Rynki akcji będą kierowały się informacjami ze spółek

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2002-04-08 00:00

Amerykanie, wbrew pozorom, nie bardzo przejmują się zawieruchą na Bliskim Wschodzie. Wydaje im się, że to jest po prostu ciąg dalszy starej historii, który niewiele może zmienić w gospodarce.

Z Ameryki

Poświąteczny tydzień będący również początkiem II kwartału nie rozpieścił inwestorów. Spadek indeksów był zdecydowany. Było sporo powodów, ale dwa są najważniejsze: okres ostrzeżeń przed wynikami kwartalnymi i sytuacja na Bliskim Wschodzie.

To, co się dzieje na Bliskim Wschodzie pokazuje, że nie można patrzeć jedynie na wskaźniki ekonomiczne tracąc z oczu większy obraz społeczno-polityczny, a nawet kulturalny. Wrzód dojrzewał pod okiem nieudolnego lekarza (USA) aż wreszcie pękł. Administracja amerykańska siedzi okrakiem na barykadzie, a wiadomo, jaka to niewygodna pozycja. Z jednej strony potężny i wpływowy elektorat żydowski w Stanach, z drugiej ceny ropy i duża chęć zaatakowania Iraku - nie tyle w celu ograniczenia terroryzmu ile po to, by wzmocnić krajowy przemysł. Stąd takie niemrawe działanie USA na początku konfliktu.

Uważam, że obecna sytuacja nie jest tym najgorszym, co może się wydarzyć. Amerykanie tego nie widzą: przywykli do zawieruchy na Bliskim Wschodzie i wydaje im się, że to jest po prostu ciąg dalszy starej historii, który niewiele może zmienić w gospodarce. Dopóki nie zobaczą w cenach produktów skutków wzrostu cen ropy lub dopóki nie będzie następnych ataków terrorystycznych to będą tę sytuację lekceważyli. Prawdę mówiąc dziwne jest to, że do tej pory nie było następnych, poważnych ataków terrorystycznych w Stanach. Gdyby coś takiego się wydarzyło, to o ożywieniu gospodarki można by było na długo zapomnieć.

Inwestorzy coraz bardziej boją się o wyniki spółek. Reuters podaje, że Thomson Financial/First Call obniżył prognozy zysku na drugi kwartał spółek wchodzących w indeks S&P 500. Wiele spółek będących nabywcami produktów telekomunikacyjnych, półprzewodników i komputerów ogłasza, że budżet na tego typu zakupy będzie zmniejszany w celu zwiększenie płynności finansowej. Kolejny zarząd spółki sektora TMT (Dell) nie widzi przyszłości zbyt różowo i oczekuje jedynie niewielkiej poprawy koniunktury na rynku komputerowym w drugiej połowie roku, a znacznego ożywienia dopiero za 6 kwartałów. Merrill Lynch oświadczył, że sektor sprzedaży detalicznej nie będzie się rozwijał tak mocno jak inne sektory, gdyż rosnące stopy procentowe i ceny energii ograniczą możliwości wydawania pieniędzy przez indywidualnych konsumentów. To tworzy odpowiednią atmosferę przed wynikami spółek.

W tym tygodniu znowu odżyła „enronitis” po informacji „Wall Street Journal”, że Dynegy i Williams też stosowali „twórczą księgowość”. Spadał również WorldCom, w którym również trwa dochodzenie w sprawie księgowości.

Zaczynają się również problemy z inflacją. Z danych ISM wynika, że ceny zarówno w usługach jak i sektorze produkcyjnym ruszyły w górę bardzo gwałtownie. Inflację napędza również drożejąca ropa. Ceny nieco spadły – to skutek raportu o największym od 11 miesięcy wzroście zapasów w USA i ocen analitycy mówiących, że skoki cen to jedynie działalność spekulantów. Nie mówię, że tak właśnie nie jest, ale w końcu ceny „robią” zazwyczaj właśnie spekulanci kierując się informacjami ze świata. Warto zwrócić uwagę na wielkość kapitału portfelowego napływającego do USA. W styczniu był on 4 razy mniejszy niż średnia z 2001 roku i najniższy od kilku lat. To może być pierwszy sygnał, że dolar będzie słabł. Niektórzy analitycy mówią, że w drugiej połowie roku osłabnie o 15 do 20 proc.

