Rynek wraca do fundamentów. Wall Street liczy na mocne wyniki

Krzysztof Kolany
opublikowano: 2026-04-15 15:43

Analitycy zapowiadają szósty z rzędu kwartał dwucyfrowego wzrostu zysków amerykańskich blue chipów. Wynikowej ekspansji nie zatrzymały ani cła, ani wojny prezydenta Donalda Trumpa. Miniony kwartał miał być nominalnie rekordowy.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Przed rozpoczęciem sezonu raportowego analitycy z Wall Street spodziewali się, że zyski spółek przypadające na indeks S&P 500 (ang. earnings per share – EPS) w I kwartale 2026 r. były o 12,6 proc. wyższe niż przed rokiem – wynika z danych zebranych przez FactSet. Jeśli rzeczywiście tak było, byłby to już szósty z rzędu kwartał dwucyfrowej dynamiki zysków. Jednocześnie wiemy jednak, że są to szacunki bardzo ostrożne i zapewne sporo zaniżone.

Stara rynkowa gra polega na tym, że analitycy najpierw wpisują do prognoz wysokie zyski spółek w odległym i bardzo odległym horyzoncie czasowym. Następnie w miarę upływu czasu systematycznie obniżają prognozy wynikowe dla zbliżających się kwartałów, podnosząc przy tym oczekiwania względem odleglejszej przyszłości. Dotyczy to zwłaszcza bieżącego kwartału. Im bliżej do jego zakończenia, tym prognozowany EPS jest coraz niższy.

Tu się przytnie, tam się podniesie i będzie pan zadowolony

Jednakże podczas minionego kwartału analitycy praktycznie nie obniżyli swoich prognoz, co jest zjawiskiem stosunkowo nieczęsto widywanym. Względem początku roku prognoza EPS dla pierwszego kwartału została zrewidowana raptem o 0,2 proc. - wynika z porównania raportów firmy FactSet. Równocześnie wydatnie podniesiono prognozy dla kwartału bieżącego (o 4,6 proc.), następnego (o 4,9 proc.), jak również dla IV kwartału 2026 r. (w tym wypadku aż o 6,0 proc.).

Jednocześnie wiemy, że rynkowy konsens zaniża się przecież po to, aby później giełdowe firmy mogły pokazać inwestorom zyski wyższe od oczekiwań. To zarządzanie oczekiwaniami sprawiało, że w ostatnich dziesięciu latach faktycznie raportowane EPS-y były przeciętnie o 7,1%proc. wyższe od mediany prognoz analityków. Dodając do tego fakt, że aż 76 proc. spółek z indeksu S&P 500 przebijało owe oczekiwania, to wychodzi nam, że średnio można się spodziewać dynamiki EPS-u o 5,8 proc. wyższej od tej, którą analitycy prognozowali na koniec danego kwartału. W obecnym wypadku implikowałoby to wzrost EPS-u o prawie 19 proc.

W obecnych warunkach ekonomicznych (prawie zerowy realny wzrost PKB Stanów Zjednoczonych w I kwartale) byłby to wynik iście spektakularny. Jedyny problem w tym, że za ową imponującą dynamikę zysków odpowiadać mają tylko trzy sektory. Przede wszystkim jest to branża technologii informatycznych, w której znajdują się technologiczni giganci dostarczający sprzęt dla rewolucji AI. Nvidia, Broadcom, AMD i inni mieli według analityków poprawić wyniki aż o 45 proc. r/r. W tej grupie branża producentów półprzewodników miała niemal podwoić zyski (+95 proc.). Do tego dochodzą spółki surowcowe z oczekiwanym przyrostem EPS-u o prawie jedną czwartą oraz firmy finansowe (głównie banki) ze spodziewanym wzrostem zysków o 15 proc.

Nieźle mają się jeszcze spisać spółki użyteczności publicznej (energetyka, dostawcy gazu) z prawie 10-procnetowym wzrostem zysków. Ale wszystkie pozostałe sektory amerykańskiego rynku akcji miały zanotować albo stagnację, albo wręcz spadek zysków w ujęciu rocznym. Jest to zatem typowy rynek dwóch prędkości, napędzany przede wszystkim boomem na sztuczną inteligencję i budowę centrów danych. Na dłuższą metę taki model wzrostu nie wygląda zbyt stabilnie.

Jest świetnie, a ma być jeszcze lepiej

O ile już same prognozy za miniony kwartał prezentują się znakomicie, to oczekiwania względem kolejnych okresów są jeszcze wyższe. I tak, w bieżącym kwartale EPS dla indeksu S&P 500 ma być o prawie 20 proc. wyższy niż przed rokiem, w kwartale kolejnym ma urosnąć o 22 proc. r/r, a w kwartale czwartym o 19,6 proc. Pamiętajmy, że te wszystkie wyniki powinniśmy skorygować w górę o skalę zwyczajowych pozytywnych zaskoczeń.

Ta inflacja oczekiwań kwartalnych sprawiła, że także całoroczne prognozowane EPS-y w ciągu ostatnich trzech miesięcy poszły ostro w górę. Teraz rynkowy konsens zakłada, że w 2026 r. indeks S&P 500 „zarobi” ponad 322 USD. Byłby to rezultat o 19 proc. wyższy od zeszłorocznego i zarazem o 3,7 proc. wyższy od tego, czego oczekiwano jeszcze na początku stycznia. W przyszłym roku zyski 500 największych amerykańskich spółek mają wzrosnąć o kolejne 16 proc., z EPS-em indeksu S&P 500 notującym nominalny przyrost o ponad 50 USD. Dla porównania, jeszcze dekadę temu wskaźnik ten nie sięgał nawet 120 USD.

Choć na Wall Street jest nieustannie drogo, to w ostatnich kilku kwartałach wielkie technologiczne korporacje Ameryki przekonały inwestorów, że są w stanie z roku na rok niemal podwajać zyski, co wcześniej oraz na taką skalę się nie zdarzało.

Ta inflacja wynikowych oczekiwań każe w nieco innym świetle spojrzeć na permanentnie wyśrubowane wyceny amerykańskich spółek. Mimo wiosennej mini-korekty indeks S&P 500 wciąż wyceniany jest powyżej 21-krotności oczekiwanych tegorocznych zysków. Na gruncie klasycznych poradników inwestowania jest to wartość świadcząca o bardzo wyraźnym przewartościowaniu rynku. W latach 1900-2005 średnia wartość C/Z dla amerykańskiego rynku akcji wynosiła ok. 15, ale od 2020 roku wskaźnik ten tylko okazjonalnie spada poniżej 20. Poniżej dawnej średniej zszedł tylko dwa razy – w marcu 2020 oraz w grudniu 2018.

I choć na Wall Street jest nieustannie drogo, to w ostatnich kilku kwartałach wielkie technologiczne korporacje Ameryki przekonały inwestorów, że są w stanie z roku na rok niemal podwajać zyski, co wcześniej oraz na taką skalę się nie zdarzało. Zatem patrząc tylko na liczby wyceny zdają się zgadzać. Problem w tym, że są one oparte na jednym założeniu: że rewolucja AI także przez kolejne lata pozwoli zarabiać krocie garstce technologicznych liderów. A to wcale nie jest takie pewne.