W poprzednim odcinku poradnika zostały omówione zagadnienia związane z alokacją aktywów. Szczególny nacisk został położony na alokację na poziomie polityki inwestycyjnej. Obecnie zastanowimy się, gdzie możemy się zetknąć z tego typu alokacją w codziennym życiu.
W przypadku instytucji, które usiłują przyciągnąć nasze pieniądze za pomocą coraz to bardziej wyszukanych instrumentów finansowych, najlepszym obiektem do analizy będą fundusze inwestycyjne. Czytając prospekty informacyjne i statuty funduszy inwestycyjnych (których notabene prawie nikt z inwestorów nie studiuje, co jest oczywiście dużym błędem) możemy sami przekonać się, jaką politykę inwestycyjną oraz alokację mają zamiar stosować osoby zajmujące się zarządzaniem portfelami inwestycyjnymi.
Liczba funduszy inwestycyjnych na naszym rynku jest obecnie tak duża, że osoba nie śledząca uważnie, co dzieje się na rynku kapitałowym może się naprawdę pogubić. Sprawa jest o tyle istotna, że nawet pomiędzy funduszami tego samego rodzaju (np. akcyjnymi) występują istotne różnice w określanej w statucie polityce inwestycyjnej.
Dla klientów funduszy różnice te powinny mieć duże znaczenie, ale niestety nie mają, ponieważ inwestorzy nie są nawet świadomi ich istnienia. Takie postępowanie można uznać co najmniej za niefrasobliwe. Zbyt często zapominamy, że wpłacając przecież nasze własne pieniądze do funduszu, oddajemy w pewnym stopniu kontrolę nad nimi osobom zatrudnionym w TFI.
Aby lepiej uzmysłowić sobie, jak może wyglądać alokacja aktywów w praktyce, spójrzmy na dwa fundusze mające w swojej nazwie „zrównoważony”, a firmowane przez różne TFI. Dla mnie zrównoważony jest tożsamy ze strategią typu „poł na pół”. Inaczej mówiąc, jeśli miałbym tworzyć portfel zrównoważony, to udział akcji i instrumentów bezpiecznych wynosiłby po 50 proc. Przy czym, przykładowo co kwartał następowałaby operacja nazywana w literaturze fachowej „rebalancingiem”, czyli przywracaniem pierwotnej struktury portfela. Działanie to ma zapobiec sytuacji, kiedy po pewnym czasie, ze względu na zmiany cen aktywów wchodzących w skład portfela, udział jednych byłby większy niż drugich. Taka sytuacja nie byłaby zgodna z początkowymi założeniami.
Dokładna analiza treści prospektów informacyjnych funduszy wskazuje, że termin „zrównoważony” może oznaczać zupełnie co innego dla zainteresowanych stron. A przecież dla nas, klientów funduszy, alokacja aktywów i strategia inwestycyjna są sprawami podstawowymi. Czyżby więc dochodziło aż do takich różnic?
Najlepiej odwołać się do konkretnych przykładów. Jednym z nich jest Unikorona Zrównoważony OFI, a drugim ING Zrównoważony OFI. W statucie Unikorony datowanym na 31.12.2001 możemy znaleźć taki zapis: „Fundusz jest funduszem typu zrównoważonego, w którym środki pieniężne Uczestników Funduszu będą lokowane do 100 proc. w akcje oraz dłużne papiery wartościowe, przy czym udział akcji w Aktywach Funduszu nie będzie niższy niż 20 proc. i nie wyższy niż 80 proc. wartości Aktywów Funduszu. W przypadku zmiany warunków rynkowych, wyłącznie w interesie Uczestników może mieć miejsce zmiana wyżej wymienionych proporcji”!!!
Czytałem ten fragment kilkakrotnie, ponieważ nie wierzyłem własnym oczom. Nie wiem jak czytelnikom, ale mnie słowo „zrównoważony” kojarzy się jednak z równowagą, czyli jak wspomniałem wcześniej ze strategią 50:50. Nie będzie przesadą, jeśli stwierdzimy, że zapisy w statucie tego funduszu predestynują go do zaliczenia w poczet funduszy bazujących na aktywnej alokacji aktywów.
Przedstawię teraz zapisy statutu ING Zrównoważony OFI: „Alokacja aktywów Funduszu pomiędzy udziałowe i dłużne papiery wartościowe będzie dokonywana w szczególności w oparciu o następujące kryteria: sytuacja makroekonomiczna gospodarki, dynamika wzrostu gospodarczego (...). Udział akcji w aktywach Funduszu będzie zawierał się w przedziale od 20 proc. do 60 proc.”.
W tym przypadku założenia dotyczące alokacji są na szczęście bardziej konserwatywne. Aczkolwiek wolałbym uznać za zrównoważony od biedy taki fundusz, który zakłada alokację w akcje na poziomie 40-60 proc. Ktoś może mi zarzucić, że takie sztywne proporcje nie są adekwatne do sytuacji panującej na rynku akcji. Jeśli mnie jednak pamięć nie myli, właśnie takie proporcje akcji (40-60 proc.) miały fundusze zrównoważone kilka lat temu, kiedy zaczęły pojawiać się na rynku w większej liczbie. Dopiero słaba kondycja naszej giełdy zmusiła zarządzających do zmiany zasad alokacji, ale zapomniano zmienić przy tym nazwę funduszy. Po drugie, różnice w tej kwestii pomiędzy poszczególnymi funduszami są na tyle duże, że należałoby zastanowić się nad ich przegrupowaniem.
Mając na względzie to, że dla portfela inwestycyjnego najważniejsza jest alokacja, upewnijmy się zawczasu, że to co kupujemy jest naprawdę tym, czym się nam jawi. Inaczej mówiąc, zdejmijmy opakowanie i zajrzyjmy do środka.