Dane makro w minionym tygodniu nie mogły wlać otuchy w serca inwestorów. Zamówienia fabryczne w lutym spadły, a dane za styczeń zostały zweryfikowane w dół. Nie podobały mi się również dane o bezrobociu. Duży wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w lutym okazał się być fikcją — po zweryfikowaniu okazało się, że zatrudnienie spadło. Stopa bezrobocia w marcu znowu wzrosła. Nie widać śladu mocnego ożywienia w sferze produkcyjnej.

W tym tygodniu tylko piątek będzie dniem ważnych danych makro. Przede wszystkim będą dane o inflacji na poziomie cen producentów w marcu (PPI). Oczekiwany jest niewielki wzrost inflacji bazowej, ale wcale się nie zdziwię, jeśli będzie dużo gorzej. Otrzymamy również dane o sprzedaży detalicznej w marcu. Prognoza mówi o sporym wzroście i znowu mam duże wątpliwości czy tak właśnie będzie. Na koniec Uniwersytet Michigan poda wstępne dane o indeksie nastrojów. Kompletnie nie rozumiem prognozy mówiącej o wzroście tego wskaźnika. Przy rosnących cenach paliwa, wojnie na Bliskim Wschodzie i spadających indeksach giełdowych? Wydaje się, ze to po prostu niemożliwe.

Jeśli chodzi o obraz techniczny rynku to jest on raczej jednoznaczny. DJIA przełamał ważne wsparcie w drodze do dolnego ograniczenia kanału trendu wzrostowego (obecnie 10000 pkt.) i znalazł sobie chwilowe wsparcie na średniej 50-sesyjnej (10180). Jeśli pokona opór na 10270 pkt to możliwy jest wzrost nawet do 10500 pkt. Zdecydowanie bardziej prawdopodobne jest jednak dążenie do dolnego ograniczenia kanału. S&P 500 pokonał wsparcie na 1132 pkt. Teraz to jest opór. W przypadku przełamania możliwy jest ruch powrotny do 1152 pkt. Przełamanie wsparcia na 1120 otwiera drogę do 1075 pkt. NASDAQ pokonał wsparcie na 1810 pkt. (teraz opór) i zatrzymał się na wsparciu 1770, którego przełamanie otworzyłoby drogę do 1700 pkt. W bardzo sprzyjających okolicznościach możliwy jest ruch powrotny w kierunku średniej 50. sesyjnej (1840).

Tydzień ostrzeżeń i wyników nie sprzyja wzrostowi indeksów. Niepokojąca jest również liczba byków na Wall Street i stan gotówki w funduszach. Byków jest prawie 55 proc. a stan gotówki spadł do 5,2 proc. (normalny zakres to 4-13 proc.). Taka sytuacja prawie zawsze poprzedzała większe osunięcia rynku. Do piątku o kierunku rynku będą decydowały informacje ze spółek, a nie powinny być dobre. Jest jednak pewna możliwość od 1 do 3 sesji wzrostowych jeśli na chwilę uspokoi się sytuacja na Bliskim Wschodzie. Ten medal ma jednak dwie strony: zaostrzenie sytuacji i wspólna akcja krajów arabskich oznaczałaby bardzo duże spadki indeksów. Nie jestem optymistą.

Z Polski

Krótszy, poświąteczny tydzień nie dał powodów do zadowolenia posiadaczom akcji. Gdyby nie dość podejrzany wzrost w piątek byłoby dużo gorzej. Trwa walka o obronę poziomu wsparcia na WIG-20 (1310 pkt.). Tym razem byki wygrały, ale nie jest to przekonywujące zwycięstwo.

Właściwie rynek tańczył wokół Elektrimu, a pod koniec tygodnia włączyła się KGHM. Jeśli chodzi o Elektrim to BRE zaczął grać na zniżkę kursu, a Vivendi nabrał wody w usta. Wygląda na to, że wszystkim wielkim będzie odpowiadało bankructwo spółki. Sytuacja zrobiła się tak niejasna, że trudno było niezorientowanym inwestorom dalej trzymać te akcje. Jaki może być dalszy scenariusz? Tu potrzeba człowieka z wyobraźnią pisarza science fiction, by coś sensownego wymyślić. Ja w nadal uważam, że dla BRE i grupy skupionej wokół banku lepiej będzie, jeśli przejmie spółkę (zresztą już mają przewagę na NWZA, choć nie wystarczającą do przeprowadzenia go po swojej woli). Wtedy można spłacić obligatariuszy i spokojnie szykować udziały w ET do sprzedaży.

