Rynek walutowy ma mało siły do wzrostu
W ocenie Jacka Wiśniewskiego, kierownika zespołu analiz Pekao SA, zapoczątkowany w ubiegły piątek spadek kursu złotego ma swoje źródło poza granicami Polski. Deprecjację naszej waluty przyspieszyły wydarzenia wewnętrzne, jednak nie one były elementem decydującym o pojawieniu się trendu spadkowego. W perspektywie krótkoterminowej kurs rodzimego pieniądza powinien się ustabilizować i za dolara będziemy płacić 4,20-4,25 zł.
Przyczyn ubiegłotygodniowego osłabienia złotego należy szukać przede wszystkim na rynkach zagranicznych. Czynniki krajowe tym razem miały mniejsze znaczenie dla notowań naszej waluty, zdecydowały jednak o skali przeceny.
— Spadek wartości złotego to wynik splotu trzech czynników, dwóch zagranicznych oraz jednego wewnętrznego, który wzmocnił efekt działania pozostałych. Pierwszym negatywnym impulsem dla inwestorów były wieści docierające z Argentyny oraz z Turcji. Oba te kraje mają spore problemy ze spełnieniem wymagań narzuconych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, dodatkowo w Argentynie nastąpiły komplikacje natury politycznej. Spowodowało to pojawienie się złego sentymentu wśród inwestorów zagranicznych, którego efektem były zapoczątkowane w ubiegły piątek zawirowania na rodzimym rynku walutowym. Podobne tendencje pojawiły się także w innych krajach naszej części Europy. Właściwie tylko z Węgier nie napływały niepokojące wieści o stanie gospodarki. Dodając do tego aktualną sytuację w Polsce, rosnący deficyt na rachunku obrotów bieżących, stan budżetu, kryzys personalny w rządzie zakończony dymisjami ministrów oraz wypowiedzi Leszka Millera, nie może dziwić ochłodzenie nastrojów wśród inwestorów zachodnich. Proces wycofywania się z naszego kraju kapitału zagranicznego został spotęgowany przez zachowanie się rodzimych instytucji finansowych — twierdzi Jacek Wiśniewski.
W obliczu tych przesłanek wydaje się, że nie jest trudno wskazać inicjatorów wycofywania kapitału z polskiego rynku. Wszystkie późniejsze wydarzenia były konsekwencją polityki inwestycyjnej funduszy amerykańskich. Nie należy przy tym przeceniać efektu, jaki na kurs naszego pieniądza wywarły wypowiedzi przewodniczącego SLD Leszka Millera, których znaczenie było minimalne.
— Pierwszy impuls do opuszczania naszego rynku dały najprawdopodobniej fundusze amerykańskie, tworząc spekulacyjną presję w Polsce oraz na Węgrzech. Ich działania trafiły na bardzo podatny grunt w obliczu złych wskaźników makroekonomicznych i niepewnej sytuacji politycznej. Decyzje pozostałych graczy były jedynie wynikiem takiego zachowania inwestorów zza oceanu. Poszli oni za trendem, który pojawił się na rynku walutowym. Moim zdaniem, słowa Leszka Millera mówiące o katastrofalnym stanie naszej gospodarki nie miały tak wielkiego znaczenia dla notowań złotego, jak twierdzą niektórzy specjaliści. Już przed tymi wypowiedziami cena dolara osiągnęła poziom 4,10 zł, więc jego stanowisko jedynie przyspieszyło proces deprecjacji, ale nie było powodem powstania tego zjawiska — tłumaczy Jacek Wiśniewski.
W perspektywie krótkoterminowej kurs złotego powinien się ustabilizować, jednak nie będzie już możliwy powrót do tak wysokich notowań, jakie miały miejsce na początku lipca. Brakować bowiem będzie w najbliższym czasie pozytywnych informacji, które mogłyby odbudować siłę złotego. Mogą za to pojawić się elementy negatywne.
— Na rynku panuje duża niepewność i złoty nadal będzie tracić w stosunku do walut zachodnich. Szanse na powrót do poziomu notowań sprzed kilku dni wydają się małe. Nie widać innych pozytywnych czynników mogących wzmocnić naszą walutę. W najbliższym czasie złoty będzie reagował głównie na informacje o sytuacji budżetu państwa oraz na wydarzenia związane z wrześniowymi wyborami parlamentarnymi. Według moich prognoz, w końcu tego tygodnia za dolara powinniśmy płacić 4,20-4,25 zł. Jednak osiągnięcie dolnej granicy tego przedziału jest możliwe tylko wówczas, gdy banki niemieckie rozpoczną wymianę marek na złote w obliczu wypłat kolejnej transzy odszkodowań za prace przymusową w czasie II wojny światowej. Jeżeli jednak banki niemieckie zakończyły już proces wymiany, kurs naszej waluty może osiągnąć nawet 4,30 zł za dolara — dodaje Jacek Wiśniewski.