Otwarcie piątkowego handlu na amerykańskim rynku futures sugerowało, że po gwałtownej czwartkowej korekcie rynek akcji spróbuje odbić się i odrobić straty. Taki scenariusz mógłby potwierdzać przebieg ostatnich sesji na Wall Street. Jednak im bliżej było publikacji danych o wzroście amerykańskiego PKB w II kwartale (analitycy oczekują wartości na poziomie +2,3 proc.), entuzjazm szybko opuszczał inwestorów.
Reakcja na lepsze od prognoz dane o PKB (wstępny odczyt mówi o 3,4 proc. wzroście) była dosyć wstrzemięźliwa. Indeksy tylko w niewielkim stopniu (oprócz indeksu Nasdaq futures, ktróry przez moment znalazł się na plusie) minimalizowały wcześniejsze straty. Jednak z upływem czasu, powolik do głosu dochodzi strona popytowa. Pewien udział w tym ma także spokojne otwarcie handlu na Wall Street.
Podobnie zachowują się największe parkiety w Europie, a rano identyczna sytuacja miała miejsce na dalekowschodnich rynkach. Po chwilowym wybiciu ponad poziomy czwartkowych zamknięć, indeksy gwałtownie zjechały w dół. Szykują się do najsilniejszej od ponad czterech lat tygodniowej korekty. Od poniedziałku wartość indeksu Dow Jones Stoxx 600 opadła już o 5,3 proc. Wszystkie 18 grup branżowych jakie wchodzą w jego skład notowała przecenę.
Podobnie jak ma to miejsce za oceanem, było to rezultatem dyskontowania obaw o kondycję rynku kredytowego i możliwych problemów z zebraniem funduszy na sfinansowanie kolejnych fuzji i przejęć.
Spadkom przewodziły przede wszystkim spółki z sektora finansowego.
Szczególnie kiepsko prezentowały się papiery Deutsche Banku i Man Group.
Spadkowy trend kontynuuje również warszawska GPW, choć i w jej przypadku
skala deprecjacji została ograniczona