Rynek przeszarżował z wyprzedażą dolara

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2013-08-09 00:00

Dolar jest najtańszy w relacji do złotego od początku maja. W relacji do euro jesteśmy blisko poziomów z połowy czerwca.

Podobnie sprawa wygląda w przypadku funta. Tym samym rynek w ciągu ostatniego miesiąca całkowicie skorygował wcześniejsze umocnienie dolara, które było reakcją na czerwcową konferencję Bena Bernankego, szefa Fedu. Zapowiedział on wtedy, że Fed w tym roku zacznie ograniczać skup obligacji i wycofa się z niego całkowicie do połowy przyszłego roku. Rynek odebrał to jako zapowiedź zacieśnienia monetarnego, co doprowadziło do szybkiego wzrostu rentowności obligacji w USA i umocnienia dolara, szczególnie względem walut z rynków wschodzących. Jednak od początku lipca kierunek się zmienił. Częściowo pomógł temu szef Fedu, który wystraszył się reakcji rynku i stwierdził, że polityka monetarna w USA przez dłuższy czas pozostanie luźna. To jednak nie wydaje się wystarczającym powodem do takiej reakcji rynku.

Przede wszystkim — rynek wybiórczo reaguje na informacje. Dolar stracił mocno po publikacji raportu z amerykańskiego rynku pracy za lipiec, mimo że ten nie był zły. Faktycznie — wzrost zatrudnienia nieco rozczarował, ale drugie badanie pokazało wyraźny spadek stopy bezrobocia, co już zostało pominięte. Ponadto, nie widać praktycznie żadnej reakcji na jastrzębie wypowiedzi członków Fedu. Wyraźne sugestie ograniczenia programu skupu obligacji ze strony decydentów, którzy dotychczas byli uważani za „gołębi”, dają jasno do zrozumienia, że w USA nadchodzi czas zmiany w polityce pieniężnej i bank centralny może zacząć działać już we wrześniu. Dolarowi nie pomogły także świetne dane o bilansie handlowym. Wzrost eksportu przy jednoczesnym spadku importu w czerwcu oznacza możliwość przeszacowania wzrostu gospodarczego za drugi kwartał z 1,7 do ponad 2,5 proc. Postępująca w USA rewolucja energetyczna oznacza też, że Stany Zjednoczone nie będą notować tak dużych deficytów jak przed kryzysem, co natomiast będzie miało pozytywny długoterminowy wpływ na wartość amerykańskiej waluty.

Co nie mniej istotne, nie ma specjalnie dobrych powodów, aby inne waluty zyskiwały względem dolara. Faktycznie, w Europie widać oznaki ożywienia, jednak są one dużo mniej jednoznaczne niż w USA, zaś Mario Draghi, szef Europejskiego Banku Centralnego, stwierdził w ubiegłym tygodniu, że jakiekolwiek oczekiwania na zacieśnienie polityki monetarnej w strefie euro są absolutnie nieuzasadnione. To bardzo silne stwierdzenie, które spotkało się z bardzo słabą reakcją rynku. Wprowadzone przez Bank Anglii cele makro również mają na celu niedopuszczenie do „importu” wyższych rentowności z USA.

Nie ma w tej chwili argumentów za dalszym osłabieniem dolara, przynajmniej od strony fundamentalnej. Również za bardzo prawdopodobną uważam decyzję Fedu o ograniczeniu QE już we wrześniu.