Oczywiście BRE może doprowadzić spółkę do bankructwa kupując udziały w ET za niską cenę, odkupując aktywa energetyczne i zostawiając wydmuszkę. Jednak na tej operacji straciłoby dużo pieniędzy zaangażowanych już w akcje Elektrimu. Poza tym już w tej chwili BRE jest traktowane jak czarna owca. Nadal stawiam na scenariusz optymistyczny, ale kto wie tak naprawdę, co dzieje się w tej chwili na linii BRE - Eastbridge — Vivendi – DT?

Drugą spółką ściągająca indeksy w dół była KGHM. Niemiłą informacją dla akcjonariuszy KGHM było z pewnością nie tylko to, że złoty się wzmacnia, a fiskus chce odebrać jej więcej niż zakłada plan zysku w tym roku, ale i to, że Bankers Trust Company (reprezentuje depozytariuszy GDR-ów KGHM) poinformował o zmniejszeniu swojego zaangażowania w spółce. Biorąc pod uwagę to, że złoty nadal będzie się wzmacniał, a cena miedzi zależy od bardzo wątpliwego ożywienia gospodarki, trudno się dziwić redukcji zaangażowania.

Najczęściej wypowiadający się członek RPP Bogusław Grabowski zapowiedział w tym tygodniu, że wzrost gospodarczy będzie powoli przyspieszał, szczególnie od drugiego półrocza. Ponieważ Bogusław Grabowski niezwykle często się ostatnio myli, można założyć, że będzie całkiem odwrotnie. To oczywiście żart, ale serio mówiąc to, jeśli zakładam, że w drugiej połowie roku nastąpi drugie uderzenia recesji w USA, nie mogę oczekiwać u nas ożywienia.

To prawda, że nasza koniunktura zależy bardziej od sytuacji w Eurolandzie, ale nie wydaje mi się prawdopodobne, by sytuacja gospodarcza w Europie była dobra, jeśli pogorszy się w Stanach. Fakt, że ostatnio rynki europejskie zachowują się dużo lepiej niż amerykańskie, ale dane (inflacja, dynamika zamówień, słaby wzrost PMI) pokazują, że ożywienie nadciąga bardzo powoli.

Wobec braku istotnych informacji w zeszłym tygodniu trzeba po prostu spojrzeć na analizę techniczną. Tutaj sytuacja jest bardzo dwuznaczna. Indeks cenowy może spokojnie wzrosnąć nawet 3,5 proc. (to dla cenowego sporo) wykonując ruch powrotny do podstawy formacji podwójnego szczytu. WIG jest o krok od przełamania linii trendu spadkowego (15000 pkt.), co mogłoby wywołać wzrost nawet do 15500 pkt. Taki ruch uznałbym za korektę w fali C, która powinna sprowadzić indeks do 14100 pkt. WIG-20 też wygląda dosyć ciekawie. Obronione 1310 pkt. daje szansę na atak na 1340, a potem na 1355 pkt. gdzie leży zarówno średnia 45-sesyjna jak i górne ograniczenie kanału trendu spadkowego. To zaś otwierałoby drogę do 1380 pkt. – mocnego oporu. Pokonanie tak długo bronionego wsparcia na 1310 pkt. dałoby automatycznie test 1285 pkt., a prawdopodobnie zejście do dolnego ograniczenia kanału trendu (w tej chwili na 1230 pkt.).

Nasz rynek tak zaciekle bronił poziomu wsparcia, że można oczekiwać jakiegoś wzrostu w tym tygodniu. Problem w tym, że nie bardzo jest po co kupować akcje przed końcem okresu wyników w USA. Obroty są tak niewielkie, że fundusze mogą w dowolnej chwili rynek podnieść. Oczywiście nie wywołując hossy, ale doprowadzając WIG-20 np. do 1400 pkt. Docelowo uważam, że poziom 1310 zostanie przełamany, ale w tym tygodniu szanse zejścia do 1285 czy podejścia pod 1400 niestety muszę ocenić jako 50:50.