Rynek walutowy wkracza w okres względnego spokoju

Andrzej Sopoćko
21-07-2000, 00:00

Andrzej Sopoćko: Rynek walutowy wkracza w okres względnego spokoju

UMIARKOWANY OPTYMIZM: Przedłużenie procesu stabilizacji walut wydaje się całkiem realistyczne — dowodzi Andrzej Sopoćko. fot. TZ

Dolar, jen i euro przez prawie cały czerwiec utrzymywały względnie stałe relacje. Jest to pierwszy, od momentu pojawienia się euro, okres względnego spokoju na rynku walutowym, a być może także początek okresu dłuższej stabilizacji. Choć na jednoznaczną opinię w tej sprawie trzeba jeszcze czasu.

STABILNOŚĆ relacji walutowych nie może być sprawą przypadku. Nie wdając się w szczegóły — wynika ona ze zbliżonej wartości prostego agregatu, złożonego z tempa wydajności pracy, skorygowanego o inflację. Często oczywiście relacje walutowe odbiegają od wartości tych współczynników. Dzieje się tak wskutek jednego, niemniej jednak ważnego elementu. Jeżeli bowiem gdzieś przewiduje się przyspieszenie wzrostu, bez znaczniejszych skutków inflacyjnych, tamtejsza waluta się wzmacnia. Spekulanci, oczekując przyszłej aprecjacji, dokonując jej zakupów, podwyższają automatycznie cenę. W końcu jednak nadchodzi chwila prawdy. Jeśli oczekiwania były błędne, waluta spada na łeb.

CHOĆ PROGNOZA i rzeczywistość to dwie odrębne sprawy, dobrze jednak, gdy zmiany w rzeczywistości idą w tym samym kierunku co prognoza. Jeśli dzieje się inaczej i stan obecny nie daje mocnych przesłanek dla tworzenia wizji przyszłości, przewidywania coraz to zmieniają kierunek, krótkookresowa moda na optymizm zastępowana jest, równie krótkookresową, modą na czarnowidztwo. Nerwowości przewidywań towarzyszy nerwowość na rynku. I z takim właśnie zjawiskiem mieliśmy do czynienia przez ponad rok, do połowy kwietnia 2000. Niepewność dotyczyła praktycznie każdego ważnego elementu w globalnym systemie walutowym. Wątpliwe było więc, czy wzrost w USA się utrzyma, czy gospodarka Eurolandu wreszcie ruszy, czy Japonia wyrwie się ze stagnacji.

OBECNIE w tych kwestiach utrzymuje się umiarkowany i zarazem stabilny optymizm. Za pierwszy kwartał wzrost PKB i inflacji kształtował się następująco: USA — 5,5 proc. i 3,0 proc., Japonia — 2,4 proc. i minus 0,8 proc., Euroland — 3,2 proc. i ok. 2 proc. Jeśli przyjąć, że gospodarka amerykańska jest w fazie lekkiego osłabienia, japońska zaś i europejska — lekkiego wzrostu, to przedłużenie procesu stabilizacji walut wydaje się całkiem realistyczne.

WARUNKI na rynku walutowym mogą być niepowtarzalną okazją do stworzenia globalnego systemu stabilności pieniądza, wielkiej idei noblisty z 1999 r., Roberta Mundela. Rekomenduje on porozumienie centralnych banków trzech wielkich obszarów walutowych. Ma on nadzieję, że stosunkowo szybko banki centralne porozumieją się co do celu inflacyjnego oraz relacji między jenem, dolarem a euro, pozostawiając jedynie niewielki margines fluktuacji kursowych.

CZY Z TEGO mogłaby powstać globalna waluta? Jeśli nawet — to w odległej perspektywie. Polityczne trudności w realizacji tego przedsięwzięcia są przecież niebotyczne jak Himalaje. Wcale to jednak nie wyklucza porozumienia banków centralnych na omawianych zasadach. Wręcz przeciwnie, w obecnych warunkach staje się to coraz bardziej realne. Jego konsekwencje zaś w sferze globalnej integracji i rozwoju gospodarczego miałyby skalę nie spotykaną w historii. Oczywiście dla tych, którzy znajdą się w strefie Wielkiego Trójkąta.

Andrzej Sopoćko jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, wykładowcą Wydziału Zarządzania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Sopoćko

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Rynek walutowy wkracza w okres względnego spokoju