okazać się największym wyzwaniem dla rynku pracy w nadchodzących latach – argumentuje Piotr Wielgomas.
Raczej ewolucja niż ewolucja
W rezultacie rysuje się obraz rynku, który nie podąża ani w stronę głębokiego załamania, ani gwałtownego ożywienia. Rok 2026 może okazać się okresem stopniowych korekt: umiarkowanego wzrostu zatrudnienia, wyhamowania dynamiki płac oraz rosnącej roli kompetencji i elastyczności zawodowej. Pracodawcy będą ostrożniej podejmować decyzje kadrowe, a pracownicy – bardziej świadomie planować swoje ścieżki rozwoju.
Sztuczna inteligencja i zmiany technologiczne nie zdominują rynku, lecz staną się jednym z wielu czynników porządkujących sposób organizacji pracy. W tym sensie kluczowa okaże się zdolność adaptacji: gotowość do uczenia się, przyjmowania nowych ról i rozumienia szerszego kontekstu zmian. Rynek pracy nie tyle się skurczy czy eksploduje, ile będzie ewoluował – w kierunku większej dojrzałości, przewidywalności i odpowiedzialności po obu stronach relacji pracodawca–pracownik.
